Niemcy. Wielu kierowców będzie musiało mieć certyfikat lub ważny test, żeby pracować

Zbliżające się nowe restrykcje w Niemczech uderzą także w kierowców ciężarówek, a więc i polskich zawodowych kierowców. Wielu z nich jeździ przecież po i do kraju naszych zachodnich sąsiadów.

Niemcy - obostrzenia. Problem z załadunkiem i rozładunkiem

W „miejscach pracy", w których występuje „prawdopodobieństwo kontaktu fizycznego z innymi ludźmi", będą mogły przebywać wyłącznie osoby zaszczepione na covid-19, udokumentowani ozdrowieńcy lub osoby dysponujące ważnym testem (antygenowy na 24 godziny, PCR na 48 godzin)

- podaje portal 40ton.net, wskazując, że nowe niemieckie przepisy uderzą też w branżę transportową, a więc wielu Polaków, którzy jeżdżą zawodowo do Niemiec. Powyższy obowiązek dotyczyć będzie bowiem także zawodowych kierowców, którzy przecież nie tylko kierują swoimi tirami. Bardzo często biorą także udział w załadunku lub rozładunku i mają wtedy kontakt z ludźmi, o których czytamy w przepisach. Już za chwilę to może stać się dla niektórych problemem.

Wiele europejskich państw wprowadza nowe obostrzenia z dnia na dzień. O zmianach na bieżąco informujemy na gazecie.pl

Zobacz wideo Przewrócony tir zablokował autostradę. Pomógł dopiero specjalistyczny ciężki sprzęt

Nowe przepisy już od jutra?

Obeznany w tej branży portal zwraca także uwagę, że Niemcy podchodzą do sprawy bardziej restrykcyjnie niż np. Włosi czy Austriacy, którzy pozwalają kierowcy opuścić kabinę ciężarówki na 15 minut. W Niemczech, jeśli kierowca nie ma certyfikatu lub ważnego testu, będzie musiał pozostać w pojeździe i w żadnym wypadku nie będzie mógł jej opuścić, jeśli w pobliżu znajdą się ludzie. Pojazd został wyłączony z pojęcia "miejsca pracy". To dla niezaszczepionych kierowców może się okazać jakimś rozwiązaniem. Warto też podkreślić, że nie respektowane będą szybkie testy, które można przeprowadzić samodzielnie, tylko te antygenowe i PCR.

Nowe niemieckie regulacje, 3G-Regeln, mają wejść w życie już jutro 24 listopada (środa). Dla łamiących przepisy przewidziano kary do 25 tysięcy euro, co przy kursie z końcówki listopada daje ponad 117 tysięcy złotych. To oczywiście skrajna wartość, ale trzeba przyznać, że działa na wyobraźnię.

Na ulicy Michałowicza dochodzi do niebezpiecznych sytuacjiGdzie w Polsce nie można wyprzedzać? Nie tylko znak B-25 wyznacza takie miejsca

Więcej o: