Złodzieje samochodowi wpadli, bo podczas kradzieży poprosił policjantów o... klucz "trzynastkę"

Polski Gang Olsena? Tak można nazwać dwóch warszawiaków, którzy chcieli ukraść Nissana Pixo. I nie chodzi tu o znikomą wartość auta, ale o to, że o pomoc w uruchomieniu kradzionego auta poprosili... policjantów.

Na początek ostrzeżenie, to nie jest zajawka nowej komedii, a prawdziwa historia z warszawskiego Mokotowa, gdzie na łowy wybrało się dwóch podchmielonych mężczyzn w średnim wieku. Pisząc "łowy", mamy na myśli kradzież samochodu. Ich celem miał być dość nietypowy Nissan Pixo. Wszystko jednak poszło nie tak, jak myśleli, choć trudno z tej historii wnioskować czy w ogóle mieli plan.

Panowie w stanie wskazującym zaczęli dobierać się do auta, które od dłuższego czasu było zaparkowane pod osiedlowym kościołem i mogło sprawiać porzucone. Jeden z mężczyzn wszedł do auta przez wybitą tylną szybę, otworzył od środka drzwi i maskę. Mężczyźni jednak byli na tyle głośni, że ktoś wezwał policję. Po chwili na miejscu pojawił się nieoznakowany patrol, który zaczął obserwować poczynania naszych bohaterów.

Zobacz wideo

Policjanci zauważyli, że przy aucie z wybitą tylną szybą i otwartą pokrywą silnika stoi dwóch mężczyzn. Jeden z nich robił coś pod maską, a następnie podchodził do ludzi, pytając, czy nie mają klucza, ponieważ chciał odkręcić rozładowany akumulator.

Wiecęj takich historii znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Mężczyzna po chwili podszedł też do radiowozu, w którym siedzieli policjanci i zapytał ich, czy mają klucz trzynastkę albo kable do uruchomienia auta, a także czy mogliby pomóc w uruchomieniu Nissana. W przypływie szczerości dodał też, że chce odjechać tym samochodem z kolegą, ale podkreślił, że Nissana poprowadzi jego kolega, ponieważ jest... mniej pijany. 48-latek mocno się jednak zdziwił, kiedy policjanci pokazali mu legitymacje służbowe.

Obaj nietrzeźwi mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. 48-latek usłyszał już zarzuty usiłowania kradzieży pojazdu oraz kradzieży panelu radia samochodowego, za które grozi mu kara do 5 lat więzienia. Jego 54-letni kolega po przesłuchaniu został zwolniony do domu. 

Więcej o: