Coś nisko latają te dostawcze. Pod Złotoryją zawiniła prędkość

Kierowca dostawczaka może mówić o dużym szczęściu. Jego pojazd potrafił latać, ale słabo lądował.

Spodobał Ci się ten artykuł? Więcej wiadomości ze świata motoryzacji znajdziesz na Gazeta.pl

Nadmierna prędkość jest jedną z najczęstszych przyczyn wypadków. Kierowca, który nie dostosował jej do warunków na drodze pod Złotoryją może mówić o dużym szczęściu.

Zobacz wideo Vito Bambino: "Odwaga jest dla mnie najważniejsza". Jaguary są eleganckie jak jego muzyka

Do zdarzenia doszło pomiędzy Złotoryją a Legnicą. Dyżurny z komendy w Złotoryi dostał informację od świadków zdarzenia, że na drodze nr 364 leży w rowie uszkodzone auto dostawcze. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia jednak nie zastali kierowcy. Ani w aucie, ani w jego okolicy. Jak się okazało, sam wyszedł z pojazdu i udał się pieszo do najbliższej stacji paliwowej po pomoc.

Funkcjonariusze ustalili, że kierowca auta dostawczego na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem. Zjechał do rowu, którym przejechał kilka metrów, uderzył w betonowy przepust, przeleciał nad skrzyżowaniem i ponownie wylądował w rowie, przy okazji po drodze ścinając znak. Kierowca miał szczęście, że nic mu się nie stało, a na drodze lotu nie było innych osób i samochodów.

Według dalszych ustaleń policjantów wynika, że kierowca nie dostosował prędkości do warunków na drodze. Właściciel pojazdu zabezpieczył pojazd, a kierowca otrzymał mandat karny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.