Na sprzęgle, na biegu czy na luzie? Jak dojeżdżać do świateł, żeby nie szkodzić autu?

Na sprzęgle, na biegu czy na luzie? W skrócie dziś opowiemy o tym, jak najlepiej dojeżdżać do skrzyżowania w sytuacji, w której sygnalizator pokazuje kierowcy czerwone światło.

Kolejne porady w zakresie ekonomicznej i prawidłowej jazdy samochodem znajdziesz też w serwisie Gazeta.pl.

Choć w danym czasie wszyscy kandydaci na kierowców są uczeni dokładnie tej samej techniki jazdy, prawda jest taka że ich zachowania zmieniają się po uzyskaniu uprawnień. W efekcie spokojnie można powiedzieć, że ilu kierowców pojawia się na drodze, dokładnie tyle jest technik jazdy. Rzeczywiście, nie da się doprowadzić do takiej sytuacji, w której wszystkie zachowania będą odwzorowane w ten sam sposób. I pewnie nawet nie o to chodzi. Bardziej kluczowe są kwestie, aby technika jazdy była bezpieczna z punktu widzenia ruchu drogowego i... konstrukcji samochodu. W ten właśnie sposób dochodzimy do pytania postawionego przed dzisiejszym materiałem.

Zobacz wideo Poszukiwany trzema listami gończymi próbował uciec przed policją. Wjechał w znak drogowy

Na sprzęgle, na biegu czy na luzie: jak dojeżdżać do świateł?

No dobrze, a więc jak dojeżdżać do skrzyżowania? Na sprzęgle, na biegu czy na luzie? Jednoznaczną odpowiedź na tak zadane pytanie można udzielić tylko w jeden sposób. Omawiając każdy ze scenariuszy – ze szczególnym wskazaniem tego, jaki mają one wpływ na bezpieczeństwo, trwałość auta i spalanie. I nasze rozważania zaczniemy chyba od najstarszej techniki, polegającej na dojeżdżaniu do czerwonego światła na luzie.

Dojeżdżanie do świateł na luzie

Technika polegająca na dojeżdżaniu do świateł na luzie jest dość prosta. Gdy kierowca widzi, że na sygnalizatorze przed nim zapaliło się światło czerwone, przerzuca skrzynię na luz i w ten sposób się toczy aż do zatrzymania przed wyznaczoną linią. Zalety? Zdaniem zwolenników główną jest obniżenie spalania. I to w pewnym sensie prawda. W końcu silnik na wolnych obrotach pali mniej niż w czasie np. przyspieszania. Wady? Gdy okaże się, że np. zwierzę lub człowiek nagle wtargną na jezdnię, kierowca będzie mógł reagować tylko hamulcami. Podczas jazdy na luzie koła są rozłączone z silnikiem. Nie ma zatem możliwości chociażby przyspieszenia w celu uniknięcia zderzenia.

Gdy okaże się, że przed dojechaniem do świateł sygnał zmienił się na zielony, kierowca musi pamiętać o wrzuceniu biegu. Prawidłowego biegu! A prawidłowość należy ocenić głównie na podstawie prędkości.

Przejazd dla rowerzystówKierowco, uważaj na czerwone przejścia dla pieszych. Zwłaszcza teraz łatwo o wypadek

Dojeżdżanie do świateł na sprzęgle

Czasami kierowcy rozbudowują technikę polegającą na dojeżdżaniu do świateł na luzie. Rozbudowują ją w taki sposób, że zamiast wrzucać bieg na neutralny, po prostu trzymają przez cały czas sprzęgło. Przy zachowaniu wszystkich zalet wcześniej omawianej techniki, niwelowana jest jej główna wada. Otóż w każdej chwili kierujący może zwolnić sprzęgło, połączyć silnik z kołami i przyspieszyć. Sprytne? No właśnie nie do końca. Bo ciągłe duszenie sprzęgła nie jest zdrowe ani dla samego sprzęgła, ani koła dwumasowego. Po naciśnięciu pedału układ pracuje, a im dłużej pracuje, tym szybciej się zużywa. W ten sposób czas życia sprzęgła można ograniczyć nawet do 50 – 60 tys. km.

Wymiana samego sprzęgła w starszych modelach aut kosztuje jakieś 1000 – 1200 zł. Może się jednak okazać, że kierowca będzie musiał doliczyć do ceny koszt dwumasy – a to oznacza dopisanie kwoty od 800 do nawet 3,5 tys. zł.

Dojeżdżanie do świateł na biegu

W ramach współczesnej techniki jazdy kierowców uczy się tego, aby dojeżdżać do świateł na biegu. Kierowca powinien puścić gaz i podczas zwalniania pojazdu redukować kolejne przełożenia. Tzw. hamowanie silnikiem przynosi szereg zalet. Kierowca w każdej chwili może reagować na sytuację drogową przyspieszając, a do tego zwalnianie na biegu sprawia, że silnik spala... okrągłe zero litrów paliwa. Rozwiązanie jest zatem dużo bardziej ekonomiczne od jazdy na luzie, a do tego nadmiernie nie obciąża sprzęgła. Dlatego nie mamy wątpliwości, że zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest właśnie dojeżdżanie do sygnalizacji świetlnej na biegu.

Więcej o: