Gdyby nie bariera to by nie żył. BMW R 1250 GS prawie spadło w przepaść

Jazda motocyklem jest niebezpieczna. Nawet doświadczeni kierowcy mogą mieć ryzykowne sytuacje. Jak ten amerykański motocyklista, którego bariera uratowała w górach.

Spodobał Ci się ten artykuł? Więcej wiadomości ze świata motoryzacji znajdziesz na Gazeta.pl

Jazda motocyklem zawsze jest obarczona większym niebezpieczeństwem niż jazda samochodem. Może motocykliści niechętnie to przyznają, ale praktycznie trzeba uważać na wszystko. Jeśli tak się robi, to większa szansa, że wróci się do domu w jednym kawałku. W szczególności nie warto sprawdzać jak szybko przyspiesza motocykl, gdyż nie wiadomo co wyskoczy na drogę.

Zobacz wideo Wypadek na czeskiej autostradzie. Motocyklista próbował uciec przed policją

Do czegoś takiego doszło na trasie Transfonogarskiej w Rumunii. Uznawane przez niektórych za najlepszą drogę na świecie, ma długość 151 km i ciągnie się na wysokość 2042 m. Praktycznie złożona jest z samych zakrętów. Jest jak tor w środku gór.

Nic więc dziwnego, że wielu motocyklistów i kierowców samochodowych jedzie tam, aby się sprawdzić. Jednak nie zawsze jest tak kolorowo jakby chcieli.

Droga jest otwarta jedynie przez kilka miesięcy, gdyż 8 z 12 miesięcy pokryta jest śniegiem. Jest więc wąskie okno pogodowe, które pozwala cieszyć się z tej trasy. Natomiast jakość nawierzchni pozostawia wiele do życzenia.

Policjant na służbowym motocyklu BMW pędzi 225 km/hPolicjant na motocyklu pędził nawet 225 km/h. Przez 15 kilometrów ścigał nietrzeźwego pirata

Pewien amerykański motocyklista poleciał specjalnie do Rumunii, aby przekonać się na własnej skórze jak wygląda owa droga. Wynajął motocykl BMW R 1250 GS i wszystko szło zgodnie z planem, do momentu aż wjechał w plamę oleju. Mężczyzna razem z maszyną raptem szybko zaczęli zbliżać się do krawędzi drogi, a zarazem przepaści.

Miał jednak dużo szczęścia, bo pomimo tego, że motocykl przebił się przez barierkę to zahaczył się o nie bocznymi kuframi, które uratowały maszynę i Amerykanina. Po wszystkim powiedział, żeby nie robić zdjęć, gdyż „narzeczona go zabije". O dziwo motocykl doznał minimalnych uszkodzeń i wróci jeszcze na drogę.

Wiadomo, że motocykliści lubią wyolbrzymiać swoje przygody, zupełnie jak rybacy. Tutaj jednak jest dokumentacja fotograficzna i nikt nie powie, że mężczyzna kłamie.

Jak widać, trzeba mieć odrobinę przychylności losu. Miał duże szczęście, że nic mu się nie stało.

Więcej o: