Młot wodny może kompletnie zniszczyć silnik. Dlaczego warto unikać kałuż?

Efektowny rozbryzg wody w czasie wjechania w kałużę może się skończyć równie efektowną awarią i kosztami naprawy wycenianymi na tysiące złotych. A wszystko za sprawą tzw. młota wodnego.

Kolejne porady w zakresie techniki jazdy znajdziesz w serwisie Gazeta.pl.

Wiosna i opady deszczu? Tak, to normalna sytuacja. Warto jednak pamiętać o tym, że gdy pasa deszcz, woda zbiera się nie tylko na trawie. Gromadzi się też na jezdni. A to tworzy warunki sprzyjające do powstania zjawiska młota wodnego – zwanego na zachodzie water hammer. Na czym to polega? Samochód wjeżdża w kałużę, po czym woda zostaje zaciągnięta do układu dolotowego i dostaje się do komory spalania.

Zobacz wideo 57-latek nie zachował bezpiecznej odległości i wjechał motorowerem w tył auta

Młot wodny, czyli pęknięty wał korbowy i tysiące zł kosztów

Woda zaciągnięta do wnętrza silnika zaczyna być niejako spalana razem z mieszanką paliwową. To jednak trwa tylko kilka sekund. Później jednostka napędowa milknie. Raz na zawsze. I akurat nie będzie stanowiło dobrej informacji dla właściciela auta. Powód? Woda ma mniejszą zdolność do sprężania od mieszanki paliwowo-powietrznej. Skutkiem będzie zatem pęknięcie wału korbowego, zerwania tłoków czy nawet w skrajnym przypadku bloku silnika. To dlatego silnik przestaje pracować.

Jednostka napędowa po pojawieniu się efektu młota wodnego nadaje się w 90 proc. do... wymiany. Koszty naprawy w przypadku nowoczesnego silnika benzynowego czy diesla będą liczone w tysiącach czy dziesiątkach tysięcy złotych. A to kwota zbyt wysoka, aby zabieg był opłacalny. Tańsza jest wymiana motoru. I co gorsze, za naprawę kierowca zapłaci z własnej kieszeni. Nie obejmie je ani gwarancja, ani nawet autocasco.

Jak uniknąć młota wodnego w czasie deszczowej pogody?

Kiedy pojawia się efekt młota wodnego? Na ogół po wjechaniu w głęboką kałużę. Szczególnie że w większości pojazdów powietrze jest zasysane do układu dolotowego spod zderzaka. Młot wodny jest jednak możliwy również w przypadku płytszych skupisk wody. Stanie się tak w przypadku, w którym wzburzona przez szybko jadące auto woda, stworzy falę cofającą. Wtedy również może dojść do zalania dolotu.

Wjazd w kałużą to nie tylko młot wodny. To też skrzywione tarcze

Aby za wszelką cenę uniknąć młota wodnego, kierowca przede wszystkim powinien zatem unikać przejeżdżania przez kałuże – nigdy bowiem nie ma pewności jak głębokie są. Przy okazji oszczędzi też m.in. układ hamulcowy. Rozgrzane podczas wcześniejszego hamowania tarcze zostaną po kontakcie z wodą nagle schłodzone. A to doprowadzi do ich zahartowania i wykrzywienia. To kolejny koszt efektownego rozbryzgu wody w czasie najechania w kałużą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.