Szybki Opel Moonlight Roadster i mit niemieckich autostrad

Kiedyś udało mi się pojeździć wyjątkowym samochodem z muzealnej kolekcji Opla w Russelsheim, takim, którego nie sposób zobaczyć gdziekolwiek indziej. Według miłych ludzi z Opel Classic Moonlight Roadster zawdzięczał wygląd niskim szybkim autom, którymi podczas amerykańskiej prohibicji szmuglerzy bimbru umykali przed ścigającymi ich agentami federalnymi.

Choć wiadomo nie od dziś, że zupełnie trzeźwymi ludźmi trudniej się rządzi, ówczesne władze Ameryki upierały się przy prohibicji, dzięki której rozwinęła się przestępczość zorganizowana i - po drugiej wojnie światowej - wyścigi NASCAR.

Zobacz wideo Do Studia Biznes przyjechał szlachetny kot: Jaguar F-Pace

Nie sądzę jednak, aby zgrabny Opel zawdzięczał swoją proweniencję bimbrownikom z USA, jego nadwozie powstało bowiem w dobrze znanej przed wojną niemieckiej firmie karoseryjnej Deutsch, mającej swoją siedzibę w Braunsfeld, dzielnicy Kolonii.

Karl Deutsch zdobył sławę i sporo pieniędzy podczas pierwszej wojny światowej. Począwszy od 1916 roku, dostarczał przyczepy armii niemieckiej. Po pokoju wersalskim zaczął budować pojedyncze nadwozia dla wymagających klientów. Pierwsza niemiecka fabryka Forda znajdowała się w Berlinie, ale druga w Kolonii. Bliskość zakładu produkującego podwozia sprawiła, że Deutsch większość zamówień realizował na bazie techniki Forda, zresztą budował też karoserie dla holenderskiego zakładu amerykańskiego koncernu.

Deutsch miał też na koncie nieliczne kabriolety dla Horcha i trochę aut dla dealera Citroena w Kolonii. Praca dla Opla była wyjątkiem, być może jedynym. Według archiwów Opla w latach 1932-33 w warsztatach Deutscha powstało 51 sztuk modelu Moonlight Roadster, z których do naszych czasów przetrwały tylko trzy sztuki.

Opel Moonlight RoadsterOpel Moonlight Roadster fot. Błażej Żuławski

Opel Moonlight Roadster ma silnik o mocy 34 KM. W latach 20. był całkiem szybki

Elegancki dwumiejscowy wóz o nieco amerykańskim wyglądzie napędzany był sześciocylindrowym silnikiem rzędowym o pojemności 1,8 litra. Silnik ten wprowadzono do produkcji w 1931 roku i była to pierwsza 6-cylindrowa jednostka Opla. Po wojnie firmę Deutscha prowadził Werner, syn Karla i nadal tworzył bardzo eleganckie kabriolety aż dolat 60., gdy względy bezpieczeństwa ograniczyły popyt na samochody bez dachu.

Wśród nich znazł się znakomity Borgward Isabella Cabrio. Notabene Deutsch zbudował też prawie sto egzemplarzy kabrioletów na bazie kilku powojennych modeli Opla, w tym dwóch generacji Rekorda i jednej Commodore'a.

Wróćmy jednak do lat trzydziestych. Na papierze Roadster z silnikiem o mocy zaledwie 34 KM i prędkością maksymalną 95 km/h nie wygląda na szybkie auto. Czy w ówczesnych Niemczech potrzebna była znaczna prędkość? Ano tak, bo pierwsza droga zbliżona do autostrady powstała w tym kraju już w 1921 roku (AVUS w Berlinie) i to wcale nie Hitler, wbrew powszechnemu mniemaniu, rozpoczął plan budowy dróg szybkiego ruchu.

Program budowy nowoczesnych szos stanowił część wielkiego planu robót publicznych, który miał zaktywizować bezrobotnych Republiki Weimarskiej. Sporą częścią tego planu była budowa toru wyścigowego Nürburgring w górach Eifel, z jego dwiema pętlami, Nordschleife i Südschleife.

Stylowy Opelek nie byłby wcale najwolniejszym wozem ani na trasie AVUS w stolicy Niemiec, ani na 18-kilometrowym odcinku Autobahnu między Kolonią i Bonn. Kto wie, może właśnie na tej trasie w pobliżu zakładu pracownicy Deutscha testowali świeżo zbudowane samochody?

Na początku lat 30. jeszcze niewiele aut poruszało się po nowych niemieckich drogach naprawdę szybko. Na drogach zresztą było prawie pusto. Większość zwykłych aut z trudem rozpędzała się do 60 km/h przy akompaniamencie wielkiego hałasu i ogromnych drgań, więc ich kierowcom Moonlight Roadster mknący 70 km/h wydawał się czymś takim, czym dziś może się wydawać Porsche 911 Turbo pędzące 300 km/h na pozbawionym ograniczeń odcinku autostrady w Niemczech.

Opel Moonlight RoadsterOpel Moonlight Roadster fot. Błażej Żuławski

Niemieckie autostrady powstały wcześniej niż myślimy

Gdy rozpoczynała się produkcja Opla Moonlight Roadster, sporo już autostrad zbudowano. Wśród rozpoczętych budów były takie odcinki jak Köln–Düsseldorf (1925), Aachen–Köln (1925), Mannheim–Heidelberg (1926), München (Monachium)–Leipzig (Lipsk)–Berlin (MüLeiBerl) (1927), München–Starnberger See (1927), Leipzig–Halle (LeHa) (1927), Hansestädte (hanzeatyckie porty)–Frankfurt–Basel (Bazylea) (HaFraBa) (1927). Gdy NSDAP wygrało wybory w 1932 i 1933 roku, przygotowano przyspieszony program budowy autostrad, który niezwłocznie wprowadzono w życie, z powodów politycznych i strategicznych.

Początkowo niemiecki przemysł samochodowy odnosił się do programu budowy autostrad bardzo niechętnie wiedząc, że jazda ze stałą wysoką prędkością przekracza możliwości produkowanych przezeń pojazdów. Przejęcie władzy przez nazistów i perspektywa zamówień wojskowych zmieniły ich nastawienie, zaczęła się gorączkowa praca nad autami zdolnymi do korzystania z nowych dróg.

Mit o tym, że to Hitler zaplanował sieć autostrad jeszcze w więzieniu rozpowszechniała goebbelsowska propaganda. Jej elementem jest słynna fotografia Adolfa Hitlera, wbijającego szpadel w ziemię na budowie autostrady Frankfurt-Darmstadt-Mannheim, z której później firmy Mercedes i Auto-Union korzystały do bicia rekordów prędkości. Sieć dróg szybkiego ruchu rosła szybko. W 1933 roku mierzyła mniej niż 100 km, do 1940 urosła aż do 3737 km.

Pod względem propagandowym, program konstrukcji dróg łączono z programem "oszczędzania" przez ludność składek na samochód KdF-Wagen, później znany jako Volkswagen, na specjalnych książeczkach oszczędnościowych. Znana z filmów o drugiej wojnie światowej ciężarówka Opel Blitz, produkowana także w zakładach Mercedesa, powstała właśnie w oparciu o nowe założenia wymuszające budowanie samochodów gotowych do jazdy z prędkościami autostradowymi. W momencie, gdy ją projektowano, żaden samochód ciężarowy na świecie nie potrafił jechać ze stałą prędkością 100 km/h.

Opel Moonlight RoadsterOpel Moonlight Roadster fot. Błażej Żuławski

Oplem Moonlight Roadster jeździ się zadziwiająco dobrze

W chwili, gdy rozpoczęto wytwarzanie zgrabnego dwumiejscowego Opla, nie wszystkie elementy sterowania samochodami były ujednolicone, ale akurat to auto pod tym względem ma wiele wspólnego z samochodami, które dobrze znamy. Nie wymaga wielkiego wysiłku fizycznego, a wszystkie elementy sterowania są dobrze wyważone, nie trzeba też niczego się specjalnie uczyć.

Układ kierowniczy nie grzeszy precyzją, za to mechanizm sterowania trzybiegową skrzynią mógłby sporo nauczyć jeszcze dzisiejsze auta. Mimo uruchamianych linkami hamulców Opel Moonlight Roadster dobrze sobie radzi z dzisiejszymi warunkami drogowymi, głównie dzięki elastyczności 6-cylindrowego silnika. Bez względu na to, czy zapomnimy zmienić bieg, czy nie, silnik nie ulęknie się nawet najniższych obrotów (tego, co Niemcy zwą "Drehzahlkeller"), nie zgaśnie i pociągnie mocno auto. Tak zachowywały się dobre silniki z czasów sprzed kontroli emisji spalin. Wydech dudni przez moment barytonowo i nic złego się nie dzieje.

Niechętnie wysiadam z małego Opla. Nie jest to wyścigówka ani luksusowa limuzyna, ale ma w sobie mnóstwo charakteru i wyrafinowanych detali, których na początku lat 30. nie spotykało się w autach tej klasy. Czas spędzony za kierownicą zachęcił mnie do zbadania historii autostrad, bo wszystko, co miało miejsce w przeszłości należy rozpatrywać, widząc szerszy kontekst. Dlatego każdy kontakt z takim zabytkowym autem inspiruje do dalszych poszukiwań, a fakt, że bardzo przyjemnie się nim jeździ to bonus.

Opel Moonlight RoadsterOpel Moonlight Roadster fot. Błażej Żuławski

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.