Nie tylko Tesla zwalnia. Etaty ucina też inny elektryczny gigant z USA

Ekonomiści jak jeden chór ogłaszają, że już za rogiem ukrywa się wielki kryzys finansowy. Producenci zaczynają się zatem na niego szykować. Jednak głównie producenci elektryków. Czemu reszta rynku nie reaguje? Są jak Titanic płynący na bryłę lodową?

O sytuacji na rynku motoryzacyjnym więcej przeczytasz również w serwisie Gazeta.pl.

Trzecia dekada XXI wieku sprawia wrażenie, jakby skumulowały się w niej... wszystkie plagi egipskie. Najpierw pandemia i ciągłe lockdowny, a gdy już sytuacja zaczęła wychodzić na prostą, Rosja zaatakowała Ukrainę. Tyle że to cały czas nie koniec, bo zza roku już wygląda światowy kryzys finansowy. I tąpnięcie ma być potężne. Na tyle potężne, że część firm szykuje się na recesję już dziś.

Zobacz wideo Elektryczny Nissan Ariya

10 proc. pracowników mniej. Fabryka STOP. Czyli Tesla szuka rozwiązań

Jeden z pierwszych, ale też i głośniejszych przykładów przygotowywania się do recesji na rynku światowym, dotyczy bez wątpienia Tesli. Musk zdecydował się na zredukowanie zatrudnienia w firmie aż o 10 proc. To oznacza likwidację nawet 3,5 tys. miejsc pracy. O skali przygotowań do finansowej recesji w przypadku Tesli niech świadczy fakt, że zdecydowana większość ze zlikwidowanych etatów ma dotyczyć kalifornijskich pracowników. Tych, którzy do tej pory pracowali np. nad nieskończonym i ponoć priorytetowym autopilotem. Wycięcie tak ważnego projektu musi zatem wynikać z przewidywania naprawdę poważnych problemów.

A gdyby zmartwień było mało, Elon tymczasowo wygasił też produkcję w niedawno otwartej fabryce w Niemczech. Powód? Oficjalnie mówi się o złej organizacji pracy i braku możliwości realizacji planu produkcyjnego. I powody te mogą być prawdziwe. Dopóki zakład nie zacznie pracować pełną parą, nie stanie się rentowny. A nierentowny może doprowadzić Teslę na skraj bankructwa jeszcze zanim kryzys finansowy nabierze rumieńców.

Zdjęcie ilustracyjnePoważna usterka w Teslach. Producent musi wycofać 59 tys. samochodów

Tesla zwalnia, Rivian też. Z rachunkiem na 2,4 mld dolarów w tle...

Tesla do ewentualnego kryzysu przygotowuje się więcej niż gorliwie. Który kolejny amerykański gigant rynku elektryków również ma problem? Mowa o Rivianie. Firma już dziś mówi o redukcji zatrudnienia. Szef marki – RJ Scaringe zapowiedział, że postara się aby była ona jak najmniej bolesna dla załogi. Zwolnienia skupią się zatem wokoło ilości oraz struktury poszczególnych zespołów zadaniowych. Poza tym Rivian już dziś zapowiada też prioretyzację programów rozwojowych. To oznacza, że część projektów z uwagi na oszczędności trafi do zamrażarki.

Swoją drogą zauważyliście, że logo Riviana jest łudząco podobne do starego logo Renault? Tyle że Rivian ma dwa żółte czworoboki zamiast jednego.

Czy ruchy szefa Riviana mogą dziwić? Nie do końca. Bo choć pod koniec 2021 roku marce wreszcie udało się uruchomić produkcję elektrycznego pick-up`a, pociągnęło to za sobą wygenerowanie potężnych kosztów. Mowa o kwocie na poziomie 2,461 miliarda dolarów. Kwocie, której Rivian nie miał... Ogłoszenie tych danych odbiło się szerokim echem. Nawet sam Elon Musk mówił o tym, że jeżeli Rivian nie wykona jakiegoś zwrotu, coraz śmielej będzie się poruszał w stronę bankructwa. I oczywiście, produkcja modelu trwa. Tyle że zanim ta stanie się rentowna, miną miesiące. Miesiące, w których amerykański producent może być dodatkowo dotknięty kryzysem.

e-Producenci reagują. Reszta świata płynie wprost na bryłę lodową?

No koniec ważne pytanie. Czemu do kryzysu finansowego przygotowują się przede wszystkim marki produkujące samochody elektryczne? I mam pewną teorię na ten temat. Technologia napędu elektrycznego ciągle wymaga nakładów na badania i rozwój, a do tego cały czas jest w powijakach i cały czas nie wiedzie prymu na światowym rynku. Marki produkujące elektryki zatem nadal więcej inwestują niż zarabiają. A to w razie tąpnięcia finansowego może stanowić śmiertelne zagrożenie bankructwem. Zabraknie w końcu inwestorów.

Producenci pokroju Toyoty, Grupy Volkswagena, Renault, Nissana czy Stellantisa mają tą przewagę, że nadal dysponują tą częścią biznesu, która w ograniczonym przez półprzewodniki stopniu, ale nadal ma szansę przynosić zyski. Skutek? Marki sprzedające również samochody spalinowe nadal muszą inwestować w technologią e-napędu. Mają jednak całkowicie inną bazę finansową i przede wszystkim wygenerowane w poprzednich latach zaskórniaki, które bez większych konsekwencji mogą w czasie kryzysu finansowego po prostu "przejadać".

Więcej o: