RPO stanął po stronie kobiety, która straciła prawo jazdy. Wiozła dziecko do szpitala

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w sprawie kobiety, która straciła prawo jazdy za prędkość w terenie zabudowanym. Jechała o ponad 50 km/h, ale wiozła ranną córkę do szpitala.

To kolejny rozdział wojny Rzecznika Praw Obywatelskich z automatycznym zabieraniem prawa jazdy za prędkość. Biuro RPO właśnie poinformowało o interwencji w sprawie kobiety, której odebrano uprawnienia. Nie podano konkretów sprawy. Wiemy tylko, że w październiku 2021 r. policja stwierdziła przekroczenie przez kierującą prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym, a właściwy starosta podjął decyzję o odebraniu na trzy miesiące prawa jazdy.

PolicjaKiedy kierowca traci prawo jazdy za prędkość? Muszą zostać spełnione dwa warunki

Rzecznik zarzucił tej decyzji naruszenie art. 7, art. 77 § 1, art. 80 Kodeksu postępowania administracyjnego, w związku z art. 102 ust. 1aa ustawy o kierujących pojazdami - poprzez niewyjaśnienie i nierozważenie możliwości działania kobiety w stanie wyższej konieczności

- czytamy. RPO broni kierującej, wskazując, że nie uwzględniono faktu, że kobieta mogła działać w tzw. stanie wyższej konieczności. Wiozła do szpitala 15-miesięczną córkę z urazem głowy. To jedna z tych sytuacji, kiedy kierowca zasługuje na pobłażliwość policjantów, a na pewno na sprawdzenie, czy łamanie przepisów nie było uzasadnione. W tej sprawie zadziałał automat. Zdaniem RPO tak być nie powinno:

W ocenie Rzecznika może mieć to istotne znaczenia dla odpowiedzialności kobiety. Stosownie bowiem do art. 102 ust. 1aa u.k.p., decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy nie wydaje się, jeżeli kierujący pojazdem dopuścił się naruszenia, działając w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem - jeżeli niebezpieczeństwa tego nie można było uniknąć inaczej, a poświęcone dobro w postaci bezpieczeństwa na drodze przedstawiało wartość niższą od dobra ratowanego

Tak jak wspomnieliśmy, Rzecznik nie bez powodu nagłośnił tę sprawę. Już od dłuższego czasu zwraca uwagę na poważne wątpliwości dotyczące automatycznego odbierania prawa jazdy.

Ostatnie miesiące to intensywne prace nad nowymi przepisami dla kierowców. Na bieżąco relacjonujemy je na stronie głównej gazety.pl

Zobacz wideo Policjanci zatrzymali ją za nadmierną prędkość. Wyszło na jaw, że wiozła dwoje dzieci pokąsanych przez osy

Dyskusja o zatrzymywaniu prawa jazdy wraca raz za razem

Rzecznik Praw Obywatelskich od dawna kwestionuje odbieranie praw jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym. Chodzi nie o sam fakt czasowego odbierania uprawnień, a o formę, w jakiej się to odbywa.

Wskazania radarów mogą być mylne. Nadto obywatele kwestionują, by to oni kierowali pojazdem w chwili zrobienia zdjęcia fotoradarem

- tłumaczył decyzję o zaskarżeniu obowiązujących przepisów RPO Adam Bodnar pod koniec maja tego roku. Pojawiły się wtedy mocne oskarżenia o niekonstytucyjności całego procesu.

Dziś prawo jazdy na trzy miesiące odbierane jest automatycznie po zarejestrowaniu wykroczenia przez policjanta lub fotoradar. Dokonuje tego starosta na podstawie policyjnej notatki. Od decyzji można się odwołać, ale prawo jazdy i tak zostanie zatrzymane. Zanim sprawa zostanie rozstrzygnięta przez sąd, kierowca zdąży już odzyskać prawo jazdy po upływie trzech miesięcy. W jakim celu ma zatem odwoływać się do sądu? Właśnie dlatego RPO przyłączył się do trwającego już w Trybunale Konstytucyjnym postępowania w tej sprawie.

Kamera samochodowa Garmin Dash Cam TandemPolski kierowca nagrywa na kamerkę i wysyła filmiki na policję. Ta rozdaje mandaty

Prezes Sądu Najwyższego poddaje w wątpliwość konstytucyjność zabierania prawa jazdy

Wcześniej z podobnym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego wystąpiła pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska. We wniosku do TK mogliśmy przeczytać:

Obowiązującym przepisom zarzucono brak podstawowych gwarancji proceduralnych dla osób, którym zatrzymano prawo jazdy na podstawie wyżej wymienionych przepisów. Podniesiono, że zarówno organy administracyjne rozpatrujące wnioski policji o zatrzymanie prawa jazdy na tej podstawie oraz w toku postępowania odwoławczego, jak i sądy administracyjne zajmują jednoznaczne stanowisko, że wyłącznym dowodem przekroczenia przez kierującego pojazdem dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym lub przekroczenia dopuszczalnej liczby przewożonych osób, jest informacja organu kontroli ruchu drogowego o tym fakcie.

Zdaniem Sądu Najwyższego nadanie kompetencji do arbitralnego decydowania o zatrzymaniu prawa jazdy organowi kontroli ruchu drogowego, głównie policji, bez możliwości weryfikacji okoliczności ją uzasadniających przez organ administracyjny i sądowy, nie jest do pogodzenia z zasadami obowiązującymi w demokratycznym państwie prawnym. Mówi o tym art. 2 Konstytucji RP. Z tej zasady wynika m.in. prawo do rzetelnej procedury sądowej wraz z prawem do sądu.

Kierowcy czekają na rozstrzygnięcie

Jeśli TK uzna wątpliwości SN i RPO za zasadne, przepisy będą musiały zostać zmienione. Wątpliwe, by państwo zrezygnowało z odbierania prawa jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym, ale będzie musiało zmienić procedury. Jednak od chwili ogłoszenia wyroku TK do ewentualnej zmiany przepisów będzie musiało minąć trochę czasu. Jeśli policjanci wciąż będą stosować obecną procedurę, Skarb Państwa będzie czekać lawina pozwów.

Wciąż czekamy na rozstrzygnięcie sprawy.

Więcej o: