Były rzecznik MON jechał pod wpływem alkoholu. Wydmuchał 1,5 promila: "To nie był mój dzień"

Były rzecznik MON, Bartłomiej M. znów przypomniał o swoim istnieniu. Tym razem nie za sprawą kursów rządową limuzyną do baru z fast foodem. Producent wódki "Misiewiczówka" spożył zbyt dużo wysokoprocentowych trunków, po czym wsiadł za kółko i udał się na przejażdżkę po Wiedniu. Został zatrzymany przez austriacką policję.

Dziennikarze TVN24.pl poinformowali, że w marcu doszło do zatrzymania w Wiedniu Bartłomieja M., byłego rzecznika polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej. Prowadzony przez niego Volkswagen Passat przekroczył linię ciągłą na jezdni. Austriacka policja postanowiła zatrzymać kierowcę do kontroli. Po krótkiej rozmowie funkcjonariusze nabrali podejrzeń co do stanu trzeźwości kierowcy.

Więcej informacji na temat motoryzacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Jak wynika z policyjnych dokumentów, do których dotarli dziennikarze TVN24.pl, w zeznaniach funkcjonariuszy wspomniano o „bełkotliwej mowie" oraz „podkrążonych oczach" u polskiego kierowcy. Bartłomiej M. miał zeznać w protokole między innymi: „Tak, wiem, że dzisiaj trochę za dużo wypiłem", „to nie jest mój dzień".

Zobacz wideo

Kierowca wyliczył podczas przesłuchania, że tego wieczoru spożył alkohol w następującej konfiguracji: „trzy razy wódka z colą, cztery duże piwa i jeszcze kilka kieliszków wina". Badanie alkomatem pokrywają się z zeznaniem – w wydychanym powietrzu miał 1,5 promila alkoholu.

Polsat SuperHit Festiwal 2021Beata Kozidrak skazana za jazdę po alkoholu. Dostała łagodniejszy wyrok za "dorobek artystyczny"

Austriackie prawo dopuszcza limit 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Przekroczenie tego limitu skutkuje mandatem w wysokości co najmniej 300 euro, a przekroczenie limitu 0,8 promila grozi mandat w wysokości od 300 do 3700 euro oraz zatrzymanie prawa jazdy.

Dziennikarzom nie udało się uzyskać informacji na temat wysokości mandatu. Wiadomo tylko, że wobec Bartłomieja M. orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów na okres czterech miesięcy oraz konieczność zaliczenia specjalnego szkolenia.

Więcej o: