Nissan Navara 2,5 R4

Pikap na Krecie jest tak samo oczywisty jak śnieg na Antarktydzie. Nic dziwnego, że Japończycy wybrali właśnie tę śródziemnomorską wyspę, by przedstawić swą nowość. Samochód, który może zacząć zupełnie nowy rozdział w historii pikapów. I z pewną stylową częścią produkowaną pod... Ostródą

Japońskie, niemieckie, francuskie, koreańskie i czeskie. Niewielkie i potężne. Zdezelowane, przerdzewiałe i lśniące czystością. Masówka i rarytasy. Jeśli jakiegoś modelu pikapu nie spotkasz na Krecie, to prawdopodobnie nigdy nie powstał. Asortyment niemal pełen.

Niemal, bo ten model grecka wyspa ogląda pierwszy raz. Kilkanaście nowiutkich Nissanów Navara zjechało tutaj na dziennikarskie testy. Nic dziwnego, że Japończycy wybrali to miejsce. Drugim najbliżej leżącym miejscem na Ziemi o podobnym nasyceniu pikapami są chyba tylko środkowe stany USA.

O ile Kretę można nazwać europejską stolicą pikapów, o tyle Stany są stolicą światową. Amerykanie kupują przeszło 3 mln pikapów rocznie. Europa może tylko marzyć o podobnym wyniku. Jednak Ameryka może wkrótce pozazdrościć Staremu Kontynentowi dynamiki sprzedaży pikapów. Dlaczego?

Bo pikapy zmieniają się tak jak kilkanaście lat temu terenówki. Z czysto użytkowych i spartańskich w komfortowe i lifestylowe. Dzięki tej metamorfozie pikapy wkrótce mogą stać się jednym z najbardziej zyskownych segmentów w Europie. Nic dziwnego, że o własnych pikapach myślą firmy, które wcześniej nie miały za wielkich tradycji na tym polu. Mercedes chce mieć swojego pikapu najprędzej w 2008 r. Rok wcześniej może zadebiutować pikap Volkswagena, marki, która w całej swojej historii przedstawiła tylko jeden tego typu pojazd - Taro, zmodyfikowana Toyota Hilux.

Wszystkich jednak wyprzedzi Nissan Navara, pierwszy pikap nowej ery dostępny w Europie.

Hiszpańskie podobieństwa

Drzwi otwierane na wzór skrzydeł bramy bez środkowego słupka. Choć trudno dziś wyobrazić sobie bez nich większość prototypów, mają je zaledwie trzy seryjne samochody. Honda Pilot, Mazda RX-8 i Saturn Ion. Teraz klub powiększa się o nowego Nissana.

Tak, w wersji King Cab oprócz przednich drzwi znalazły się także niewielkie tylne. Otwierane "pod wiatr" mają ułatwiać wsiadanie na dwa awaryjne siedzenia z tyłu. Określenie "awaryjne" jest tu jak najbardziej na miejscu - wyższe osoby muszą dokonywać wyczynów godnych akrobaty, by tam w ogóle się zmieścić. O wydostaniu się nie wspominając.

Gama Nissana nie kończy się na bardziej użytkowej wersji King Cab. Siedząc w środku Double Cab, nie masz szans zorientować się, że naprawdę podróżujesz pikapem. No, chyba że odwrócisz się i spojrzysz na wielką szufladę nad tylnymi kołami. Wnętrzu Double Caba nie sposób odmówić ani szczodrej ilości miejsca, ani komfortu. Niczym niezakłócona atmosfera osobówki gwarantowana.

Choć nie do końca. Plastik tablicy rozdzielczej bardziej pasowałby do małej Micry niż samochodu za przeszło 100 tys. zł. Obszerne fotele nie zapewniają bocznego podparcia. Jednak nie ma chyba drugiego pikapu na świecie z kierownicą ze sportowego auta. Takie kółko trzyma też kierowca bestsellerowego 350Z.

Po wnętrzu czas na nadwozie. Aż do końca przednich drzwi Navara jest niemal identyczna z SUV-em Pathfinder. Niezależnie od tego, czy chodzi o King Cab, czy Double Cab. Nic dziwnego - oba samochody nie tylko opracowano równocześnie, ale też wyjeżdżają z tej samej fabryki w Barcelonie. Jednak nie całe nadwozie pochodzi z Katalonii.

