Miał nadzorować najstarszą toaletę w Japonii. Niestety pomylił biegi

To nie był najlepszy dzień pracownika Ochrony Dziedzictwa Kioto. Miał się opiekować świątynią Tofokuji. Tymczasem zniszczył swoim autem najstarszą łaźnię publiczną w Japonii.

Japończyk popełnił banalny błąd, ale jego skutki okazały się katastrofalne. Kiedy 18 października po skończeniu pracy ruszył z wigorem do domu, okazało się, że ma wrzucony wsteczny bieg. Miejskie auto WiLL Vi pracownika publicznego Ochrony Dziedzictwa Kioto przejechało przez delikatny budynek, jakby był z papieru. Zniszczenia, które spowodował, mogą być nieodwracalne.

Więcej motoryzacyjnych wiadomości znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Łaźnia jest częścią znanego kompleksu Tofokuji z XIII w., która jest miejscem medytacji odłamu buddystów Zen. Budynek służył do codziennej toalety setki mnichów przebywających na terenie świątyni i był niewiele młodszy od niej. Jego początki datuje się na XV wiek. Pozostawał w użytku do XIX stulecia, a potem zaczął pełnić funkcję muzealną.

Krewki kierowca uszkodził dwuskrzydłowe drewniane drzwi i słupy podtrzymujące konstrukcję dachu. Można powiedzieć, że przejechał przez liczącą 700 lat łaźnię na wylot Musiał się bardzo spieszyć do domu. BBC informuje, że dyrektor Instytut Badawczego Tofukuji Toshio Ishikawa był zaskoczony skalą zniszczeń.

Co zrobił potem nieszczęsny kierowca? Jak prawdziwy Japończyk zachował się honorowo: wezwał policję i przyznał się do winy za spowodowane zniszczenia. Inny pracownik instytutu udzielił lokalnemu dziennikowi "Asahi Shimbun" informacji, z których wynika, że odbudowanie łaźni jest teoretycznie możliwe, ale będzie wymagało olbrzymich nakładów pracy. Wewnątrz znajduje się latryna w postaci dwudziestu otworów wykutych w kamiennej podłodze.

WiLL Vi (Toyota)WiLL Vi (Toyota) fot. Toyota

Kolizja z najstarszą toaletą w Japonii. Co się stało, to się nie odstanie

Jaki będzie los pechowego pracownika Ochrony Dziedzictwa Kioto, który przyjechał do świątyni w sprawach służbowych? Na szczęście nie popełnił na miejscu rytualnego samobójstwa — seppuku. Oby opinia publiczna również obeszła się z nim łagodnie. Na pocieszenie można dodać, że nie odniósł żadnych obrażeń w czasie kolizji, a i jego pojazd nie uszkodził się mocno.

Przy okazji warto zainteresować się autem, którym spowodował takie zniszczenia. Miejski model WiLL Vi egzotycznej dla nas marki koncernu Toyota był produkowany na lokalny japoński rynek. Miał zachęcić młodszych konsumentów, podobnie jak Scion w USA. WiLLa Vi wytwarzano przez zaledwie dwa lata (2000-2001), a patrząc na jego pokraczną sylwetkę, łatwo się domyślić dlaczego.

Widocznie WiLL Vi nie cieszył się wielkim powodzeniem. To subkompaktowy sedan o długości 367 cm. Niewielkim pocieszeniem jest otwierany płócienny dach dostępny w droższych wersjach. Czterodrzwiowe auto z przednim napędem kryje pod maską silnik o poj. 1,3 l i mocy 86-88 KM. Moment obrotowy silnika jest przekazywany za pośrednictwem automatycznej skrzyni biegów. Może winy za kolizję ze świątynną toaletą należy upatrywać w mało precyzyjnym sterowaniu umieszczonym przy kierownicy? Pewnie nigdy nie poznamy prawdy.

Więcej o:
Copyright © Agora SA