Pięć rzeczy, które przeszkadzają mi w nowoczesnej motoryzacji

Jak bardzo byśmy tego nie chcieli, motoryzacja, którą znaliśmy kilkanaście lat temu, już nie powróci. Niekoniecznie musi to być powód do narzekania, choć wykazuję nieco zrozumienia dla osób głoszących pogląd pt. "kiedyś to było".

Nowoczesna motoryzacja oferuje nam naprawdę dużo. Auta potrafią same hamować, przyspieszać, a nawet zmieniać pas i unikać kolizji. Do dyspozycji kierowcy są coraz nowocześniejsze technologie, a inżynierom udaje się tworzyć auta coraz bardziej uniwersalne. Nowoczesna motoryzacja nie jest jednak doskonała. Oto pięć rzeczy, które mi w niej przeszkadzają.

Więcej artykułów o motoryzacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

1. Dajmy wszędzie ekrany dotykowe

Zastępowanie wszystkich, bądź prawie wszystkich fizycznych przycisków ekranami i panelami dotykowymi, to trend, który ciężko zrozumieć. Nie jest to tylko przypadłość najnowszych modeli, ale ten zabieg stosowany jest coraz chętniej. O ile dotykowy ekran multimediów jest oczywistością, tak sterowanie światłami czy klimatyzacją przy pomocy dotykowych paneli jest nie tylko niepotrzebne, ale także niepraktyczne. Jako kierowca chciałbym robić te rzeczy bez konieczności odrywania wzroku od jezdni, do czego idealnie sprawdzają się fizyczne przyciski i pokrętła.

Jest jeszcze jeden problem. Nieodłącznym elementem paneli dotykowych są pozostawione ślady po palcach. Można je wycierać kilka razy dziennie, albo jeździć z taką ozdobą.

2. Pik-pik, zapominalski kierowco

Nowe samochody uwielbiają pikać. Zwłaszcza przy otwieraniu drzwi. Pretekst może być różny, ale najczęściej jest to pozostawiony kluczyk w stacyjce, niewłączony hamulec postojowy albo włączone światła. Rozumiem, że kierowcy są zapominalscy i warto im przypominać o niektórych sprawach, ale nie wystarczyłby jednak jeden krótki dźwięk i komunikat? Czasem chcemy po prostu otworzyć drzwi na postoju, ale zamiast delektować się napływem świeżego powietrza z zewnątrz, musimy znosić dźwięk upominający nas o pozostawieniu kluczyka w stacyjce.

W moim aucie hamulec postojowy włącza się za każdym razem po zgaszeniu silnika. Zdarza się, że zajdzie potrzeba, aby go wyłączyć. Dźwięk jaki wydaje wtedy auto po otworzeniu drzwi, śmiało mógłby pełnić rolę alarmu. Co jest podwójnie nieuzasadnione, bo przecież przed chwilą podjąłem świadomą decyzję o jego wyłączeniu, o czym także zostałem poinformowany piknięciem. Do głowy przychodzi mi tylko jeden pomysł. Te dźwięki mają być tak nieprzyjemne, aby w obawie przed ich usłyszeniem, nigdy nie zostawić już kluczyka w stacyjce, włączonych świateł czy niezaciągniętego ręcznego.

Wizja fabryki e-paliwaCzy nowoczesne paliwa uratują silniki spalinowe? Mogą przedłużyć ich agonię [MOTO 2030]

3. Szukaj mnie w menu

Jest taki system, który ma prawie każde nowe auto, ale wielu kierowców za nim nie przepada. Gdy tylko daje o sobie znać, jest przez nich często wyłączany. Mowa o systemie start-stop, który w jednych autach działa dobrze, w innych jest irytujący. Nie sam system jest jednak problemem, a sposób jego wyłączania. Wszystko jest dobrze, dopóki służy do tego przycisk. Jedno kliknięcie i auto nie gaśnie po zatrzymaniu. Gorzej, gdy takiego przycisku nie ma. Oznacza to, że do jego wyłączenia potrzebne będzie przynajmniej kilka kliknięć w menu ustawień pojazdu.

Podobnie ma się sprawa z systemem stabilizacji toru jazdy. Coraz częściej producenci decydują się na nieumieszczanie przycisku do jego aktywacji. Ukrywanie funkcji, które dostępne powinny być pod ręką, pod wieloma warstwami menu to pogrywanie z kierowcami.

4. Lakier, który rysuje się od samego patrzenia

Tutaj obwiniać można nie tylko producentów, którzy chcą oszczędzać na lakierowaniu, stosując coraz cieńsze warstwy lakierów, ale także Parlament Europejski, który rozporządzeniem wymusił stosowanie ekologicznych składników farb. Zaczęto więc stosować lakiery wodne, które są ekologiczne, ale słabe i delikatne. W efekcie, aby utrzymać dobry stan powłoki lakierniczej, trzeba oddawać auto do mycia tylko specjalistom albo samemu się takim stać. Mycie auta w nieodpowiedni sposób wręcz na pewno skończy się porysowanym lakierem.

5. Za dużo decybeli

Wygłuszenie nowych aut pozostawia wiele do życzenia. Często takie elementy jak drzwi czy dach nie mają żadnych elementów izolujących dźwięki i dotyczy to także droższych marek.  Materiały używane do tego są drogie, a samo wygłuszenie nie wpływa na funkcjonowanie auta, więc nic dziwnego, że producenci chcą na nim oszczędzać. Zlecenie kompletnej usługi w zewnętrznym warsztacie to koszt od ok. 2,5 tys. zł do nawet 9 tys. zł. Na cenę wpływa czas, jaki trzeba poświęcić na rozebranie podzespołów oraz ich złożenie. Na etapie produkcji nie byłoby to potrzebne, a więc koszt byłby mniejszy.

Niestety, dodatkowe materiały to także dodatkowa masa, a co za tym idzie, gorsze osiągi i większa emisja spalin. To również jeden z powodów, dla którego producenci rezygnują z wygłuszeń.

Zobacz wideo Motocyklista w minutę uzbierał 30 punktów i 5 tys. zł mandatu. Stracił prawko i czeka na rozprawę
Więcej o: