Rewolucja na drogach od 1 czerwca. Czy to zmiana na lepsze? Komentarz obu stron

Już od czerwca zaczną obowiązywać nowe przepisy w ruchu drogowym. Oznacza to duże zmiany zarówno dla kierowców, jak i pieszych. Jednak czy są to zmiany na lepsze? Zapytaliśmy o to zarówno ekspertów od bezpieczeństwa, jak i samych zainteresowanych.

Nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym została podpisana przez Prezydenta. Oznacza to, że już od 1 czerwca zacznie obowiązywać większa ochrona pieszego. Zgodnie z nową wykładnią obowiązkiem kierowcy będzie ustąpienie pierwszeństwa nie tylko osobom będącym już na przejściu, ale też tym na nie wchodzącym.

- Już w 2015 roku Instytut Transportu Samochodowego wraz z pozostałymi specjalistami ds. BRD przedstawił propozycję zmiany zapisów w przedmiotowej ustawie właśnie w zakresie ochrony pieszych i przysługujących im praw oraz wynikających z tego faktu obowiązków (zarówno po stronie kierujących, jak i pieszych) – komentuje dla moto.pl Maria Dąbrowska-Loranc, kierownik Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego z Instytutu transportu Samochodowego.

Przejście dla pieszych, wyższa szkoła jazdyPierwszeństwo dla pieszych na przejściu. Czy naprawdę grozi nam armagedon?

Poglądy o tej zmianie są podzielone. Piesi z którymi miałem okazję porozmawiać na ten temat, cieszą się ze zmiany i mówią, że „niektórzy kierowcy może w końcu zauważą pieszych” albo „w końcu poczuje się trochę bezpieczniej”. Kierowcy natomiast widzą w tym niebezpieczeństwo. - Jak mam zatrzymać się praktycznie w miejscu, jak ktoś wejdzie mi przed maskę? - pyta jeden ze zmotoryzowanych. Inny zauważa, że „już teraz jest niebezpiecznie przy przejściach, a będzie jeszcze gorzej”.

Bez wątpienia przepis ten wzbudza wiele emocji. Piesi nie zawsze patrzą na to co się dzieje na drodze (często wpatrując się w telefony) i nie zdają sobie sprawy, że zbyt mały dystans auta do przejścia może skończyć się tragicznie. Dlatego mimo przepisów powinno zachować się roztropność i uwagę. Bezpieczeństwo na pasach ma poprawić też zapis o zakazie użytkowania telefonów komórkowych podczas przechodzenia przez przejście. Tutaj głos jest jeden „dobra zmiana”.

- Wprowadzenie przepisów to oczywiście początek. Aby były stosowane muszą zostać wsparte działaniami edukacyjnymi oraz kontrolnymi. Edukacja ma na celu poinformowanie wszystkich o wchodzących zmianach oraz przekonanie kierowców do ich stosowania. Działania kontrolne, policyjne to oczywiście pokazanie, że wszelkie nieprawidłowe zachowania są dostrzegane i należy je zweryfikować zgodnie ze zmianami prawnymi” – dodaje Maria Dąbrowska-Loranc.

Zobacz wideo Lublin. Kia wjechała w karetkę pędzącą na sygnale

50 km/h za dnia i w nocy

Kolejną nowością jaką wprowadza nowelizacja, to zrównanie maksymalnej prędkości jazdy w mieście za dnia i w nocy. Do tej pory obowiązywała zasada (jedynie w Polsce), że od 5 do 23 można było poruszać się z prędkością do 50 km/h, a od 23 do 5 rano – 60 km/h, chyba że znaki mówiły inaczej. Teraz ta prędkość została zrównana do 50 km/h.

– Postulowaliśmy także, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem Europejskiej Rady ds. Bezpieczeństwa Transportu (ETSC), ograniczenie prędkości maksymalnej do 50 km/h w terenie zabudowanym przez całą dobę, m.in. dlatego, że jest to przepis archaiczny (funkcjonujący tylko w Polsce) a ponadto kłopotliwy do egzekwowania przez organy kontrolujące prędkość, w tym Policję czy Centrum Automatycznego Nadzoru Nad Ruch Drogowym – mówi Dąbrowska-Loranc.

Kierowcy w tym temacie nie mają wiele do powiedzenia. Podczas zbierania opinii nie zabrakło tych, którzy jasno mówili, że przepisy dotyczące limitów prędkości w mieście są umowne, bo i tak wszyscy jeżdżą szybciej. Inni z kolei po prostu przejęli to do wiadomości.

Wypadek na A2Rząd zmienia przepisy. Zabrakło najbardziej kontrowersyjnego, ale jest o jeździe na zderzaku

Zachowaj dystans!

Trzecią zmianą i zarazem najtrudniejszą do egzekowania jest wprowadzenie obowiązku zachowania bezpiecznej odległości między pojazdami na autostradach i drogach ekspresowych. Zgodnie z wykładnią dystans do poprzedzającego auta ma być minimum połową prędkości. Innymi słowy jadąc 140 km/h, powinno się jechać 70 metrów za poprzedzającym autem. Dla 120 km/h jest to 60 metrów.

W tym przypadku kierowcy mają pytania. Wśród tych które usłyszałem, można wymienić te najpopularniejsze: „jak mam wiedzieć, czy jadę z wystarczającą odległością?” czy „jak Policja będzie egzekwować ten przepis?”. Jest to bez wątpienia ważne, aby jeszcze przed wejściem w życie tych przepisów jasno wyjaśnić, jak mają zachowywać się kierowcy. W końcu nie każdy ma miarkę w oku, aby móc określić, czy jedzie z odpowiednim dystansem.

Reguła trzech sekundRząd w końcu wziął się za jazdę na zderzaku. Polacy będą karani za swój sport narodowy

W tym miejscu warto jedynie dodać, że przydrożne słupki (te biało czerwone) określające dany kilometr drogi, są dobrym wyznacznikiem. Rozmieszcza się je co 100 metrów. Tym samym łatwo sobie wyobrazić jaki dystans powinno się zachować. Jest to oczywiście jedna z metod. Pomocny w tym może być również aktywny tempomat, który daje możliwość utrzymania zadanej odległości od poprzedzającego pojazdu. Jednak jego działanie nie zawsze będzie skuteczne.

Nowe przepisy stanowią wyzwanie dla pieszych, kierowców, jak też dla policji. Pierwsze miesiące od ich wprowadzenia będą kluczowe, aby przyzwyczaić wszystkie grupy do ich przestrzegania i odpowiedniego egzekwowania prawa. „Czy nowe przepisy będą respektowane, będzie można stwierdzić w perspektywie roku od momentu ich wejścia w życie. To czas, po którym można dokonać pogłębionych analiz tego zagadnienia” – wyjaśnia Dąbrowska-Loranc. Dlatego od czerwca wszyscy wracamy do nauki. Nauki dyscypliny i oceniania odległości. Może dzięki temu będzie choć trochę bezpieczniej.