Co oznaczają żółte tablice rejestracyjne?

Auto zabytkowe? Pudło. Holandia? Pudło. A może Wielka Brytania? Też pudło! Skąd zatem biorą się dziwne, żółte tablice rejestracyjne? Odpowiedź nieco zaskakuje. Te nie reprezentują bowiem państwa, a... wolnego człowieka. Tylko takiego prawdziwie wolnego.

O tej i innych ciekawostkach drogowych opowiadamy też w serwisie Gazeta.pl.

Masz klasyczne tablice rejestracyjne? Wniosek jest zatem prosty. Jesteś nikim innym, niż więźniem globalnych korporacji i państwowości, która zabija twoją wolność i człowieczeństwo. Jak wyrwać się spod tego dyktatu? To jeszcze prostsze. Wyrejestruj samochód i zamów w sieci żółte tablice rejestracyjne z mało zrozumiałym ciągiem liter i liczb. Wtedy będziesz prawdziwie wolny. I choć kilka powyższych zdań dla 99 proc. z was będzie miało wydźwięk typowo sekciarski, zawsze pozostaje ten 1 proc. 1 proc., który pomyśli, że być może jest w tym nieco prawdy...

Zobacz wideo Potrącenie kobiety na przejściu dla pieszych w Łukowie

Żółte tablice rejestracyjne: nie szukaj kraju. Takiego kraju nie ma...

No dobrze, ale do sedna. W sieci można się natknąć na kolejne relacje kierowców widzących samochody z dziwnymi, żółtymi tablicami rejestracyjnymi. Problem nawet w Polsce staje się coraz bardziej nagminny. Ostatnio o podobnym przypadku pisali nawet nasi koledzy ze Spidersweba. Widząc żółte oznaczenie z niezrozumiałym ciągiem znaków, kierowca najpierw zaczyna się zastanawiać z jakiego państwa pochodzi auto. Warto jednak wiedzieć o tym, że takiego państwa nie ma. I być nawet nie może. W końcu wolni ludzie w ramach deklaracji samostanowienia wolnego człowieka państwowość jako taką odrzucają.

Wolny człowiek odrzuca zniewolenie. A tablice i OC też zniewalają!

Wolni ludzie, czyli jacy? Jedną z takich grup jest "Żywa Istota Wolny Człowiek". Grupa ta – i inne o podobnym profilu – są anarchistyczne. Odrzucają panujący porządek prawny, religijny i biznesowy, bo stanowią one wyłącznie plan prowadzący do zniewolenia całych społeczeństw. Aby wyrwać się spod dyktatu państwowo-finansowych konglomeratów, odrzucają państwowe urzędy, nie chcą płacić podatków, negują legalność dokumentów nadanych urzędowo, ale także... wyrejestrowują swoje samochody, wyposażają je w nielegalne i zamówione w sieci tablice rejestracyjne oraz nie wykupują dla aut polis OC. W końcu nie muszą nic.

W tym punkcie ciekawostka. Wolni ludzie nie uznają prawa. To norma, która ma zniewalać. Powołują się jednak na amerykański odpowiednik kodeksu cywilnego tj. Uniform Commercial Code. Ciekawe...

Wolni ludzie to nie twór problem? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz...

Pewnie w tym punkcie moglibyście pomyśleć, że problem z wolnymi ludźmi tak właściwie to ma państwo i ewentualnie policja, a nie wy. Każdy niech sobie przecież robi co chce. Taki sposób analizy jest jednak błędny. Bo wyobraźcie sobie, że spotkacie wolnego człowieka na swojej drodze i ten korzystając z naturalnie przypisanej mu wolności oraz oderwania od z góry ustalonych norm, postanowi np. wjechać na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Wtedy dojdzie do kolizji lub jeszcze gorzej wypadku. Wypadku, którego sprawca nie ma zarejestrowanego pojazdu i ubezpieczenia OC...

Na szczęście w takim przypadku zadziała Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Nie zawsze kierowca może jednak liczyć na systemowe wsparcie w przypadku napotkania na swojej drodze wolnego człowieka. I kolejnym scenariuszem, w którym przerysowany, anarchistyczny sposób życia mimo wszystko dotknie was, może być kolizja parkingowa. Wyobraźcie sobie, że wyznawca nieskrępowanej wolności uderzy swoim autem w wasz pojazd przed marketem (tak, przed marketem. Oni też robią zakupu w korporacyjnych marketach!), a następnie po prostu oddali się z miejsca zdarzenia.

W przypadku auta zarejestrowanego, zgłosicie sprawę na policję i ta namierzy auto np. po nagraniu z monitoringu. Wolny człowiek ma jednak tablice zamówione w sieci, które nie występują w żadnym rejestrze... I sytuacji nie poprawi nawet fakt, w którym auto bez legalnych tablic i OC pozostanie na miejscu. Bo wtedy to wolny człowiek zajmie się ustaleniem kwoty wystarczającego zadośćuczynienia. To raz. Jeżeli nie zgodzicie się z jego werdyktem, możecie przecież założyć sprawę cywilną. Tylko że na niej wolny człowiek się nie pojawi. Bo nie musi. Bo ten system go nie dotyczy.

Absolutna wolność jest utopią. Wolność wyznaczą bowiem tylko... granice!

Nadszedł zatem czas na konkluzje. Wolni ludzie nie są wyłącznie problemem państwa, ewentualnie sektora związanego ze zdrowiem psychicznym. Wolni ludzie to też zmartwienie dla ciebie czy mnie. Bo my również wierzymy w to, że wolność jest kluczowa. Nigdy nie powinna być jednak bezgraniczna. I wbrew pozorom granicami tej wolności nie są przepisy. Dla zdroworozsądkowo myślącego człowieka i pewnie prawdziwego pacyfisty również, granicą będzie zawsze zdrowie, życie i mienie innego człowieka. A przepisy – w tym chociażby ruchu drogowego – są przede wszystkim po to, aby nam o tym przypominać i aby sprawić, że wszystkim nam będzie się żyło choć trochę łatwiej i bardziej intuicyjnie.

W skrócie, widzisz na drodze samochód z żółtymi i dziwnymi tablicami rejestracyjnymi? Dzwoń po policję. Skorzystaj ze swojej wolności i nie krzywdź innych koniecznością poruszania się po jednej drodze z człowiekiem, który nie ma zamiaru respektować żadnych norm.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.