Wichura zniszczyła samochód. Odszkodowanie? Nawet AC nie daje pewności

Minionej nocy wiatr w niektórych rejonach Polski osiągnął prędkość dochodzącą do 160 km/h. Jego pęd przewracał zatem drzewa i słupy wprost na... zaparkowane pod nimi auta. Czy właściciel zniszczonego pojazdu musi płakać i płacić? Nie zawsze.

Więcej tematów poradniczych z zakresu motoryzacji znajdziesz w serwisie Gazeta.pl.

Bardzo często mówi się o tym, że w XXI wieku mamy na tyle zaawansowaną technologię, że spokojnie jesteśmy w stanie panować nad naturą. Niestety to jednak... bzdura całkowita. Bo choć rzeczywiście możemy np. środkami chemicznymi rozgonić burzowe chmury czy zapobiegać opadom gradu, nadal są zjawiska, na które nie mamy żadnego wpływu. I dobry dowód na to, że w sytuacji nagłych zmian pogody król cały czas jest nagi, dotarł do Polski wczoraj po południu. Wiatr? Ten w miastach grubo przekraczał 100 km/h. A z taką siłą nie ma żartów. Pod wpływem jej działania poddają się drzewa, dachy czy dużej banery reklamowe.

Zobacz wideo Skradziona mazda wróciła do właściciela. 44-latek z zarzutami

Drzewo przygniotło auto? To zdarza się coraz częściej

Być może wichury nie są popularnym scenariuszem w Polsce. Zawsze jednak kończą się dokładnie tak samo – ogromnymi zniszczeniami. I często jednym z większych poszkodowanych są samochody. Na te spadają drzewa czy inne przedmioty. A jako że są rozpędzone silnie wiejącym wiatrem, często z przygniecionego auta nie ma co zbierać – nie nadaje się do naprawy. To jednak nie koniec, bo pogodowe kataklizmy polegające na wietrze często łączą się z intensywnymi opadami deszczu. Wtedy istnieje możliwość np. utopienia auta zaparkowanego w garażu.

Z tak gwałtownymi zjawiskami pogodowymi niewiele da się zrobić. I co gorsze, zdaniem wielu specjalistów z uwagi na ocieplający się klimat będzie ich coraz więcej. To jednak nie pocieszy kierowcy, który w wyniku złej pogody samochód albo stracił, albo będzie musiał usunąć w nim serię poważnych uszkodzeń. Czy to zawsze oznacza, że kierowca musi głębiej sięgnąć do kieszeni i będzie pozostawiony sam sobie? Na szczęście nie. Na tym jednak dobre informacje kończą się. Bo warto wiedzieć o tym, że czasami i autocasco nie daje pewności, że poszkodowany otrzyma odszkodowanie.

Wichura zniszczyła samochód, ale przecież mam AC. Mam prawda?

W czystej teorii polisa AC sprawia, że kierowca może spać spokojnie. W praktyce nie zawsze tak jest. Powód? W przypadku OC zakres ubezpieczenia reguluje prawo. OC jest jednak obowiązkowe. AC to polisa dobrowolna – dobrowolny jest zatem też charakter umowy między kierowcą a towarzystwem. W efekcie może się okazać, że wykupując ubezpieczenie i wybierając opcję "atrakcyjnie" wycenioną, właściciel pojazdu zgodził się na szereg wyłączeń, brak naprawy na częściach oryginalnych czy duży udział własny. I każda z tych okoliczności znajdzie odzwierciedlenie w kwocie wypłaty lub odmowie pokrycia kosztów naprawy.

Bywa że "atrakcyjne" oferty AC wyłączają odpowiedzialność w przypadku skutków zjawisk atmosferycznych. Poza tym w polisie może pojawić się zapis dotyczący np. 30-proc. udziału własnego w naprawie, ewentualnie ubezpieczyciel będzie próbował obniżyć wypłatę, udowadniając że w szkodzie udział ma właściciel – bo zaparkował auto w złym miejscu (np. w zagłębieniu).

Był grad więc zaparkowali pod wiaduktem. Na środku autostrady A4Był grad więc zaparkowali pod wiaduktem. Na środku autostrady A4! [WIDEO]

Problemy z autocasco nie kończą się jednak na wyłączeniach. Bo dowolność tej polisy oznacza też np. dowolność w kwestii kształtowania formy zgłoszenia. Czasami towarzystwo wymaga, aby poinformować je o szkodzie w ciągu np. 24 godzin. To raz. Dwa kierowca powinien pamiętać o kwestii dowodowej – zdjęciach czy raporcie policyjnym. Konieczne jest też zabezpieczenie pojazdu przed poszerzaniem się zakresu szkody - jeżeli w wyniku uderzenia drzewa wybite zostały szyby, należy je zakleić lub wstawić pojazd do zamkniętego garażu.

Jak nie autocasco, to co? Jest jeszcze jedna opcja

W sytuacji, w której kierowca nie ma wykupionego w aucie AC, ewentualnie uszkodzenia zostały objęte wyłączeniem odpowiedzialności towarzystwa, nadal nie pozostaje bez wyjścia. Może bowiem uznać, że pogoda, pogodą, ale do powstania szkody przyczyniła się też postawa zarządcy terenu, na którym auto było zaparkowane. Często jest bowiem tak, że właściciele nie usuwają np. starych drzew czy suchych gałęzi. A to daje podstawę do dochodzenia odszkodowania. Kierowca na początek powinien zebrać wszystkie dowody – zdjęcia, zeznania świadków czy np. raport z policji. Następnie musi zgłosić roszczenie do zarządcy, ewentualnie jego ubezpieczyciela.

Rozpatrzenie wniosku może potrwać kilka dni. I choć odszkodowania uzyskiwane tą drogą są zazwyczaj dużo niższe niż w przypadku pełnego AC, zawsze stanowią choć częściową rekompensatę. Lepiej bowiem dostać jakiekolwiek pieniądze niż pozostać ze zniszczonym autem i poważnym problemem.

Więcej o: