Pięć złych nawyków kierowców, które zniszczą każde auto. Nie warto słuchać instruktora

Dwa samochody, jeden model. Ten sam przebieg. Jednym pojedziecie na drugi koniec Europy, drugi wygląda jak kompletny złom. To wcale nie przebieg ma największy wpływ na kondycję naszego auta, a sposób w jaki je użytkujemy.

Po pierwsze: każda kontrolka jest ważna. Nie ignoruj ich

Tablica wskaźników posiada od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu kontrolek. Różnią się one kolorami, za pomocą których komunikują ważność problemu. Zielone to kontrolki informacyjne, np. o włączonych światłach czy kierunkowskazach. Żółte lampki informują już o konkretnych problemach, które trzeba mieć na uwadze. Może to być informacja o niskim poziomie płynu do spryskiwaczy, rezerwie paliwa, ale też o niskim poziomie oleju silnikowego. Najpoważniejszą żółtą kontrolką jest tzw. check engine, czyli kontrolka silnika. Zazwyczaj informuje o błędzie otrzymanym przez komputer od jednego z czujników. Odpowiedzi należy szukać w warsztacie dysponującym odpowiednim komputerem diagnostycznym. Ignorowanie tej kontrolki może doprowadzić do poważnej awarii niewłaściwie działającego układu, a w konsekwencji nawet do uszkodzenia silnika.

Czerwone kontrolki informują o poważnych problemach jak spadek ciśnienia oleju w silniku czy zbyt wysoka temperatura cieczy chłodzącej. Ich ignorować nie wolno.

Niebezpieczeństwo: ryzyko uszkodzenia silnika.

Zobacz wideo Kuriozalny wypadek motocyklisty, który uciekał przed policją. "Potknął się" o krawężnik

Po drugie: ostra eksploatacja

Niektórzy kierowcy widzą w swoim aucie wyścigówkę, inni wręcz maszynę zdolną do pokonania rajdu Dakar. Ostra eksploatacja, czyli ostre przyspieszanie, hamowanie, pokonywanie zakrętów na granicy przyczepności, ignorowanie dziur w jezdni, atakowanie z dużą prędkością krawężników czy dróg o wyjątkowo kiepskiej nawierzchni kończy się przede wszystkim szybszym zużyciem elementów eksploatacyjnych (układu hamulcowego, zawieszenia, sprzęgła, opon), ale nie tylko. Ostra jazda oznacza przyspieszone zużycie układu przeniesienia napędu, może też doprowadzać do uszkodzeń poszczególnych podzespołów oraz różnego rodzaju wycieków. W niektórych typach silników może też dojść do uszkodzenia głowicy bądź gładzi słabiej chłodzonych cylindrów w wyniku przegrzania.

Przegazówka na zimno? Nie ma nic gorszego dla silnika. Po uruchomieniu silnik potrzebuje czasu, by olej dotarł do wszystkich jego części, a jeszcze lepiej, by choć wstępnie się nagrzał. Przez pierwszych kilka minut po uruchomieniu lepiej unikać wyższych partii obrotów i wysokich obciążeń. Inaczej silnik szybko się zużyje.

Niebezpieczeństwo: przyspieszone zużycie podzespołów samochodu i silnika, ryzyko uszkodzenia silnika.

Po trzecie: zbyt niskie obroty. Zapomnij o kursie na prawo jazdy

Na kursach nauki jazdy wielu instruktorów zapomina o tym, że jazda na czwartym lub piątym biegu z prędkością rzędu 40-50 km/h, może być opłakana w skutkach. Wielu kierowców wciąż stosuje się do tych zasad nie zważając na konsekwencje. Już po przebiegu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów pojawią się pierwsze niepokojące objawy i konieczność kosztownej wizyty u mechanika. Stosowanie się do zasad ecodrivingu ma sens, jeśli robimy to z głową. Utrzymywanie silnika na niskich obrotach na najwyższych biegach ma sens, jeśli jedziemy po płaskim terenie ze stałą prędkością. Nie należy też zanadto przejmować się kontrolką sugerującą wrzucenie wyższego biegu. Warto słuchać jednostki napędowej i wychwytywać niepokojące drgania. To pierwsze symptomy pracy poniżej bezpiecznej szybkości obrotowej. Auto może faktycznie zużyje nieco mniej paliwa w określonych warunkach, ale późniejsze koszty wymian eksploatacyjnych elementów znacznie przewyższą oszczędności.

Niebezpieczeństwo: długa lista usterek silnika. Na zbyt niskie obroty wyczulone są m.in. układ korbowo-tłokowy, dwumasowe koło zamachowe czy łańcuch rozrządu.

Licznik samochodowyJazda na zbyt niskich obrotach może być bardzo kosztowna. Zapomnij o słowach instruktora

Po czwarte: jazda na rezerwie. Nie zostawiaj tankowania na ostatnią chwilę

Jazda na rezerwie raz na jakiś czas jest nieszkodliwa, ale powinny to być wyjątki i sytuacje sporadyczne. Częsta jazda na rezerwie może się zakończyć awarią samochodu. Mechanicy sugerują, żeby w ogóle nie dopuszczać do zapalania się kontrolki sygnalizującej pusty bak. W myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Bez względu na rodzaj silnika i wiek auta należy unikać długotrwałej jazdy na rezerwie. Z uwagi na bezpieczeństwo elementów mechanicznych i ich trwałość warto tankować zbiornik do pełna już przy wskazaniu 20-25 proc. stanu. Unikniemy w ten sposób szeregu nieprzewidzianych usterek i sporych wydatków. Jeśli dojdzie do nagłego spadku jakości mieszanki paliwowo-powietrznej w jednostce z doładowaniem, to w skrajnym przypadku wysoka temperatura w komorze spalania może doprowadzić do wypalenia tłoka, co wiąże się z kosztownym remontem silnika.

Niebezpieczeństwo: rdza w zbiorniku, zanieczyszczenie układu paliwowego, awaria pompy paliwa.

Przykładowa kontrolka Check EnginePali się rezerwa. "A, zatankuję jutro". Błąd! Możesz poważnie uszkodzić silnik

Po piąte: omijanie myjni. Zwłaszcza zimą

Często spotykamy się z opinią, że zimą nie warto myć samochodu. Nic bardziej mylnego. Polskie drogi są solone, a to wyjątkowo agresywny czynnik powodujący przyspieszoną korozję elementów podwozia, podłogi, progów i dolnych partii drzwi. Najgroźniejszy jest "mokry brud" utrzymujący się zimą na samochodzie w jego dolnej partii. Jest to równoznaczne z zafundowaniem naszemu autu kąpieli w solance.

Z pomocą przychodzą myjnie zajmujące się myciem podwozia. Jeśli takowej nie mamy w okolicy, warto co jakiś czas opłukać podwozie z soli za pomocą zwykłej myjki we własnym zakresie, np. na myjni samoobsługowej. Nie jest to w stu procentach skuteczne, ale i tak lepsze niż pozostawienie soli aż do wiosny.

Niebezpieczeństwo: przyspieszona korozja podwozia i dolnej partii nadwozia.

Jednym ze sposobów na ograniczenie parowania szyb jest dokładne wymycie ich od wewnątrzJednym ze sposobów na ograniczenie parowania szyb jest dokładne wymycie ich od wewnątrz fot. Filip Trusz