Jedziesz w weekend na zakupy? Wyłudzacze już na ciebie czekają. Metoda na stłuczkę

Bo gdy wybierasz się na weekendowe zakupy przed świętami, jednego możesz być pewien. Oszuści już czekają na ciebie na parkingu przed galerią. Najpierw udają miłych, później migają światłami, a na koniec... zgarniają kasę z twojego ubezpieczenia.

W serwisie Gazeta.pl umieszczamy też szereg motoryzacyjnych poradników dotyczących aspektów eksploatacyjnych i prawa drogowego.

Data w kalendarzu zaczyna dobijać do połowy grudnia. A to oznacza, że weekendowe zakupy mogą się stać... koszmarem. Z pewnością wszyscy – identycznie jak i ty – wpadli na pomysł, aby zrobić świąteczne zakupy "na spokojnie" w weekend. W efekcie nie tylko w galerii pojawią się prawdziwe tłumy, ale przede wszystkim jej okolice będą sparaliżowane drogowo. W takich warunkach kierowca może być zdekoncentrowany i zaaferowany. I bardzo często wykorzystać to chcą wyłudzacze pieniędzy z OC.

Zobacz wideo Gdy kierowca ciężarówki był zajęty rozładunkiem, złodziej ukradł z kabiny jego rzeczy osobiste

Trafiłeś na oszusta? Scenariusz zawsze jest prosty...

Wyobraźcie sobie, że jedziecie na świąteczne zakupy. Przed marketem czy galerią panuje ogromny tłok. Jako kierowca musicie obserwować zachowania innych prowadzących, pieszych, a jednocześnie szukać wolnej przestrzeni parkingowej i zaplanować manewr wjechania w nią. Taka ilość zadań do wykonania sprawia, że są pewne szczegóły, które mogą umknąć waszej uwadze – szczególnie, gdy np. delikatnie się zdenerwujecie. A wtedy kierowca pojazdu jadącego z przeciwnego kierunku ustępuje wam pierwszeństwa – migając światłami lub machając ręką.

Gdy tylko ruszacie – korzystając z "uprzejmej" postawy innego kierowcy, on wjeżdża w przód waszego samochodu, a następnie próbuje wam wmówić, że kolizja jest waszą winą... Druga metoda oszustwa dotyczy ronda. Oszust ustawia się na prawym pasie i czeka aż wy postanowicie zjechać z lewego.

Oszukany na stłuczkę? Wypłaci odszkodowanie i... zapłaci mandat!

W przypadku, w którym w samym miejscu na parkingu nie było kamer, a do tego kierowca nie posiada wideorejestratora, niezwykle ciężko będzie mu udowodnić swoją niewinność. Ustawienie aut, uszkodzenia i przede wszystkim zeznania "poszkodowanego" będą przemawiać przeciwko wam. A jeżeli dodatkowo będziecie się upierać przy waszej niewinności, nie tylko zapłacicie z OC za naprawę samochodu "poszkodowanego" (a właściwie to wypłatę odszkodowania), ale również dostaniecie mandat. Spowodowanie kolizji drogowej kosztuje do 500 zł i 6 punktów karnych.

Jak się bronić przed oszustwem na stłuczkę?

Wyłudzacze odszkodowań działają często na świetnie im znanym terenie. Sprawdzają go pod kątem występowania np. monitoringu miejskiego czy sklepowego. A to odbiera oszukanemu kierowcy narzędzia służące do obrony. Czy to oznacza, że oszustwu trzeba się poddać? Nie zawsze. Warto bowiem w pierwszej kolejności poszukać np. świadków, który mogli widzieć zdarzenie. Osoby takie na ogół potwierdzą, że "poszkodowany" najpierw ustąpił pierwszeństwa, a później się rozmyślił i celowo spowodował kolizję. Oszusta w takim przypadku spotkają spore konsekwencje – mandat, a do tego regres ubezpieczeniowy.

Najlepszą metodą na drogowych oszustów mimo wszystko jest pokładowy wideorejestrator. Niewielka kamerka kosztuje często mniej niż 100 zł i jest dostępna w każdym większym markecie. Zawieszona pod wstecznym lusterkiem może jednak stanowić śmiertelną broń na oszustów. Rejestruje ona całą pokonaną przez auto drogę, a więc wyraźnie pokaże i próbę zrzucenia winy za kolizję.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.