Wypadek Beaty Szydło. Jerzy Dziewulski opowiedział, dlaczego w ogóle do niego doszło

Piotr Kozłowski
Wypadek Beaty Szydło przed laty skomentowali dla Moto.pl Jerzy Dziewulski, były ochroniarz prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Leszek Baran, były instruktor kierowców w BOR. Przypominamy ich wypowiedzi.

Piątkowa "Gazeta Wyborcza" opublikowała wywiad z emerytowanym funkcjonariuszem SOP, który jechał w rządowej kolumnie, gdy doszło do wypadku z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu w 2017 r. Mowa w nim o tym, co działo się po zdarzeniu. My przypominamy dziś rozmowę z emerytowanymi BOR-owcami (BOR został przekształcony w SOP), którzy komentowali dla Moto.pl przyczyny wówczas częstych wypadków i kolizji rządowych limuzyn. Tekst ukazał się na łamach naszego serwisu na przełomie 2019 i 2020 r. Od chwili opublikowania przytoczonej rozmowy w SOP doszło do wielu zmian. Warto wspomnieć, że od tamtego czasu nie doszło do poważnego wypadku z udziałem rządowych limuzyn. Tekst jest opisem sytuacji, która panowała w SOP w czasie, gdy doszło do kolizji z Seicento i gdy rozmówca Wyborczej był czynnym funkcjonariuszem tej służby.

SOP połknęła BOR. Teraz zjada własny ogon

8.12.2017 r. Sejm przyjmuje ustawę o Służbie Ochrony Państwa. To formalny gwóźdź do trumny Biura Ochrony Rządu, choć nieoficjalnie o końcu BOR mówi się już od jakiegoś czasu.

01.02.2018 r. Biuro Ochrony Rządu przestaje istnieć. Zastępuje je Służba Ochrony Państwa. Nowa organizacja ma więcej uprawnień. Może np. prowadzić podsłuch czy kontrolę korespondencji. Ma też więcej obowiązków, a jej szeregi mają zasilić nowi funkcjonariusze.

27.02.2018 r. Jadąca przez Kraków limuzyna z prezydentem Andrzejem Dudą najeżdża na separator oddzielający pasy jezdni. Nikomu nic się nie stało, ale na wizerunku SOP pojawia się pierwsza skaza. W kolejnych pięciu miesiącach samochody Służby Ochrony Państwa wezmą udział w jeszcze trzynastu kolizjach i wypadkach. SOP staje się obiektem żartów.

26.02.2018 r. Po kolejnych kolizjach z udziałem rządowych limuzyn i kompromitujących incydentach komendant SOP gen. bryg. Tomasz Miłkowski rezygnuje z zajmowanego stanowiska.

28.02.2019 r. Nieco ponad rok po utworzeniu służby Najwyższa Izba Kontroli zapowiada kontrolę w SOP. NIK sprawdzi m.in. ścieżki awansu i proces szkolenia kierowców.

W SOP liczy się długość jakiegokolwiek stażu za kierownicą. Nieważne, że wcześniej woziłeś paczki, a dziś masz opancerzoną limuzyną eskortować najważniejsze osoby w państwie. Służba, która miała kojarzyć się z prestiżem, zaczęła być obiektem żartów

- mówił w rozmowie z Moto.pl Jerzy Dziewulski.

Więcej komentarzy dotyczących wypadku Beaty Szydło znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Kierowcy bez przeszkolenia

O przemianie BOR w SOP mówiło się jeszcze przed 2017 rokiem. Już wtedy najbardziej doświadczone osoby zaczęły opuszczać jej szeregi. Nagle zabrakło części osób decyzyjnych, instruktorów i funkcjonariuszy, od których nowi mogliby się uczyć. To był początek końca profesjonalizmu tej organizacji - jak określił to jeden z naszych rozmówców.

Funkcjonariusze bali się o własną przyszłość. Nie wiedzieli, jaka będzie struktura organizacyjna, kto będzie ich nowym szefem, czy ich umowy wciąż będą obowiązywać i na jakich zasadach będą mogli odejść ze służby. Dlatego, by nie ryzykować, odchodzili od razu, na starych zasadach, które obowiązywały wtedy, gdy do służby przychodzili. Zastępowano ich nowymi osobami, czasem nawet kilkoma. Ale nie rozwiązywało to problemu, bo nie o liczbę lecz o jakość tu chodzi. 

Zobacz wideo Uciekał przed policją, a pościg zakończył się potrójnym piruetem w powietrzu
Szkolenie kierowców, którzy odpowiadają za eskortę najważniejszych osób w państwie, nie ogranicza się do jazdy po szarpaku i między pachołkami. To wielogodzinne szkolenia, podczas których kierowcy uczą się synchronizacji działań, odpowiedniego wjazdu na skrzyżowania, sygnalizowania sobie nawzajem planowanych zachowań

- tłumaczył w rozmowie z Moto.pl prezes Fundacji Byłych Funkcjonariuszy BOR i były instruktor kierowców w BOR Leszek Baran.

