666 KM prosto z piekła. Lamborghini Urus Performante rozpędzi się do 306 km/h

Jeśli uważaliście, że Lamborghini Urus jest za wolne i za słabe, to ekipa z Sant'Agata Bolognese przyszykowała odmianę Performante. 666 KM ma się przełożyć na 3,3 s do pierwszej setki i 306 km/h prędkości maksymalnej.

Lamborghini Urus Performante na europejskie drogi wyjedzie jeszcze w tym roku. Cennik ma otwierać 218 487 euro, co przy kursie z 21 sierpnia daje ponad milion złotych. Imponująca kwota, ale Lamborghini nie musi się bać o potencjalnych klientów. SUV Urus to absolutny strzał w dziesiątkę. Już jakiś czas temu sprzedano ponad 20 000 sztuk Urusa, co na tak niszową markę jak Lamborghini jest niesamowitym osiągnięciem. To jednak nie dziwi.

W bardziej "masowym" Porsche sprzedaż też przecież napędzają SUV-y, Macan oraz Cayenne. Swojego SUV-a na drogi wypuścił także Aston Martin, a Purosange z Maranello zobaczymy jeszcze w tym roku. O nowych samochodach piszemy regularnie na stronie głównej gazety.pl.

Zobacz wideo Lamborghini Countach

Lamborghini wie, jak zainteresować swoim nowym modelem. Trochę liczb

Już sam wygląd Urusa Performante, ostry i wulgarny, sprawia, że trudno przejść obok tego SUV-a obojętnie. Zapraszamy wszystkich do naszej galerii, gdzie znajdziecie sporo zdjęć nowego Urusa. Część z nich wklejamy także w tekst. Wrażenie robić mają jednak także liczby. Przykłady?

  • Urus Performante pokonał słynne Pikes Peak w 10:32.064. Nie jesteście znawcami tematu? To znakomity wynik. Poprzedni najszybszy SUV potrzebował 10:49.902. W świecie samochodów wyczynowych 17 sekund to ogromna różnica.
  • Czterolitrowa, podwójnie doładowana V-ósemka ma teraz 666 KM. Liczba na pewno nieprzypadkowa.
  • Również moment obrotowy jest imponujący. To aż 850 Nm.
  • Wyższa moc przekłada się na 3,3 sekundy w sprincie od zero do pierwszej setki.
  • Prędkość maksymalna? 306 km/h.
  • Zawieszenie obniżono o 20 mm.
  • Z kolei rozstaw kół poszerzono o 16 mm.
  • Obręcze kół mają 22 albo 23 cale. Na piękne felgi nałożono specjalnie opracowane opony Pirelli P Zero Trofeo R.

Lamborghini Urusa Performante na pewno nie przeoczycie na drodze. Jeśli akurat nie będzie patrzeć na ulicę, to waszą uwagę zwróci tytanowy wydech Akrapovica. Podobno dźwięk ma być jeszcze "bardziej dziki". Jednak niekoniecznie o liczby ma Urusowi Performante chodzić... ale zanim do tego przejdziemy. Obiecane zdjęcia:

Lamborghini Urus PerformanteLamborghini Urus Performante fot. Lamborghini

Lamborghini Urus PerformanteLamborghini Urus Performante fot. Lamborghini

Lamborghini Urus PerformanteLamborghini Urus Performante fot. Lamborghini

Lamborghini Urus PerformanteLamborghini Urus Performante fot. Lamborghini

Lamborghini Urus PerformanteLamborghini Urus Performante fot. Lamborghini

Może nie jest to najmocniejszy SUV świata, ale ma dostarczać najwięcej frajdy

Może i Aston Martin DBX707 jest od Urusa mocniejszy i potrafi pojechać aż 310 km/h, to Włosi zarzekają się, że w wersji Performante wcale nie chodzi o takie liczby. Podrasowany Urus ma przede wszystkim dostarczać frajdę z jazdy i czarować prowadzeniem. I to nie tylko na asfalcie oraz klasycznych torach. Do trybów jazdy dołączył Rally. Zgodnie z nazwą ma sprawić, że Urus będzie mógł szaleć na szutrach i luźnej nawierzchni.

Inżynierowie chwalą się też, że te wszystkie agresywne wloty powietrza, skrzydła, spojlery i pozostałe dodatki do nadwozia wcale nie są tylko na pokaz. Przykład? Tylne skrzydło generuje o 38 proc. więcej docisku aerodynamicznego niż spojler zwykłego Urusa.

Czy Lamborghini właśnie pokazało nowego ulubionego SUV-a milionerów? Zobaczymy już pod koniec roku. Konkurencja w segmencie ultraluksusowych i sportowych SUV-ów robi się coraz bardziej zacięta. Ale to chyba nikomu z producentów nie przeszkadza.

Praktycznie każdy wielki SUV za miliony monet z wielkim silnikiem pod maską sprzedaje się jak świeże bułeczki. W 2023 r., kiedy kolejne nowości wyjadą na drogi, spotterzy na Placu Trzech Krzyży będą mogli polować na kilka nowości. Ich obiektywy na pewno już czekają na Purosange, DBX707 i Urusa Performante.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.