WKU wzywa SUV-a na służbę. Czy wojsko naprawdę może zabrać zwykły samochód?

Blady strach padł na kierowców SUV-ów. Czy wojsko może odebrać im auta? Niestety ale trochę... tak! Zaraz opiszemy jednak w jakim przypadku tak się stanie i jak wygląda formalna ścieżka.

Serię kolejnych i niezwykle ważnych porad dla kierowców znajdziesz również w serwisie Gazeta.pl.

Choć od upadku PRL-u minęły 33 lata, Polacy do tej pory mogą czuć gorący oddech rozwiązań stworzonych przez tzw. rządy "ludowe". Przykład? Idealnym jest ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej. Ta weszła w życie w roku 1967, a więc zafundował ją nam I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka na spółkę z Premierem PRL Józefem Cyrankiewiczem. Z punktu widzenia tego tekstu najbardziej kluczowy jest art. 208 ust. 1. A ten wyraźnie stwierdza że:

na urzędy i instytucje państwowe oraz przedsiębiorców i inne jednostki organizacyjne, a także osoby fizyczne może być nałożony obowiązek świadczeń rzeczowych, polegających na oddaniu do używania posiadanych nieruchomości i rzeczy ruchomych na cele przygotowania obrony Państwa.
Zobacz wideo 440 KM zamkniętych w kompaktowym SUV-ie. Porsche udowadnia, że jest producentem samochodów sportowych

SUV-y, crossover i vany pod lupą WKU. Na początek ewidencjonowanie pojazdów

No dobrze, ale co ten zapis tak właściwie oznacza w praktyce? W czystej praktyce niewiele – przynajmniej w czasie pokoju. Bez prowadzenia działań wojennych WKU musi skupić się przede wszystkim na ewidencjonowaniu potencjalnego sprzętu. Urzędnicy przeglądają zatem listy zawierające informacje o rejestracji pojazdu, a następnie kwalifikują te, które mogłyby przydać się podczas działań obronnych. Oczywiście nie wszystkie auta trafiają na listę WKU. Wybierane są przede wszystkim te, które mają jakikolwiek potencjał pod kątem obronności. Mowa zatem o terenówkach, SUV-ach, crossoverach, pick-up`ach, vanach czy autobusach.

Zakwalifikowanie pojazdu na potencjalną listę tworzoną przez WKU oznacza, że jego właściciel otrzymuje list informujący o tym fakcie. I w tym momencie zaczyna się popłoch kierowców. Ci oczami wyobraźni widzą już bowiem wojskowego, który przychodzi, zabiera kluczyki od auta i odjeżdża nim wprost na poligon. Do takiej sytuacji jest jednak daleka droga. Bo po pierwsze otrzymanie takiego listu świadczy jedynie o wprowadzeniu pojazdu do bazy. Każdego roku kwalifikowanych jest nawet 600 – 700 aut. Po drugie zdarza się, że pojazdy są wybierane w sposób wadliwy. A to daje pole do sporządzenia odwołania.

Kiedy WKU nie zajmie SUV-a? A auto jest w leasingu?

Co oznacza, że WKU w sposób wadliwy zakwalifikowało pojazd? Przepisy mówiące o możliwości przejęcia do służby wojskowej auta pochodzą z roku 1967. A wtedy nie było czegoś takiego, jak zakup samochodu na kredyt czy w leasingu. W skrócie WKU może zająć tylko ten samochód, który jest własnością kierowcy. Leasingowanego czy kredytowanego już nie. W razie otrzymania listu z WKU należy się odwołać od decyzji i wskazać na tą właśnie okoliczność. Pojazd wtedy powinien zniknąć z rejestru.

WKU wpisze SUV-a do rejestru. Następnie wezwie go na ćwiczenia...

Pojawienie się pojazdu w rejestrze WKU w 99 proc. przypadków nie oznacza niczego złego. Tym bardziej, że od decyzji można się też odwołać. Pozostaje jednak 1 proc. przypadków, w których auto zostanie wciągnięte do rejestru, a następnie... wezwane na ćwiczenia np. w ramach manewrów wojskowych. Decyzję administracyjną w tej sprawie musi podjąć wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Informację pisemnie otrzymuje właściciel pojazdu – w piśmie wskazany jest dzień odebrania auta przez żołnierza oraz termin jego zwrotu.

Raczej ciężko uwierzyć w to, że odebranym kierowcy cywilnemu SUV-em wojskowi wjadą na poligon. Pewnie bardziej chodzi o sprawdzenie, jak sprawnie przebiega procedura odebrania pojazdów na wypadek działań wojennych. To mimo wszystko niekomfortowe dla właściciela. Szczególnie że zajęcie pojazdu może trwać nawet kilka dni. I kierowców do słuszności takich działań nie przekonuje nawet fakt, że dostaną 300 zł ryczałtu za każdy dzień bez auta. Co mogą zatem zrobić? Mają 14 dni na odwołanie się od decyzji. Najlepiej aby powód odwołania był ważny – np. wcześniej zaplanowana operacja i konieczność dotarcia do szpitala lub wcześniej wspomniany leasing na pojazd.

Zajęcie samochodu przez wojsko. Czy te przepisy mają rację bytu?

Na koniec czas na wnioski. Tak, ustawa pochodzi z roku 1967. A warto pamiętać o tym, że ówczesne realia być może wymagały takich działań. Bo w Polsce w tym czasie motoryzacja wcale nie była taka popularna. I nie tylko chodziło o to, że samochodów osobowych było dużo mniej niż milion (dziś to ponad 22 mln). Kolejnym problemem było wyposażenie wojska. W nim także brakowało pojazdów. W ustawie chodziło zatem o możliwość zmobilizowania jak największej ilości samochodów w razie potrzeby obrony kraju. Dziś o takiej konieczności raczej ciężko mówić. I to z dwóch powodów.

Po pierwsze współczesna armia polska dysponuje swoją flotą pojazdów. To czołgi, transportery, pojazdy specjalne, ale też autobusy czy auta osobowe. Po drugie nie do końca wiadomo do czego tak właściwie SUV-y i crossovery przejęte od obywateli miałyby się przydać. Nie sprawdzą się na polu walki – albo nie mają czteronapędu, albo korzystają z nieprzydatnego w terenie dołączanego napędu. A do tego nie gwarantują żadnej ochrony wojskowym. Nie są bowiem przygotowywane np. do odpierania ostrzału czy na wypadek najechania na minę. A to prowadzi do jednego wniosku. Archaiczne przepisy warto byłoby zatem zmienić. Zmienić po to, aby niepotrzebnie nie denerwować właścicieli aut w Polsce.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.