Każdy manewr wykonywany przez kolumnę jest zsynchronizowany. Na przykład podczas wjazdu na skrzyżowanie auta eskortujące osłaniają oba boki samochodu eskortowanego. Każdy kierowca wie, co ma robić. Wie też, jakie sygnały wysłać, by jego koledzy nie byli zaskoczeni, jeśli postanowi wykonać jakiś niestandardowy manewr. Np. nieprzewidziane hamowanie musi być poprzedzone krótkim wciśnięciem hamulca - światła stopu mają przygotować jadących z tyłu na nagłe zmniejszenie prędkości. Bez tej wielogodzinnej praktyki nie ma mowy o właściwym przeszkoleniu.

Nie jest winą osoby, która kilka miesięcy spędziła w SOP czy BOR, że nie potrafi jechać zderzak w zderzak przy prędkości 120 km/h z innym kierowcą, z którym ani minuty nie spędziła na wspólnym treningu. To problem organizacyjny, strukturalny. Dawniej w BOR funkcjonariusz bez odpowiedniego stażu i doświadczenia nie był dopuszczany do eskortowania czy ochrony najwyższych rangą VIP-ów

- dodał Leszek Baran.

"K..., kto to jest?!"

BOR nigdy nie lubił się z policją. I odwrotnie. Funkcjonariusze Biura uważali się za lepszych. W końcu mają dostęp do uszu najważniejszych osób. Często z ministrami łączyły ich prywatne relacje. "Krawężnik" nie jest tak wpływowy. Obie firmy (policjanci tym słowem określają policję, a funkcjonariusze BOR swoją służbę) mają zupełnie inny prestiż. Dlatego ludzi z BOR tak bardzo zabolało, gdy w 2017 roku ich szefem został Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie Tomasz Miłkowski. Człowiek znikąd, jak go określano.

Jeden z naszych rozmówców wymownie określił chwilę, w której funkcjonariusze dowiedzieli się, kto będzie ich szefem: - K..., kto to jest?! - mówiło się na korytarzach budynku na Podchorążych w Warszawie. Człowiek bez doświadczenia w ochronie VIP-ów od teraz był odpowiedzialny za bezpieczeństwo prezydenta, premiera, marszałka Sejmu i ministrów.

To już nie jest profesjonalna służba

BOR zawsze miał problemy, zawsze zdarzały mu się wpadki. Pamiętam, jak w latach 90. kierowca BOR przez przypadek uruchomił w prezydenckiej limuzynie system gaśniczy. Było trochę sprzątania. Zdarzały się też kolizje. Zdarzają się na całym świecie, w każdych służbach. Ale to, co dzieje się w SOP, trudno wręcz pojąć. To absolutny brak profesjonalizmu

- mówił w rozmowie z Moto.pl Jerzy Dziewulski, były szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Jak opisuje Dziewulski, zaczęło się od zmian wprowadzanych przez nowego szefa. Kadry kierownicze zostały wyczyszczone i obsadzone ludźmi bez doświadczenia w ochronie VIP-ów. Nowy komendant nie znał struktury, procedur, ludzi. Zamiast przyglądać się organizacji, poznać ją, zaczął wydawać polecenia. To jak słaby menedżer w prywatnej firmie - wiesz, że nie ma bladego pojęcia o swojej robocie, ale wydaje polecenia.

Choć SOP nie funkcjonował, jak należy, na pokazach wszystko wyglądało dobrze. Jak na tym z końca 2017 roku w Ułężu. Samochody wykonywały efektowne manewry i poślizgi. Problem w tym, że prowadzili je instruktorzy, nie mający na co dzień styczności z VIP-ami.

Strach pomyśleć, jak ten pokaz zakończyłby się, gdyby za kierownice wsadzić szeregowych SOP-owców. W SOP liczy się długość jakiegokolwiek stażu za kierownicą. Nieważne, że wcześniej woziłeś paczki, a dziś masz opancerzoną limuzyną eskortować prezydenta. To skrajny brak profesjonalizmu

- dodaje Jerzy Dziewulski.

Kropką nad i postawioną przez SOP była niedawna ochrona szczytu bliskowschodniego. Jak nieoficjalnie dowiedziała się Wirtualna Polska, agenci Służby Ochrony Państwa mieli na lotnisku w Warszawie badać trzeźwość agentów Secret Service alkomatem. Sprawdzano również, czy Amerykanie mają międzynarodowe prawo jazdy, które uprawnia ich do przemieszczania się po polskich drogach. Taka sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca. Secret Service głośno wyrażał swoje niezadowolenie ze współpracy z SOP i z poziomu zabezpieczenia szczytu. To miało być bezpośrednim powodem podania się do dymisji przez Tomasza Miłkowskiego.

Wypadki wciąż będą się zdarzać

Zmiany personalne, organizacyjne, szkoleniowe, procesowe - SOP to tak naprawdę nowa służba. Nie wiem, ile czasu zajmie jej budowa, ile jeszcze przed nami kolizji i wypadków. Profesjonalne szkolenie kierowcy trwa kilka lat. A to nie koniec, bo prawdziwej wartości nabiera ten, kto wyuczone na szkoleniu elementy potrafi zastosować i stosuje w życiu. Jedno jest pewne - przez najbliższe lata najważniejsze osoby w państwie nie będą miały profesjonalnej ochrony

- dodał Jerzy Dziewulski.

Na zdjęciu otwierającym widać inny wypadek z udziałem rządowej limuzyny. Ma on jedynie charakter ilustracyjny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.