Powinien być znak, nie było, a kierowca i tak dostał mandat za prędkość. Zostaje tylko sąd

Przekroczyłeś prędkość, choć tak właściwie nawet o tym nie wiesz, bo przy drodze nie było znaku? Policjantów to jednak nie obchodzi. I tak będą chcieli wlepić ci mandat. I jedynym ratunkiem w takim przypadku jest sąd.

Scenariusz jest dość często spotykany na polskich drogach i wygląda tak: jedziesz drogą krajową z prędkością około 90 km/h i w pewnym momencie mijasz znak E-17a wskazujący nazwę miejscowości. Jako że posiada on zielone tło, a do tego nie został uzupełniony tablicą D-42 "Obszar zabudowany", nie redukujesz prędkości. Nie masz bowiem takiego obowiązku. Dlatego jesteś mocno zdziwiony, gdy kilkaset metrów dalej stroi patrol, który zatrzymuje cię i próbuje wlepić mandat za przekroczenie dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym.

Brak znaku D-42 w okolicy tablicy informującej o nazwie miejscowości to nie koniec grzechów drogowców. Czasami bywa tak, że przed wami nie ma oznaczenia D-43 "Koniec obszaru zabudowanego", w przeciwnym kierunku pojawia się znak D-42. Możecie go zatem uznać za granicę ograniczenia do 50 km/h.

Zobacz wideo Ładowanie hybrydy plug-in. Czy można z domowego gniazdka? Ile to kosztuje? Jak najsensowniej to robić?

Brak znaku, a na liczniku 101 km/h... Mandat i utrata prawka!

Problemy takiego scenariusza są dwa. Po pierwsze w sytuacji, w której nie ma znaku informującego o wjeździe w teren zabudowany, kierowca może nawet stracić prawo jazdy na 3 miesiące. Od 90 km/h jest bardzo blisko do granicznych 101 km/h. Po drugie problem dotyczy narzędzi obrony. Jedynym sposobem dochodzenia swoich praw jest tak naprawdę... odmowa przyjęcia mandatu i skierowanie sprawy do sądu. Często dopiero przed sądem prowadzący będzie miał okazję przedstawić swoje racje.

Jak udowodnić brak znaku? Najlepiej nagraniem!

Brak znaku nie pozwala kierowcy prawidłowo ocenić ograniczenia prędkości obowiązującego na danym odcinku. Niestety ta argumentacja nie zawsze spotyka się w sądzie z przychylnością sędziego. I powód jest oczywisty - najpierw trzeba ją udowodnić. Metoda słowo na słowo w tym przypadku nie sprawdzi się. Szczególnie że słowa policjantów zawsze będą miały w sądzie wyższą wartość od słów kierowcy. Najlepszym dowodem w sprawie jest tak naprawdę nagranie z pokładowego widerejestratora. Ono wyraźnie pokaże brak znaku i późniejsze zatrzymanie do kontroli. Kamerka pokładowa nagra też prawdopodobnie rozmowę policjanta i kierowcy.

Jako dowód w sprawie uznane może być też nagranie zrealizowane już po kontroli drogowej i pokazujące odcinek spornej drogi. Lepiej żeby zostało zarejestrowane bezpośrednio po zatrzymaniu kierującego przez policję.

Bez nagrania może być ciężko. Pozostają świadkowie lub dokumenty

Nie wszyscy korzystają jednak z rejestratorów. Wtedy dochodzenie swoich racji jest dużo trudniejsze... Kierowca może poszukiwać świadków, którzy potwierdzą brak znaku przy drodze - najlepiej żeby nie byli z nim spokrewnieni i np. nie jechali tego dnia tym samym samochodem. Poza tym warto też aby sprawdził dokumentację znajdującą się w posiadaniu zarządcy drogi. Bo jeżeli znaku nie ma, a powinien być ustawiony, informacja o demontażu oznaczenia wraz z datą musi być odnotowana.

Kontrola prędkości.Migasz długimi, by ostrzec innych kierowców przed patrolem? To lepiej tego nie rób

Nie ma znaku? Bo być może nie musi być ustawiony!

W sprawie pojawia się jednak jeszcze jeden problem. Bo czasami brak znaku D-42 "Koniec obszaru zabudowanego" nie wynika z zaniedbań drogowców, a... przepisów. Według prawa tablicy nie stawia się w dwóch przypadkach:

  • jeśli w danej miejscowości granica między końcem jednego i początkiem kolejnego obszaru zabudowanego będzie mniejsza niż 300 metrów,
  • obszar zabudowany dotyczy sąsiadujących miejscowości.

W sytuacji, w której tablica D-43 nie musiała zostać ustawiona przy drodze, kierowanie sprawy do sądu nie ma w zasadzie większego sensu. Szczególnie że postępowanie jedynie zwiększy wysokość karny. Zamiast kilkusetzłotowego mandatu za prędkość, kierowca otrzyma grzywnę wynoszącą nawet do 5 tys. zł, a do tego będzie musiał pokryć koszty sądowe. Mało opłacalne...

Więcej o: