Łatwiej zarejestrować pojazd. Jednak tylko importowany

Pandemia wprowadziła wiele zmian w funkcjonowaniu urzędów. Czasem jednak i biurokracja próbuje pomóc interesantom.

Początek 2020 roku wprowadził obowiązek poinformowania urzędu o zakupie lub sprzedaży pojazdu, tak, aby wszystko zgadzało się w „papierach" w przeciągu 30 dni. Dotyczyło to zarówno aut kupionych i sprzedanych w kraju, jak i tych importowanych. Z tą różnicą, że importowane auta miały taki obowiązek dopiero od momentu, gdy auto znalazło się na terenie naszego kraju.

Przyszła pandemia i zmieniła obraz rzeczywistości. Urzędy zaczęły funkcjonować w nietypowy sposób, a aby załatwić wiele formalności trzeba było się umawiać na konkretną godzinę. Ułatwioną sytuację jednak mieli petenci, którzy kupowali lub sprzedawali pojazd pochodzący z naszego rynku. Mogli to zrobić zdalnie za pomocą internetu i profilu zaufanego.

W marcu zarejestrowano w Polsce po raz pierwszy 55,5 tys. nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych, ponad 63 proc. więcej niż przed rokiem. Wciąż też trwa hossa na auta luksusowych marek.Od lipca obowiązują nowe zasady rejestracji pojazdów. I są to bardzo dobre wieści

Gorzej miały osoby, które sprowadzały pojazd. W takiej sytuacji i tak trzeba było pofatygować się do urzędu. I tu pojawił się problem w czasach pandemicznych. Umawianie się na konkretną godzinę i zmniejszenie przepustowości spowodowały, że okres oczekiwania na zarejestrowanie pojazdu spoza naszego kraju mógł wynieść nawet ponad miesiąc. Jak łatwo obliczyć, wymóg 30 dni nie był w stanie zostać spełniony i groziła kara takiej osobie.

Rządzący wyszli jednak z pomocną ręką, wydłużyli ten okres do 60 dni. Dotyczy jednak aut ściąganych z Unii Europejskiej, które po raz pierwszy zostaną zarejestrowane w naszym kraju. Co się tyczy pojazdów „rodzimych" nic się nie zmienia.

Zobacz wideo
Więcej o: