Nie poleciał na wakacje, bo trzy lata wcześniej źle zaparkował. Z lotniska zabrali go prosto do aresztu

W połowie sierpnia pan Łukasz wybierał się z rodziną na tygodniowe wakacje. Kontroli paszportowej nie przeszedł. Prosto z lotniska zabrano go do aresztu, gdzie spędził cztery dni. Powodem była niezapłacona kara za nieprawidłowe parkowanie sprzed trzech lat. Swoją historię opisał w liście do Gazeta.pl.
Zobacz wideo Co zrobić, gdy nie zgadzasz się z mandatem?

Pan Łukasz wraz z żoną i 6-letnim synem pojawił się 15 sierpnia na lotnisku Chopina w Warszawie. Wspólnie planowali tygodniowe wakacje na Cyprze. Na śródziemnomorską wyspę nigdy jednak nie dotarł, bo jeszcze na lotnisku został aresztowany. Za nieprawidłowe parkowanie.

Zaczęło się na lotnisku. "Zjawił się funkcjonariusz SG i poprosił mnie ze sobą"

Na lotnisko pan Łukasz z rodziną przyjechał o godz. 5 rano. Do kontroli paszportowej (Cypr jest w UE, ale nie w strefie Schengen) jako pierwsza podeszła żona pana Łukasza z synem. Przeszli ją bez problemów. Później do okienka podszedł on sam, ale procedura wyjątkowo się dłużyła. Po pewnym czasie podszedł do niego również inny funkcjonariusz Straży Granicznej i zaprowadził pana Łukasza do osobnego pokoju.

Tam nasz czytelnik dowiedział się, co jest powodem problemów z odprawą paszportową. Jak się okazało, był nim niezapłacony 100-złotowy mandat za nieprawidłowe parkowanie sprzed trzech lat. Funkcjonariusze przedstawili mu decyzję Sądu Rejonowego dla Łodzi Śródmieścia, z której wyczytał, że w czerwcu 2020 roku niezapłacony mandat przedawnił się i został zamieniony na karę pobytu w areszcie.

Pan Łukasz w areszcie nigdy nie był, bo - jak tłumaczy - o całej historii nie miał pojęcia. Podkreśla, że nigdy nie był karany, a jego jedyne przewinienia to 3 mandaty drogowe za nieznaczne przekroczenia prędkości.

Trzy lata temu nie przyjął mandatu. Odpowiedzi nie dostał

Mężczyzna przyznaje, że faktycznie w 2019 roku - gdy był w podróży służbowej w Łodzi - dostał od straży miejskiej mandat za nieprawidłowe parkowanie. Zostawił wtedy auto przy ulicy Traugutta na - jak się okazało - miejscu postojowym dla autobusów. Mandatu nie przyjął, bo uważa, że miejsce to było niedostatecznie oznakowane.

Nie było tam żadnych znaków poziomych, a znak informujący o przeznaczeniu tego miejsca dla busów znajdował się 50 m wcześniej i nie było go łatwo zauważyć, zwłaszcza że po zaparkowaniu było on odwrócony "plecami" do mnie

- tłumaczy w liście.

W marcu 2020 roku złożył odwołanie do łódzkiej straży miejskiej, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pomyślał, że odwołanie albo uwzględniono i mandat anulowano, albo nie, a kwota mandatu zostanie w końcu ściągnięta z jego konta przez komornika. Po pewnym czasie o sprawie zupełnie zapomniał. Przypomniano mu dopiero przy próbie wylotu na wakacje. 

Mandat zamieniono na areszt. "Nie mogłem uwierzyć, jak to jest możliwe"

Pan Łukasz przyznaje, że decyzją sądu był (i dalej jest) kompletnie zaskoczony i zszokowany. Nie może uwierzyć, że 100-złotowy mandat zamieniono bez jego wiedzy na karę aresztu. Tym bardziej że nigdy nie był karany. Nie wiadomo, dlaczego od czerwca 2020 roku (gdy zapadła taka decyzja) służby w żaden sposób się z nim nie skontaktowały. Nie wiadomo też, dlaczego zatrzymano go dopiero po ponad dwóch latach, podczas wyjazdu na wakacje.

Jeszcze na lotnisku pan Łukasz deklarował funkcjonariuszom, że zaległy mandat może opłacić w każdej chwili, ale ci pozostali nieugięci. Mundurowi stwierdzili, że takiej możliwości już nie ma i zaprowadzili mężczyznę do celi przejściowej w terminalu warszawskiego lotniska. Jak tłumaczy w liście, stało się to na oczach zapłakanego syna.

Po nocy na lotnisku przewieziono go następnie do aresztu śledczego w Warszawie na Służewcu. Tam spędził kolejne dni. Został wypuszczony 18 sierpnia po godzinie 15. Na wakacje nie poleciał, ale - jak mówi - nie to było dla niego najgorsze.

Stracone pieniądze na wakacje to jedno, stracony czas to drugie, procedury więzienne, które musiałem przejść (rewizje, przeszukania, rozbieranie do naga, wrogość służby więziennej) to trzecie, ale są w życiu wydarzenia, które można przeżyć tylko raz. Jak na przykład pierwszy lot mojego syna samolotem. Nie mogłem przy nim być

- żali się w liście. Zastanawia się, czy według sądu taka kara za nieprawidłowe parkowanie naprawdę była konieczna.

Rzeczniczka Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej Dagmara Bielec w rozmowie z TVN24 zaskoczona jednak historią nie była. Jak przyznała, w podobnych przypadków w sezonie jest nawet kilkadziesiąt.

Więcej historii znajdziesz na Gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.