Wojsko może ci zabrać samochód. Dlaczego i kto może się spodziewać pisma z WKU?

Wojsko może ci zabrać samochód. To hasło, które elektryzuje internet. I rzeczywiście możliwość taka istnieje - a winna temu jest ustawa pamiętająca jeszcze PRL. W dużej mierze opcja taka jest jednak potencjalna. I warto o tym pamiętać.

Podobne historie spotykające kierowców szerzej opisujemy również w serwisie Gazeta.pl.

Dostałeś list z WKU? Tym razem może nie chodzić o ciebie, a twój... samochód. W czystej teorii wojsko może ci go zabrać. W tym punkcie warto jednak uspokoić kierowców. Możliwość taka jest naprawdę czysto teoretyczna. A listy przesyłane do właścicieli pojazdów są niczym innym, niż klasycznym działaniem administracyjnym. Zaraz szerzej wyjaśnimy sprawę.

Zobacz wideo Testujemy nowe Volvo C40 P8 Recharge

Wojsko skupia się na terenówkach i... SUV-ach

WKU zajmuje się nie tylko zarządzaniem – nazwijmy to ładnie – kapitałem ludzkim. Do jego zadań należy też ewidencjonowanie sprzętu znajdującego się na terenach konkretnych oddziałów WKU, a który ma potencjał obronny i który mógłby pomóc wojsku w prowadzeniu działań w przypadku konfliktu zbrojnego. Przykładem takiego sprzętu są właśnie samochody – przede wszystkim dostawcze, SUV-y, crossovery, terenówki i pick-up`y. Sam list z WKU, informujący o rozpoczęciu postępowania administracyjnego w sprawie auta na cele wojskowe, nie jest zatem niczym groźnym. Oznacza że wasz samochód trafił po prostu do bazy.

W 2019 r. na cele obronne wojsko zakwalifikowało 640 pojazdów i 110 przyczep. W roku 2022 liczba samochodów wzrosła już do 716.

Wojsko może zabrać auto. Skąd ten pomysł? Jeszcze z PRL-u!

Skąd pomysł na taki scenariusz? Ten pochodzi niestety jeszcze z... PRL-u. Podstawę do podejmowania takich działań daje bowiem ustawa z roku 1967 o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej. Art. 208 ust. 1 wyraźnie wskazuje, że "na urzędy i instytucje państwowe oraz przedsiębiorców i inne jednostki organizacyjne, a także osoby fizyczne może być nałożony obowiązek świadczeń rzeczowych, polegających na oddaniu do używania posiadanych nieruchomości i rzeczy ruchomych na cele przygotowania obrony Państwa."

Auto w kredycie lub leasingu a list od wojska

Warto pamiętać o tym, że od reguły wyznaczonej przez PRL-owe przepisy jest pewne odstępstwo. Ustawa powstawała w czasach, w których kierowca był właścicielem pojazdu. Dziś też auto musi być zatem jego własnością. Przejęcie na cele obronne nie dotyczy zatem aut z aktywnym zastawem kredytowym czy należących do towarzystw leasingowych. W razie otrzymania listu z WKU należy się odwołać od decyzji i wskazać na tą właśnie okoliczność. Pojazd wtedy powinien zniknąć z rejestru.

Auto wezwane na ćwiczenia wojskowe. Jak wygląda procedura?

Oczywiście może się zdarzyć, że wojsko postanowi "pożyczyć" od właścicieli pojazdy wpisane do rejestru WKU w ramach np. próbnych manewrów wojskowych. Jak wygląda taka procedura? Decyzję administracyjną musi podjąć wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Informację w tej sprawie pisemnie otrzymuje właściciel pojazdu – w piśmie wskazany jest dzień odebrania auta przez żołnierza oraz termin jego zwrotu. Ryczałt za wynajęcie pojazdu wynosi 300 zł dziennie. Co ważne, kierowca może się odwołać od takiej decyzji – ma na to 14 dni. W odwołaniu warto wskazywać ważne powody – np. wcześniej zaplanowany i opłacony wyjazd urlopowy czy konieczność dotarcia samochodem do odległego szpitala na zaplanowany zabieg.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.