Jak dojeżdżać do świateł? Hamowanie silnikiem jest bardzo ważne

Widzisz czerwone, ale masz jeszcze kawałek do linii zatrzymania? Zamiast wrzucać na luz, po prostu puść pedał gazu. To przyniesie szereg korzyści i sprawi, że zaczniesz oszczędzać.

Więcej porad eksploatacyjnych znajdziesz również w serwisie Gazeta.pl.

Polscy kierowcy bardzo często korzystają z prostego schematu. Gdy dojeżdżając do świateł widzą czerwone światło, wysprzęglają przekładnię i wrzucają na luz (lub cały czas trzymają wciśnięte sprzęgło). W ten sposób auto spokojnie toczy się do momentu zatrzymania. I powód takiego zachowania wydaje się oczywisty. Na wolnych obrotach silnik w naturalny sposób spala mniejszą ilość paliwa. Warto jednak wiedzieć o tym, że schemat taki jest poważnym błędem. Mocno kłóci się bowiem z zasadami eco-drivingu, a do tego jest szkodliwy dla sprzęgła.

Zobacz wideo Motospacer ze Skodą Enyaq iV. Pojechaliśmy do Żyrardowa

Jak dojeżdżać do świateł? Puść tylko gaz i redukuj biegi

Jak zatem dojeżdżać do świateł? Specjaliści od techniki jazdy zalecają, aby w identycznej sytuacji jak opisana powyżej, pozostawić samochód na biegu i puścić pedał gazu. W ten sposób rozpoczynane jest tzw. hamowanie silnikiem. Auto samoczynnie redukuje prędkość, a w celu przyspieszenia tego procesu, kierujący może dodatkowo zmieniać przełożenia w skrzyni na coraz niższe. Taka technika jazdy przynosi jedną, ale dość zasadniczą korzyść. O ile na luzie spalanie jest niższe, o tyle w czasie hamowania silnikiem jest równe zeru.

Podczas hamowania silnik spala paliwo? To mit pamiętający jeszcze czasy, w których jednostki w autach były zasilane gaźnikami. Warto o tym pamiętać!
Wrzucanie na luz to mniejsze zło od wysprzęglenia skrzyni i trzymania sprzęgła do momentu zatrzymania. To zdecydowanie przyspiesza zużycie mechanizmu. Mechanizmu, który w obecnych czasach bardzo często jest uzupełniony kosztownym kołem dwumasowym.

Testy układu ABS w Mercedesie W116Co to jest hamowanie pulsacyjne? I dlaczego są kierowcy, którzy muszą sobie o nim przypomnieć?

Luz, czyli wolne obroty. Hamowanie silnikiem, czyli zerowe spalanie!

Kierowcy jeżdżący głównie w mieście doskonale wiedzą jak często muszą się zatrzymywać przed światłami. Zredukowanie spalania do zera w tym czasie może zatem w zasadniczy sposób obniżyć średnie zapotrzebowanie na paliwo, a tym samym obniżyć koszty eksploatacji. I ma to szczególne znaczenie w obecnej sytuacji – czyli czasie, w którym ceny benzyny czy oleju napędowego zaczynają znowu galopować w stronę 6 zł za litr. Na tym jednak nie kończą się zalety hamowania silnikiem. Bo przynosi ono jeszcze jedną, ale dość zasadniczą korzyść.

Oszczędność na paliwie to nie jedyna oszczędność osiągana podczas hamowania silnikiem. Kierowca oszczędza bowiem też elementy cierne układu hamulcowego. A w hybrydach proces pozwala np. na spotęgowanie rekuperacji – w efekcie auto pokona większy dystans na zasilaniu elektrycznym.

Jazda na biegu to wyższy poziom bezpieczeństwa

W sytuacji, w której skrzynia znajduje się na biegu, a kierowca jedynie odpuści pedał gazu, ma większe pole do reakcji na ewentualne zagrożenia. W razie potrzeby może bowiem przyspieszyć – i zajmie to ułamek sekundy. W przypadku wysprzęglenia przekładni i wrzucenia na luz, konieczne jest ponowne naciśnięcie sprzęgła i wbicie odpowiedniego biegu. To metoda jazdy zdecydowanie mniej bezpieczna.

Więcej o: