Francuz płakał, jak sprzedawał - dosłownie. Ferrari F355 spłonęło podczas jazdy testowej

Pewien Amerykanin postanowił wzbogacić swoją kolekcję o Ferrari F355. Po przylocie z Los Angeles do Marsylii wraz z właścicielem wybrał się na jazdę testową. Skończyła się ona katastrofalnie - samochód doszczętnie spłonął.

Ferrari F355 powoli staje się kolekcjonerskim rarytasem. Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej osób jest zainteresowanym kupnem tego modelu. Zwłaszcza że jest to świetna metoda lokaty kapitału. Niestety, francuski egzemplarz już nigdy nie zasili niczyjego inwestycyjnego portfela.

Pożar samochodów pod stadionem w MiamiSezon grillowy za nami. ale nie wszędzie. 11 samochodów doszczętnie spalonych [WIDEO]

Ferrari F355 stanęło w płomieniach

Amerykanin Tarek Salah wybrał się specjalnie z Los Angeles do Marsylii, by nabyć wyjątkowe Ferrari F355. Na początku swojego nagrania opublikowanego na YouTubie zdradza, że przejażdżka F355 francuskimi ulicami była jego marzeniem. Niestety, nie nacieszył się nią zbyt długo.

 

W drodze do zaufanego mechanika, który miał potwierdzić stan auta i wykryć wszystkie potencjalne usterki, auto zaczęło płonąć. Amerykanina oraz właściciela pojazdu zaalarmował przypadkowy kierowca, który dostrzegł dym unoszący się spod pokrywy komory silnika. Szybko zatrzymali się na poboczu, gdzie srebrne ferrari dokonało żywota. Po kilku minutach na miejsce przybyli strażacy, którzy zajęli się gaszeniem egzotycznego pojazdu.

Nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Jak informuje niedoszły nabywca, już na początku jazdy wyczuł w powietrzu zapach benzyny, jednak zrzucił to na karb zbyt bogatej mieszanki. Co ciekawe, wiązki przewodów zostały niedawno wymienione. Możliwe, że drobny wyciek i wysoka temperatura generowana przez 3,5 litrowe V8 (381 KM, 363 Nm momentu obrotowego) doprowadziły do pojawienia się płomieni. Niestety, tego już nigdy się nie dowiemy.

Zobacz wideo

Srebrne Ferrari F355 pochodziło z początku produkcji, dokładnie z rocznika 1994. Jak podaje Amerykanin, wyposażone było w specjalne karbonowe kubełki wykończone skórą, a jego stan można było określić na bardzo dobry - samochód należał do fana marki, który przez wiele lat należycie o niego dbał.

 

W tym przypadku sprzedający rzeczywiście miał powody do płaczu. Niestety, nie były to łzy szczęścia. Jedynym pozytywnym aspektem zdarzenia jest fakt, że nikt nie został ranny. Mogło to jednak zakończyć się zupełnie inaczej. Salah podaje, że w pierwszej chwili drzwi samochodu nie chciały się otworzyć. Dopiero po ręcznym odblokowaniu zamka udało mu się wydostać z płonącego Ferrari. Zamiast z F355 Amerykanin wrócił do kraju z barwnymi wspomnieniami i ciekawą historią do opowiedzenia znajomym.

Więcej o: