Opel Ascona 400 - rajdówka kierowcy biskupa

W kraju, gdzie marzeniem każdego statystycznego obywatela jest posiadanie Passata, stare Ople szybko pogrążają się w odmętach niepamięci. Miałem to szczęście, że większością tych legendarnych udało mi się jeździć, a kilka miałem osobiście. Wśród nich było auto związane na zawsze z kierowcą, którego technikę jazdy starałem się nieudolnie naśladować, Walterem Rohrlem.

Pierwszy raz spotkałem się z Oplem Ascona 400, który pomógł byłemu kierowcy biskupa zdobyć w 1982 r. drugie rajdowe mistrzostwo świata, w pośpiechu i jakoś tak... bez nabożeństwa. Pojeździłem trochę po wioskach wokół fabryki Opla pod Frankfurtem, a potem wybraliśmy się do ośrodka badawczo-rozwojowego w Dudenhofen.

Najpierw zaczął padać deszcz. Potem śnieg. A potem grad. Jechałem sobie autostradą na nacinanych slickach (oponach wyczynowych prawie bez bieżnika), a obok z całkowitym, stoickim spokojem siedział sobie ówczesny szef kolekcji Opel Classic.

Udało się cało dojechać do celu między innymi dlatego, że samochód bez wspomagania układu kierowniczego i z reagującym szybko jak myśl wolnossącym silnikiem daje ogromną precyzję prowadzenia. Łagodnie cieniując gazem każdy manewr, mogłem zadbać o bezpieczeństwo bezcennego muzealnego eksponatu.

Remonty silnika w muzeum są ograniczone budżetowo, więc jednostka o pojemności 2,4 litra ma teraz tylko około 200 koni, a nie ponad 270, jak za czasów Waltera. Zerwanie przyczepności tylnych kół na mokrym asfalcie wcale nie jest łatwe, za to potem samochód zachowuje się tak, że do założenia kontry wystarczy podporządkowanie się odruchom i instynktowi.

Opel Ascona 400Opel Ascona 400 fot. Stefan Lindloff

Opel Ascona 400 jest posłuszny jak dziecko, ale trzeba wiedzieć jak go traktować

Zapamiętałem przyjazny charakter mistrzowskiego Opla: maszyna w żadnym momencie nie próbowała mnie ugryźć, zrobić krzywdy. Nic dziwnego zatem, że małomówny dryblas mógł tym wozem wygrać Rajd Wybrzeża Kości Słoniowej i Rajd Monte Carlo. Na szansę wypróbowania rajdowej Ascony grupy 4 na śniegu i lodzie musiałem jednak poczekać parę lat.

Austriackie Alpy, zima. Mroczno trochę, śnieg na powierzchni zasp topnieje. Kiepsko. Pogoda żywcem wzięta z Rajdu Monte Carlo, śnieg, lód, chlapa, błoto. Aż zbyt realistycznie. U podnóża wielkiej góry Ascona wygląda skromnie.

W miękkim świetle, przefiltrowanym przez wysokogórskie zamglenie dobrze widać przetarte, umęczone i zużyte elementy wnętrza. To prawdziwa rajdowa maszyna, a nie królowa czerwonego dywanu, woskowana i pieszczona przez tabun detailerów.

Czas na mnie. Wpycham się do środka, z trudem, co przypomina mi wszystkie składane sobie samemu obietnice, że wreszcie schudnę. Siedzi się trochę śmiesznie, archaiczny fotel nie pozwala na pionowe ustawienie pleców - jestem niższy niż Rohrl, pewnie dlatego to kłopot.

Silnik brzmi jakoś tak... zwyczajnie. Głośno, ale zwyczajnie. Może to ten plebejski rodowód? Początkowo sprawa była prosta. Miało być tanio, ale skutecznie, więc silnikiem zajął się Cosworth w Wielkiej Brytanii, a nadwoziem Irmscher w Niemczech.

Cosworth nie dał rady, więc głowica jest z... diesla

Szybko się okazało, że Cosworth nie do końca radzi sobie z przeróbkami silnika, sięgnięto więc po głowicę przygotowywaną dla Formuły 3 i wał korbowy z proletariackiego Opla Rekorda Diesel. Element okazał się tak dobry, że wykorzystywano go potem do końca żywota tego silnika.

Skrzynia biegów marki Getrag wymaga mocnej ręki, przyrządy są mało ważne, chyba że informują, iż motor zaraz eksploduje. Za kierownicą tego samochodu kierowca automatycznie skupia się na jeździe. Zrobisz błąd - zginiesz. To o wiele lepsze niż kontrola trakcji.

Opel Ascona 400Opel Ascona 400 fot. Stefan Lindloff

Tylne kolcowane opony nieco zakopują się w śniegu, zwłaszcza przy odwilży przypominający deser sorbetowy, o którym zapomniał klient restauracji. Trakcji nie ma, nie ma... a jednak jest. Stara rajdówka odpycha się od nawierzchni.

Koleiny nadtopionego śniegu sprawiają, że nawet jazda na wprost to walka. Ale jaka walka! Układ kierowniczy, gdy nie napotyka na opór krnąbrnego asfaltu, stawia malutki opór, przerzucanie auta z jednego poślizgu w drugi to bajka, łatwe niczym halsowanie żaglówką klasy Optimist.

Klepnięcie hamulca by dociążyć przód na nierównościach wyczerpujących skok zawieszenia i dalej ognia. Mam tu mnóstwo miejsca na błędy, ale staram się wyobrazić sobie Waltera, poruszającego się w kabinie z precyzyjną ślamazarnością.

Jak Walter Rohrl w Monte-Carlo tylko wolniej

Oczami wyobraźni widzę jak dwukrotny mistrz świata mknie Asconą po słynnym odcinku specjalnym Monte-Carlo - Col de Turini - wisząc chwilami połową opony nad kilkusetmetrową przepaścią. Tak, rajdowa Ascona jest trochę jak kumpel, przy którym człowiek gotów jest zaryzykować więcej niż z kimkolwiek innym. "Hold my beer" i tak dalej.

Po paru okrążeniach śniegowo-lodowego toru już wiem, jak głęboką kontrę założyć, gdzie mocniej skompensować gazem podsterowność, wszystko staje się naturalne jak oddychanie. Zdaję sobie sprawę, że w porównaniu z mistrzem jadę komicznie wolno.

Ale mam opony z drogowymi "skandynawskimi" kolcami, a samochód jest bezcennym zabytkiem... lepiej poskromić fantazję i nie narobić głupot. Czuję się za kierownicą coraz swobodniej, ale jak przy każdej przyjemności również tutaj trzeba wiedzieć, kiedy przestać.

Opel Ascona 400Opel Ascona 400 fot. Stefan Lindloff

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.