Kto ma pierwszeństwo? Kierowca zjeżdżający ze skrzyżowania na czerwonym świetle, czy ruszający na zielonym?

W tytule tego materiału opisaliśmy popularny scenariusz drogowy w większych miastach w Polsce. Jak ustalić kto w tej sytuacji miał pierwszeństwo? Sprawa wydaje się prosta i tak właściwie to prosta... jest!

Interpretacje kolejnych przepisów publikujemy również w serwisie Gazeta.pl.

Skrzyżowania wyposażone w sygnalizację świetlną w czystej teorii powinny być bezkolizyjne. Gdy dla jednego kierunku jazdy nadawany jest sygnał zielony, dla innego świeci się światło czerwone, znaczące stop. Czemu zatem mimo wszystko dochodzi do kolizji? Powód jest prosty. Kierujący – szczególnie w dużych miastach – z dużą dozą pobłażliwości traktują wskazania sygnalizacji świetlnej...

Zobacz wideo Spieszył się do sądu na rozprawę, więc postanowił nie zatrzymywać się do kontroli policyjnej

Jeden na czerwonym, drugi na zielonym. Sprawa jest oczywista

Popularny scenariusz? A więc wygląda on tak: jeden pojazd wjeżdża na skrzyżowanie nie tyle na późnym pomarańczowym, co tzw. wczesnym czerwonym. A w tym czasie dla przeciwnego kierunku jazdy nadawany jest już sygnał zielony. Dochodzi zatem do kolizji. Kto w tej sytuacji jest winny, a kto miał pierwszeństwo wjazdu na skrzyżowanie? Odpowiedź nie tyle wydaje się oczywista, co oczywista jest. Pierwszeństwo ma ten pojazd, który przekroczył linię sygnalizatora dopiero w momencie, w którym zaświeciło się światło zielone.

Czerwone znaczy STOP. Zawsze!

Że powtórzymy to jeszcze raz. Czerwone znaczy STOP. A kierujący może wjechać na skrzyżowanie, ale wyłącznie po zaświeceniu się sygnału pomarańczowego i to też w przypadku, w którym nie zdąży wyhamować przed linią zatrzymania. Na czerwonym nie można przekraczać linii sygnalizatora pod żadnym pozorem! A załamanie tego zakazu oznacza popełnienie wykroczenia polegającego na niezastosowaniu się do sygnałów świetlnych.

Na ulicy Narutowicza na stale zostały włączone żółte światła. To znacznie ułatwiło przejazd tą ulicą na czas wyłączenia z ruchu ulicy SkładowejCzy dostanę mandat za przejechanie na żółtym świetle? Tylko jeden wyjątek

Doprowadzenie do kolizji w takim przypadku oznacza po pierwsze... poważne uszkodzenia pojazdów. Decyduje o tym często wysoka prędkość. Po drugie w sytuacji, w której nikt nie odniesie obrażeń, sprawca musi się też liczyć z wysokim mandatem. Ten wyniesie 1500 zł (1000 zł za stworzenie zagrożenia i 500 zł za zignorowanie światła czerwonego) i 10 punktów karnych.

Pierwszeństwo jest ważne, ale nie na... siłę. Czasami bądź mądrzejszy.

Na koniec mamy jeszcze jedną radę. Kierujący, który widzi światło zielone, ma oczywiście pierwszeństwo. Tyle że nie zawsze musi forsować je na siłę. Gdy widzi, że na skrzyżowanie pomimo sygnału czerwonego, z dużą szybkością wjeżdża pojazd, może zastosować zasadę ograniczonego zaufania. To oznacza zwolnienie lub wyhamowanie i przepuszczenie pojazdu, którego kierujący nie stosuje się do przepisów prawa o ruchu drogowym. Tak dla spokoju i w celu uniknięcia groźnego w skutkach wypadku.

Więcej o: