Jeep Wrangler w podwójnej roli filmowej. Zapowiada wersję hybrydową oraz model V8

Jeep się zdenerwował zamieszaniem, które wywołał nowy konkurent - Ford Bronco. Przypomina o swoim istnieniu i przewagach, które zapewnia nieprzerwana obecność na rynku od wielu lat. W tym celu przedstawił dwie filmowe etiudy z Wranglerem w roli głównej i ciekawym bohaterem drugiego planu.

Jeep Wrangler ma dopracowaną podstawową ofertę. Można wybierać różnej jednostki napędowe (turbodiesle oraz benzynowe), a także kilka wersji nadwozia (2 i 4-drzwiowa oraz pikap Gladiator). Wkrótce gamę kultowego modelu uzupełnią dwie nowe odmiany. Obie brzmią bardzo kusząco. Jedna z nich jest bezgłośna, druga wyjątkowo hałaśliwa.

Wkrótce ujrzymy produkcyjną wersję Jeepa Wranglera 4xe

O pierwszej Jeep informuje od dawna. Wrangler z hybrydowym napędem typu plug-in coraz bardziej zbliża się do rynkowej premiery. Taki model będzie oznaczony symbolem 4xe. Poza możliwością ładowania zewnętrznym źródłem prądu, nie wiadomo jak zostanie skonstruowany jego napęd.

Najprawdopodobniej Jeep wykorzysta benzynową jednostkę V6 Pentastar o poj. 3,6 l połączoną z silnikiem elektrycznym napędzającym tylną oś. Źródłem energii elektrycznej może być akumulator litowo-jonowy, umieszczony w podwoziu pomiędzy osiami. Takie są domysły ponieważ podobna architektura napędowa została z powodzeniem zastosowana w mniejszym modelu Renegade 4xe.

Jeep podkreśla zalety takiego napędu, pokazując film, na którym Wrangler 4xe bezgłośnie pokonuje bezdroża, nie zakłócając spokoju lokalnego ekosystemu. Swobodnie pasące się konie nawet nie zauważają jego przejazdu. To wyraźne nawiązanie do ekologicznego charakteru takiego samochodu oraz prztyczek w nos nowego konkurenta, którego symbolem jest właśnie mustang. Niestety Jeep wciąż nie podał dokładnego terminu rynkowej premiery hybrydowego modelu.

 

Za to już za kilka dni, 20 lipca 2020 roku amerykańska firma zaprezentuje oficjalnie dwa mniejsze modele wyposażone w hybrydowy napęd z możliwością ładowania zewnętrznym źródłem prądu. Chodzi o Jeepa Renegade oraz Compass w wersjach 4xe.

Jeep Wrangler Rubicon 392 to samochód studyjny, ale może trafić do sprzedaży

Druga nowość jest bardziej zaskakująca. Jeep Wrangler wcale nie złagodniał, pokazuje pazury i ryczy. Powodem tych emocji ma być potężny silnik V8 zaprezentowany w koncepcyjnej wersji Wranglera Rubicon nazwanej 392.

Liczba oznacza pojemność skokową silnika wyrażoną w calach sześciennych. W systemie metrycznym to oznacza 6,4 l. Silnik HEMI znany z modelu Grand Cherokee SRT tutaj osiąga moc 450 KM i pozwala rozpędzić terenowego Wranglera do 100 km/h w około pięć sekund.

Poza mocną jednostką napędową koncepcyjny Wrangler Rubicon 392 został zmodyfikowany pod kątem efektywniejszej jazdy po bezdrożach. Ma 17-calowe koła z oponami o średnicy aż 37 cali i mechanizmy napędowe Dana 44. Dzięki zwiększonemu prześwitowi może pochwalić się znakomitymi kątami podwozia, przydatnymi w czasie jazdy w terenie.

Jeep Wrangler Rubicon 392Jeep Wrangler Rubicon 392 fot. Jeep

Kąt natarcia wynosi 51,6 stopnia, zejścia 40,1 stopnia, a rampowy - 29,5 stopnia. Jeep Wrangler Rubicon 392 zapewnia też głębokość brodzenia wynoszącą 864 mm. O groźny wygląd dba wlot powietrza na masce, a wygodę gwarantuje elektrycznie składany miękki dach.

Nie byłoby się czym ekscytować, gdyby nie fakt, że Jeep zapowiada możliwość wprowadzenia takiego modelu do seryjnej produkcji. Również w tym przypadku producent przygotował film promocyjny, w którym znów występują mustangi. Tym razem uciekają spłoszone dzikim rykiem silnika V8.

Choć bardzo różnią się od siebie, obie wersje Jeepa Wranglera są równie interesujące. W ten sposób najsłynniejszy na świecie producent samochodów terenowych pokazuje, że nie zamierza oddawać zdobytego pola Fordowi Bronco, ani żadnemu innemu konkurentowi. A jeśli chodzi o dział marketingu Jeepa, trzeba przyznać, że wykonał kawał dobrej roboty.

 
Więcej o: