Opłata covidowa w warsztacie. Mechanikami zainteresowały się odpowiednie służby

Nie ma gałęzi gospodarki, która nie straciłaby na pierwszym lockdownie. Przedsiębiorcy - a w tym mechanicy - chcieli zatem szybko odrabiać straty. Niektórzy zbyt szybko. Stąd wzięły się np. opłaty covidowe w warsztacie. Opłaty, które dziś trafiły pod lupę UOKiK.

Powiedzmy to otwarcie. Pandemia uderzyła z zaskoczenia, a pierwszy i całkowity lockdown stanowił gorzką nauczkę dla wszystkich przedsiębiorców. I nawet wtedy, kiedy obostrzenia były luzowane, sytuacja gospodarcza nie wróciła do normy. Co trwa poniekąd do dziś. Bo także teraz – półtora roku po pierwszym zamknięciu nas w domach – są osoby, które stronią od kontaktów społecznych. Nawarstwienie negatywnych scenariuszy uderzyło w każdą branżę – także warsztaty mechaniczne. Część mechaników wpadła jednak na ciekawy pomysł rekompensowania sobie strat.

Zobacz wideo Mechanik odholował do warsztatu niewłaściwe auto. Zgłosiła się do niego policja

Opłata covidowa w warsztacie? Albo droższa usługa, albo opłata za rękawiczki

Brak działalności w czasie lockdownu, a później zakup środków sanitarnych i mniejsza ilość klientów to realne straty dla warsztatów. Pojawili się zatem w Polsce mechanicy, którzy kosztem klientów postanowili odrobić utracone zyski. I metody w tej kwestii były dwie. Po pierwsze mechanicy zaczęli podnosić koszty usług. Po drugie zaczęli doliczać na rachunkach różne dodatki związane z reżimem sanitarnym. I dodatki te szybko zaczęły być nazywane opłatami covidowymi.

Straty są oczywiste. Uczciwość nie do końca...

To, że pandemia spowodowała straty, jest dość oczywiste. Stracili jednak nie tylko mechanicy. I taka sytuacja w naturalny sposób może wpłynąć na wzrost cen usług warsztatów. Warto jednak pamiętać o tym, aby ten wzrost był uczciwy. Co to oznacza? Po pierwsze to, że klient musi wiedzieć ile dokładnie zapłaci za wizytę swojego auta. Nie może być tak, że wymiana kół przed pandemią kosztowała 60 zł, a po pandemii jest wyceniana na 100 zł, ale nikt kierowcy o podwyżce nie poinformuje.

Tadeusz Modzelewski, taksówkarz z Olsztyna, który z powodu epidemii koronawirusa w swojej taksówce zamontował szybę oddzielającą go od pasażerówPrzegrody w taksówkach mają chronić przed wirusem, ale są nielegalne. "Są jak gilotyna"

Po drugie transparentność wymaga też informowania o istnieniu tzw. opłat covidowych. O tym, że mechanicy zapominali o nich wspominać przyjmując auto do warsztatu, można się przekonać już po pobieżnym przejrzeniu wpisów na forach internetowych. Jakie jest szczęście tej sytuacji? A takie, że w Polsce nieuczciwe traktowanie kierowców przez mechaników poprzez dopisywanie wydatków covidowych na rachunkach wcale nie jest standardem – to raczej margines. Wielu właścicieli warsztatów rozumiało, że pandemiczne straty dotyczą wszystkich bez wyjątku.

Uczciwych mechaników nie brakuje. I dobrze, bo oni nie zapłacą kar!

Postawa uczciwości wobec klientów sprawiła, że dziś wielu właścicieli warsztatów nie musi obawiać się kontroli. Szczególnie że nieuczciwe praktyki będzie sprawdzać UOKiK. W sytuacji, w której kontrolerzy wykażą mechanikowi nieinformowanie klientów o dodatkowych opłatach lub wzroście cen, czeka go kara. Ta może wynieść nawet 20 tys. zł. A tak wysoka kwota nie tylko "zje" nieuczciwe dopłaty covidowe, ale także poszerzy pandemiczne straty. A więc czy było warto przerzucać koszty na klientów? Chyba nie...

Więcej o: