Komisarz policji: "Przez elektryki nie możemy łapać przestępców. Kończy nam się prąd"

Elektromobilność jest eko. To hasło, które w sposób szczególny przyświeca zmianie szykowanej właśnie na rynku motoryzacyjnym. Tyle że nowa technologia ma też cienie. Odkryli to właśnie policjanci w Wielkiej Brytanii.

Więcej na temat elektromobilności na świecie przeczytacie również w serwisie Gazeta.pl.

Jeszcze kilka lat temu światowa opinia nabijała się z brytyjskich policjantów. Powód? W internecie pojawiały się bowiem nagrania, na których widać było funkcjonariuszy z Wysp Brytyjskich, goniących cherlawymi Astrami z silnikiem diesla piratów drogowych w sportowych autach. To nie mogło się udać. Tyle że teraz nie jest lepiej. Brytyjscy policjanci przesiedli się bowiem z diesli segmentu C na... elektryki. Przede wszystkim są to Nissany Leaf produkowane przez japońską firmę w Wielkiej Brytanii.

Zobacz wideo Volkswagen ID.5 - testujemy samochód, z którym możesz porozmawiać

Elektryki są eko. Ale w policji problemem jest zasięg!

Co w tym złego, że teraz funkcjonariusze gonią złodziei i piratów drogowych z zeroemisyjną siłą? Przecież w XXI wieku to raczej powód do dumy... Brytyjczycy powinni się chwalić, a nie narzekać. Jednak poczucie dumy działa do czasu, gdy w aucie jest zapas energii. Problem zaczyna się wtedy, gdy podczas pościgu w radiowozie akurat kończą się zapasy prądu. A scenariusz z wyładowanym akumulatorem w pewnych sytuacjach może się stać nawet niebezpieczny dla funkcjonariuszy. Bo wyobraźcie sobie brak prądu w sytuacji, w której akurat radiowóz stojący na lampach błyskowych zabezpiecza miejsce wypadku.

Zamiast patrolować, głównie ładują samochody

Drugi problem dostrzeżony przez brytyjskich funkcjonariuszy jest również poważny. Skarżą się między innymi na to, że zamiast patrolować ulice, muszą szukać ogólnodostępnych ładowarek na mieście, a następnie spędzać przy nich około dwóch godzin na ładowaniu baterii. Ewentualnie muszą jechać na komendę w celu wymiany pojazdu na w pełni naładowany. Strata czasu!

Oczywiście policjanci w pełni rozumieją zmiany klimatu i doskonale wiedzą o tym, że trzeba na nie reagować. Jednocześnie podkreślają, że obecna sytuacja jest niedopuszczalna. Bo ich służba polega na bronieniu ludzi i wyłapywaniu przestępców. A w wersji zeroemisyjnej to staje się coraz mniej możliwe. Szczególnie że już dziś liczba elektryków w brytyjskiej policji jest duża. Idealny przykład stanowi okręg Gloucestershire. Tam policja ma do dyspozycji 435 pojazdów, z czego 21 proc. (91 sztuk) to czyste elektryki.

 

Policja nie ma wyjścia. Musi stawiać na elektryki

Ciężko nie uznać wątpliwości brytyjskich policjantów za słuszne. Tyle że z drugiej strony na obecne problemy niewiele da się poradzić. Po pierwsze dlatego, że technologia elektrycznego napędu jest, jaka jest i szybko się nie zmieni. Po drugie dlatego, że w przypadku Wielkiej Brytanii już w roku 2030 diesle i benzyniaki mogą dostać bana, a w Unii Europejskiej 5 lat później. Policja nie będzie miała zatem wyjścia. Będzie musiała postawić na elektryki.

No i wreszcie trzeci powód. Nietrudno wyobrazić sobie, że te problemy wykorzystają przestępcy. Oni w przeciwieństwie do policji nie muszą rotować floty pojazdów. Do popełniania przestępstw, w tym tych drogowych, mogą zatem nadal wykorzystywać auta spalinowe. Spalinowe, które np. przy wystarczająco długo trwającym pościgu, staną się nieuchwytne dla policyjnych elektryków. Zużycie prądu przy dużej prędkości staje się drastycznie wysokie. A może brytyjska policja, zamiast poczciwych Nissanów Leaf powinna po prostu zamówić Tesle? One przynajmniej są szybkie, więc istnieje spora szansa, że pościg skończy się wcześniej, niż zasięg...

Więcej o: