Byli sprytni i parkowali na niemieckich tablicach-widmo. Kontrolerzy okazali się sprytniejsi

Kierowca renault miał znakomity pomysł. Zamontował sobie niemieckie tablice, żeby nie płacić za parkowanie. Kontrolerzy jednak byli sprytniejsi, a całą sprawą zajmie się teraz sąd.

To ciekawa sprawa, którą nagłośnił warszawski Zarząd Dróg Miejskich. Kontrolerzy zauważyli w pobliżu Starego Miasta renault zaparkowane w strefie płatnego parkowania bez opłaconego biletu. Samochód miał niemieckie tablice, ale... na szybie naklejkę z polskim numerem. Od razu na miejsce wezwano policję, by ta ustaliła, o co dokładnie chodzi. I zrobiło się ciekawie.

Jedna tablica-widmo, trzy samochody i 23 oszustwa

Szybko ustalono, że niemiecka tablica rejestracyjna straciła ważność w sierpniu 2019 r. Mimo to w ciągu ostatnich dwóch miesięcy używały jej jeszcze dwa inne samochody. Nie tylko przyłapane na gorącym uczynku renault, ale także fiat oraz toyota. ZDM oszacował szkody na 1150 zł, ponieważ tablicy-widmo użyto w strefie płatnego parkowania aż 23 razy.

- Zasłanianie tablic rejestracyjnych to dość prostacki sposób oszustwa w SPPN, co więcej – mało skuteczny. Jeśli dziś kierowca samochodu e-kontroli zauważy auto z tablicą, której nie można odczytać lub budzi wątpliwości, wzywa na miejsce patrol pieszy. Takie kombinacje nie tylko nie pomagają w uniknięciu opłaty, a wręcz ściągają na zaparkowane auto uwagę naszych kontrolerów

- czytamy w oficjalnym komunikacie ZDM. Co dalej z oszustami?

Zobacz wideo Pijany 18-latek skosił znak, a później miał problemy z zaparkowaniem, wjechał w inne auto

Sprawą zajmie się teraz sąd. Choć prokurator nie był co do tego przekonany

Obecny na miejscu interwencji właściciel renault tłumaczył policjantom, że nie zmieniał tablic rejestracyjnych, a auto zostało zaparkowane w tym miejscu przez mechanika. ZDM zawiadomił o przestępstwie prokuraturę, ale ta początkowo nie planowała podejmować żadnych działań. Nie dopatrzono się w działaniu oszusta (oszustów?) znamion oszustwa opisanego w art. 268 kk, a dotyczącego utrudniania zapoznania się z informacją, i odmówił wszczęcia postępowania. M.in. nie umiał wskazać szkody, a także uznał, że nie da się określić „osoby wprowadzanej w błąd”.

ZDM jednak zaskarżył decyzję prokuratury, a rząd przyznał mu rację. Sprawa ruszy, a my jesteśmy bardzo ciekawi jej końca.

Słupki na chodnikuKto mieszka w Polsce, ten ze słupków się nie śmieje. Warszawski ZDM mówi o patologii