Szeryf z tira musiał pokazać, jak rozumie jazdę na suwak. Omal nie staranował dwóch aut z prawego pasa

Kierowca tira koniecznie musiał pokazać, jak sam rozumie jazdę na suwak. Najpierw zajechał drogę nagrywającemu, potem walczył o lewy pas z inną osobówką. Na koniec próbuje staranować dwa auta, które chciały wyprzedzić go prawą stroną.
Zobacz wideo "Ale jest suwak!" No właśnie nie. Policja pokazuje nagranie kierowcy, który wymusił pierwszeństwo i tłumaczył się jazdą na suwak

Jazda na suwak nie jest już jedynie zalecaną metodą upłynniającą ruch na drodze. Od grudnia 2019 roku jest już w Polsce obowiązkowa, ale wciąż nie wszyscy kierowcy chcą lub potrafią się do niej stosować. A zasady wydają się dość proste - każdy kierowca z pasa kontynuowanego musi wpuścić po jednym (i tylko jednym) samochodzie z pasa znikającego. Dzięki temu jazda w korku jest po prostu bardziej płynna.

Metoda jest obowiązkowa, gdy jeden pas jest kontynuowany, a pozostały znika i jedynie w czasie "jazdy ze znacznie ograniczoną prędkością", czyli w korku. Co kluczowe, kierowca z kończącego się pasa zyskuje pierwszeństwo nie wcześniej, niż po dojechaniu do końca swojego pasa. Musi też oczywiście włączyć kierunkowskaz.

Szeryf nie wiedział, jak działa metoda na suwak

Pół biedy, gdy kierowcy nieznający zasad jazdy na suwak nie zagrażają przy tym innym kierowcom. Wtedy jedynie spowalniają ruch. Ten szeryf z tira próbował jednak nauczyć własnej interpretacji tej metody wszystkich innych na drodze. A robiąc to, sam łamie przepisy i omal nie doprowadza do stłuczek z pozostałymi pojazdami.

Na nagraniu zamieszczonym na kanale Stop Cham na YouTube widzimy korek na drodze szybkiego ruchu (współrzędne z nagrania wskazują na trasę S7, 12 km na północ od Mławy). Ekspresówka w tym miejscu się kończy i - z powodu robót drogowych - niewiele dalej znika lewy pas, a ruch może być kontynuowany jedynie prawym.

Jeden z kierowców zjeżdża na prawy pas daleko przed końcem lewego, ale nagrywający - zgodnie z zasadą jazdy na suwak - postanowił dojechać do końca tego pasa. Wtedy natknął się na jadącą prawym pasem ciężarówkę. Kierowca tira na widok autora nagrania szybko zjeżdża na lewy pas (oczywiście bez użycia kierunkowskazu) zmuszając osobówki do nagłego hamowania.

 

Wtedy kierujący ciężarówką najwyraźniej mocno wczuł się w rolę szeryfa, bo przez kolejne półtorej minuty nagrania robi, co może, aby utrudnić wspólną jazdę w korku. Gdy jednemu z kierowców udaje się przejechać lewą krawędzią jezdni, postanawia osobiście zablokować lewy pas. Osobówki wjeżdżają więc na prawy i dojeżdżają nim do kolejnego pojazdu.

To oczywiście jeszcze mocniej rozsierdziło szeryfa. Postanawia więc wymierzyć sprawiedliwość i przy pomocy wielkiej naczepy próbuje zepchnąć osobowe auta z trasy. Ostatecznie nagrywający i jadące przed nim auto dają za wygraną i ratują się ucieczką na pas awaryjny.

Co poszło nie tak? Prawie wszystko

Przede wszystkim zawiodła znajomość (lub celowe łamanie) przepisów. Kierowca tira za wszelką cenę próbuje udowodnić, że wie lepiej, jak działa metoda na suwak. Kluczowy jest tu zapis, mówiący o tym, że obowiązuje ona jedynie na samym końcu znikającego pasa (wcześniej pierwszeństwa nie ma). A tir robi wszystko, aby osobówki nie były w stanie dojechać do końca pasa.

Być może szeryf uznał, że najważniejsze w tej sytuacji jest stosowanie się do znaku zakazu wyprzedzania, który stoi na kończącej się ekspresówce chwilę wcześniej. Jest on jednak ustawiony nieprawidłowo, bo po pierwsze nie może być stawiany na drodze z co najmniej dwoma pasami ruchu w jednym kierunku, a po drugie kłóci się z obowiązkiem stosowania się do jazdy na suwak.

Tir jednak przepisami najpewniej zbytnio się nie przejmuje, bo sam łamie kilka. Wjeżdża na lewy pas tuż przed jego końcem zmuszając innego kierowcę do gwałtownego hamowania, zajmuje dwa pasy ruchu jednocześnie, kilkukrotnie zmienia je bez używania kierunkowskazów, przekracza ciągłą linię kończącą znikający pas, a na koniec wymusza pierwszeństwo. Przede wszystkim jednak stwarza zagrożenie na drodze.

Więcej o przepisach ruchu drogowego przeczytasz na Gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.