Dymomierze mogą wykryć wycięty filtr DPF. Na razie są stosowane rzadko, ale to się zmieni

Na podstawie badania zadymienia spalin można m.in. ocenić, czy filtr cząstek stałych w samochodzie działa prawidłowo, czy może został wycięty. Tym prostym badaniem można w szybki sposób wyłapać auta, które w znaczący sposób zanieczyszczają środowisko.

Policja oraz GITD są wyposażone w dymomierze, jednak sięgają po nie rzadko. Jednak zapowiedzi ze strony rządzących pozwalają przypuszczać, że to się niebawem zmieni. Otóż zgodnie z przeciekami medialnymi, policja ma skutecznie wyłapywać z ruchu drogowego samochody z wyciętymi filtrami DPF.

Tego typu działania byłby korzystne dla środowiska i człowieka. W końcu cząstki sadzy są niebezpieczne dla życia ludzkiego. To one mogą być przyczyną chorób płuc, czy nawet zatorów (mowa o cząstkach stałych o wielkości do 1 mikrometra).

Zobacz wideo Osoby wycinające filtry DPF w swoich samochodach, często nie myślą, że w ten sposób trują przede wszystkim siebie i swoich bliskich

Nadmierne zadymienie to problem głównie starszych pojazdów

Problem nadmiernego zadymienia występuje przede wszystkim w przypadku starszych pojazdów, które mają znaczny przebieg i często wycięty filtr cząstek stałych.

Badania jasno wykazują skuteczność takich filtrów. Pomiar porównawczy zanieczyszczeń tego samego pojazdu segmentu E, napędzanego przez silnik wysokoprężny i wyposażonego w filtr cząstek stałych i wersji z tym samym silnikiem ale bez filtra pokazał wręcz szokujące różnice.

Dla pierwszego, wynik pomiaru liczby cząstek stałych, wyniósł 662 cząstki/cm3. Z kolei dla auta bez filtra, było to ponad 4 mln cząstek/cm3.

Na czym polega badanie dymomierzem?

W walce o lepsze „jutro” mogą pomóc dymomierze. Są to urządzenia służące do pomiaru ilości sadzy. Ich działanie polega na zassaniu pompą określonej porcji spalin z układu wylotowego (a dokładniej jego samego końca) oraz poddaniu analizie.

Dymomierz jest wykorzystywany do pomiaru zadymienia spalin pojazdów wyposażonych w silniki o zapłonie samoczynnym. Pomiar obywa się za pomocą metody swobodnego przyspieszania i polega na rozpędzaniu silnika od prędkości obrotowej biegu jałowego do maksymalnej prędkości ograniczonej przez regulator.

– komentuje dr inż. Wojciech Jarosiński z Instytutu Transportu Samochodowego.

Siły bezwładności panujące podczas „rozkręcania” silnika spalinowego, wpływają na znaczące zwiększenie generowanej sadzy. Uzyskany wynik daje pogląd na stan pojazdu.

Nie jest jednak powiedziane, że uzyskane wyniki przy wykorzystaniu dymomierza, jasno określają, że usunięty został filtr cząstek stałych. Wszystko zależy z jakim autem mamy do czynienia pod względem norm emisji spalin.

Dymomierz wykryje usunięcie DPF w przypadku norm Euro 5 i Euro 6 ale dla starszych konstrukcji trzeba zakładać, że doszło do uszkodzenia któregoś z elementów stanowiących wyposażenie jednostki napędowej.

Zazwyczaj silniki rozpędzają się w czasie poniżej 1 sekundy. Podczas rozpędzania silnik obciążony jest siłami bezwładności i wtedy dymi. Obecnie sformułowane kryteria oceny są niezwykle łagodne. Dymomierz to urządzenie, które pozwala określić i potencjalnie skierować do naprawy pojazdy o wyjątkowo wysokiej emisji zadymienia. Obecnie nie jest narzędziem, które pozwoli wyeliminować pojazdy z usuniętym filtrem cząstek stałych. Instytutu Transportu Samochodowego zaproponował zmiany, gdzie rola dymomierza jest większa, ponieważ po ich przyjęciu pozwalałby on wykrywać w znakomitej większości przypadki usunięcia filtra cząstek stałych z pojazdów o poziomie emisji Euro 5 i Euro 6.

– dodaje Jarosiński.

Wykorzystanie dymomierza, jako urządzenia sprawdzającego, jak na razie nie jest znaczące. Jednak można zakładać, że na przestrzeni najbliższego czasu to się zmieni. Ale wraz z testem warto byłoby rozważyć określenie nowych procedur, które byłyby łagodniejsze dla silnika.

W oparciu o obecne przepisy, za pomocą dymomierza można wyeliminować z ruchu pojazdy o wyjątkowo wysokim zadymieniu. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na dość „nieprzyjazną” dla silnika procedurę badania, która powoduje, że diagności boją się ją stosować.

– podsumowuje Jarosiński.

Kto ma badać stan pojazdów?

Zapytaliśmy Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) o liczbę wykonanych kontroli przy wykorzystaniu tego typu urządzeń. W odpowiedzi dowiedzieliśmy się, że w 2019 roku było 2999 kontroli z czego 273 stanowiły próby z wynikiem negatywnym. W tym roku, a dokładniej po jego 8 miesiącach, liczba testów osiągnęła już 1645. Jak na razie wyników negatywnych było jedynie 72.

W dodatkowym pytaniu do GITD, odnośnie zasadności stosowania tego typu urządzeń, dowiedzieliśmy się, że „Przepis art. 129 ust. 2 pkt 9 ustawy prawo o ruchu drogowym uprawnia inspektorów Inspekcji Transportu Drogowego do używania przyrządów kontrolno-pomiarowych, a w szczególności do badania pojazdu, określania jego masy, nacisku osi lub prędkości, stwierdzania naruszenia wymagań ochrony środowiska oraz do stwierdzania stanu trzeźwości kierującego. Analiza zadymienia służy do oceny czy pojazd spełnia normy i nie zanieczyszcza w stopniu nadmiernym powietrza. Tym bardziej, że zanieczyszczone powietrze ma wpływ na możliwość rozwoju chorób m.in. układu oddechowego, układu sercowo-naczyniowego czy chorób nowotworowych”.

Tym samym można jasno stwierdzić, że tego typu badania należy wykonywać. Co więcej powinny być realizowane na stacjach SKP, jak też przez w większym stopniu przez służby kontrolujące. Dzięki temu niektóre auta, mające największe problemy z zadymieniem, zostałyby usunięte z dróg.