Choć w porównaniu z osobówką pikap oferuje wręcz fantastyczne możliwości ładunkowe, to ma jedną wadę. Wystarczy deszcz i cały bagaż mokry. Dlatego każdy pikap to prawdziwe pole do popisu dla producentów akcesoriów. Do nowego modelu Nissan oferuje klasyczną pokrywę, ale jest też coś znacznie ciekawszego. To nakładka zmieniająca pikapu w furgon. Furgon, ale jaki... Z nią pikap wygląda z tyłu jak wysoko zawieszone supersportowe coupé. Piękny projekt, polska robota. Tak, ta najbardziej stylowa część samochodu produkowana jest pod Ostródą.

A sama paka? Jest jedna z największych w klasie. Do tego pięć szyn służących bezpiecznemu umocowaniu bagażu.

Terenowa sprawność

Okolica niewiele różni się od tego, co ujrzał Neil Armstrong podczas pierwszego księżycowego spaceru. Nieużytki, nieużytki i jeszcze raz nieużytki. Żadnego cienia dającego wytchnienie przed słońcem palącym z idealnie błękitnego nieba, przecinanego jedynie smugami po odrzutowcach. Rozbrajającą ciszę przerywają tylko monotonne i głuche dźwięki dzwonków pasących się tu i ówdzie kóz.

Po chwili w ten krajobraz wdzierają się zupełnie inne brzmienia. Szum kół toczących się po szutrze zmieszany z klekotem diesla. Nowy Nissan właśnie mierzy się z górskimi urokami Krety. Zza paki wydobywają się takie ilości kurzu, że nawet przejechanie kilkunastu metrów kwalifikuje pojazd do myjni. Z daleka wygląda to jak ogromna i groźna smuga dymu.

Nissan jest nieźle przygotowany do jazdy w terenie. Po pierwsze, dysponuje napędem na obie osie. W normalnych warunkach moment z silnika płynie co prawda na tylną oś, ale można włączyć tryb 4x4. Po drugie, samochód zbudowano na ramie. Sama platforma jest wspólna nie tylko z Pathfinderem, ale też z dostępnymi w USA gigantami w stylu Nissana Armady (SUV) i Titana (pikap). Po trzecie, pojazd wyposażono w reduktor. Nissan dostępny jest także w wersji z napędem na jedną oś - wówczas reduktora nie uświadczysz.

Jazdy w terenie pokazują, że Nissanowi jest bliżej do prawdziwych terenówek niż bulwarowych SUV-ów, dla których już dukt leśny to wyzwanie. A co z komfortem? Sztywna tylna oś z resorami piórowymi na pewno daje go mniej niż wielowahaczowe konstrukcje, nie mówiąc już o poduszkach pneumatycznych. I choć w terenie potrafi nieźle wytrząsnąć podróżnymi, to na drodze z nierównościami radzi sobie w przyjemnie sprężystym stylu.

2,5-litrowy diesel jest nową konstrukcją. Mimo że jednostki wysokoprężne z Almery i Primery pochodzą z Renault (firma ma 44,4 proc. akcji Nissana), to silnik 2.5D powstawał bez pomocy Francuzów. Dostępny jest w dwóch wersjach mocy - 144 i 174 KM. Ale nawet mocniejszy z nich nie zmienia Nissana w wyścigówkę. Wystarczająca dynamika, ale nic ponadto. Z wizerunkiem pikapu nowej ery kłóci się donośny dźwięk diesla. Czyżby w tak dużym samochodzie zabrakło miejsca na maty wygłuszające? W odróżnieniu od 2,7-litrowego diesla Forda i PSA czy 2,4-litrowego diesla Volvo brzmienie silnika nie pozostawia złudzeń, że napędza go olej napędowy.

Największym minusem jest jednak ręczna skrzynia biegów. To nie jest przekładnia typowa dla japońskiego samochodu. Drążek porusza się niezbyt płynnie i precyzyjnie.

Nowy Nissan zadebiutuje u nas na przełomie września i października. Cena? Niższa od Pathfindera (od 153 tys. zł), wyższa od Pickupa (od 106 tys. zł). O ile wyższa? To niewiadoma, podobnie jak wyposażenie standardowe. We Francji jednak nowy model jest o 5 proc. droższy od poprzednika. 111 tys. zł?

CO U NAS

W Polsce dostępne będą trzy wersje nowego Nissana:

King Cab, 144 KM, napęd na jedną oś, ręczna skrzynia biegów;

King Cab, 174 KM, napęd na obie osie, ręczna skrzynia biegów;

Double Cab, 174 KM, napęd na obie osie, ręczna skrzynia biegów.

NISSAN NAVARA

KOMPENDIUM

Dane dla wersji Double Cab, w nawiasach - King Cab

* nie uwzględniając wnęk na koła

*Dane producenta; osiągi dla wersji Double Cab z ręczna skrzynią biegów

Oceń ten samochód
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.