Ineos Grenadier ma być wołem roboczym, a nie symbolem statusu. I tak też wygląda

Następca kultowego Land Rovera już jest, ale ma inny charakter niż wcześniej. Na rynku powstała luka. Ma ją wypełnić nowy brytyjski samochód terenowy Ineos Grenadier, który jest narzędziem pracy, a nie symbolem statusu.

Twórcy marki uważają, że ludzie wciąż potrzebują godnych zaufania i stosunkowo prostych samochodów terenowych. Ineos może brzmieć znajomo, bo tak samo nazywa się koncern petrochemiczny. Za jednym i drugim biznesem stoi ta sama osoba - brytyjski miliarder Jim Ratcliffe.

Podstawowe założenia konstrukcyjne dotyczące samochodu były proste: ma być zbudowany na klasycznej ramie skrzynkowej, mieć zawieszenie ze sztywnymi mostami, stały mechaniczny napęd na cztery koła oraz silnik spalinowy. Ma to zapewnić dobre właściwości w terenie i trwałość konstrukcji, nawet kosztem wygody w czasie jazdy po asfalcie.

To zupełnie inne warunki niż w przypadku większości budzących się do życia startupów, które mają śmiałe plany technologiczne i niepewnie źródła finansowania. Ineos odwrotnie, bardziej ceni czyny niż słowa. Już podpisał umowę z BMW na dostarczanie do modelu Grenadier zespołów napędowych.

Do wyboru będą dwa turbodoładowane silniki: wysokoprężny oraz  benzynowy. W każdym przypadku pojemność skokowa wynosi trzy litry, a moment obrotowy będzie przekazywany przy użyciu ośmiostopniowej automatycznej przekładni ZF. Podobno porozumienie uwzględnia nawet zbliżającą się w niemieckim koncernie wymianę pokoleniową jednostek napędowych.

W konstrukcji samochodu będzie miało swój udział około 160 podwykonawców. Większość z nich to znane firmy. Elementy napędu ma dostarczać Carraro - producent podzespołów do ciągników rolniczych, a opracowaniem układu napędowego zajęła się firma Magna, ta sama, która maczała palce w konstrukcji legendarnego Mercedesa klasy G.

Ineos Grenadier ma być wołem roboczym, a nie bulwarówką

Podwozie oraz napęd zostały zaprojektowane pod kątem zapewnienia jak najlepszych parametrów do jazdy w terenie: odpowiednich kątów natarcia, zejścia, rampowego i wykrzyżowania osi, solidnego prześwitu i budzącej szacunek głębokości brodzenia.

To oczywiście dopiero plany, ale mają powstać trzy wersje Ineosa Grenadiera. W momencie premiery będzie dostępna wyłącznie pięciodrzwiowa, potem ma do niej dołączyć trzydrzwiowa zbudowana na skróconym podwoziu oraz czterodrzwiowy pikap oparty na przedłużonej ramie.

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Ineos

Projektantom wnętrza przyświeca ta sama filozofia, co w przypadku reszty samochodu. Ma być użytkowe i w miarę proste, ale nie prymitywne. Nie będzie wielu wersji wykończenia do wyboru, ale podobno da się zamówić liczne elementy praktycznego wyposażenia opcjonalnego.

W tej chwili producent rozgląda się za fabrykami. Początkowo Ineos Grenadier miał powstawać w Portugalii, a końcowy montaż odbywać się w Walii, ale gdy koncern Daimler ogłosił zamiar pozbycia się francuskiej fabryki w Hambach (są tam wytwarzane Smarty), rozpoczęli z nim rozmowy na temat przejęcia tego zakładu.

Wybór lokalizacji nie jest przypadkowy. Ma ustrzec Ineosa przed negatywnymi efektami Brexitu, co w przypadku planów globalnej sprzedaży, jest bardzo istotne.

Ineos planuje produkcję seryjną modelu Grenadier, która wyniesie maksymalnie 25 tys. egzemplarzy rocznie. Nie podaje zakresu cen, ale ostrzega, że samochód nie będzie tani. - 'Solidność i bezawaryjność musi kosztować - stwierdził dyrektor sprzedaży Ineosa, Mark Tennant w rozmowie z miesięcznikiem "Car" - ale zmieścimy się znacznie poniżej ceny podstawowych wersji Mercedesa G, które poszybowały w nieboskłon - dodał później.

Na drodze do sukcesu Ineosa stoi kilka przeszkód

Czy projekt się powiedzie? Są na to spore szanse. Przede wszystkim nie trzeba się martwić o źródło finansowania. Na usta ciśnie się wiele pytań, między innymi o zapewnienie sieci sprzedaży i serwisowej (samochód ma być w sprzedaży na różnych kontynentach) oraz spełnienie wymogów homologacji europejskiej pod względem wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa i norm zderzeniowych, ale inne są kluczowe.

Czy Ineosowi uda się zapewnić bezawaryjność konstrukcji w czasie użytkowania w wymagających warunkach? To zazwyczaj stanowi największe wyzwanie. Czy na świecie znajdzie się wystarczająco dużo ludzi, którzy zechcą zapłacić sporą kwotę za stosunkowo prymitywny samochód bez historii i tradycji?

Linie wzorowane na Defenderze mogą nie wystarczyć, a najnowsze trendy świadczą na niekorzyść przedsięwzięcia, ale Ineosowi wystarczy rynkowa nisza, aby się utrzymać. Trzeba też pamiętać, że na świecie jest w sprzedaży sporo samochodów o podobnych charakterze, tylko są dostępne raczej w krajach rozwijających się.

Wystarczy wspomnieć starsze wersje legendarnej Toyoty Land Cruiser albo poprzedni model Mercedesa klasy G (W461). Oba ciągle są wytwarzane w niezmienionej formie. Pierwszy na rynki Afryki i Bliskiego Wschodu, drugi na potrzeby wojska.

Ineos GrenadierIneos Grenadier fot. Ineos

Poza tym Ineos Grenadier ma być trochę inny. To samochód w klasycznym stylu, ale nowocześnie zaprojektowany i wyposażony. - Jego użytkowanie ma być wygodne i nie wymagać poświęceń - twierdzi Tennant. Od razu przychodzi na myśl najnowsza wersja Jeepa Wranglera, która w przeciwieństwie do Defendera nie stała się SUV-em, ale ma wszystkie nowoczesne elementy wyposażenia.

Jeśli jednak odpowiedzi na powyższe pytania będą pozytywne, już w 2021 roku możemy ujrzeć na bezdrożach pierwsze produkcyjne egzemplarze Ineosa Grenadiera. Oby tak było, świat potrzebuje różnorodności.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.