Przez ponad minutę spawał palące się auto. Nawet nie zauważył, że wywołał pożar [WIDEO]

Nieodpowiednie przygotowanie auta do pracy mogło doprowadzić do tragedii. Nieuważny spawacz wywołał pożar samochodu i przez dłuższą chwilę nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, co dzieje się tuż nad jego głową.
Zobacz wideo Mechanik odholował do warsztatu niewłaściwe auto. Zgłosiła się do niego policja

Oddając samochód do serwisu liczymy, że wróci do nas w lepszym stanie niż je zostawiliśmy. W tym przypadku pracownicy warsztatu nie mieli dla właściciela pojazdu dobrych wieści. Niewiele jednak brakowało, aby cała sytuacja zakończyła się gorzej.

Spawał palący się samochód i nawet tego nie zauważył

Do zdarzenia doszło w mieście Bradford w Yorkshire w Anglii, a całą akcję zarejestrowała kamera monitoringu w warsztacie. W pierwszych sekundach nagrania widzimy, jak spawacz wykonuje swoją pracę i z pozoru nie dzieje się nic ciekawego.

Dopiero chwilę później przez tylne okna naprawianego samochodu dojrzeć możemy ogień, a z przedniej części kabiny pasażerskiej wydostaje się niewielka ilość dymu. Spawacz jeszcze przez długi czas nie ma pojęcia o tym, co dzieje tuż nad jego głową. Co więcej, niczego podejrzanego nie zauważyli również inni pracownicy warsztatu.

Dopiero po ok. minucie jedna ze znajdujących się tam osób zauważa niebezpieczeństwo i powiadamia o tym resztę. W tym momencie ogień zajmuje już niemal całe wnętrze pojazdu. Pracownicy opuszczają wtedy samochód na ziemię i zaczynają gaszenie pojazdu. 

Jak donosi Auto Świat, do pożaru doszło najprawdopodobniej z powodu zaniedbań spawacza. Przed rozpoczęciem pracy powinien on dokładnie zabezpieczyć materiały łatwopalne znajdujące się w pobliżu rozgrzanej spawaniem blachy. Najpewniej tego nie zrobił, a gorący metal spowodował zapłon w kabinie samochodu.

Sytuacja - choć może wydawać się kuriozalna - była przede wszystkim bardzo niebezpieczna. Pracujący spawacz znajdował się bezpośrednio pod płonącym pojazdem, a gdyby doszło do wycieku paliwa, cała historia mogłaby zakończyć się znacznie gorzej. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.