Wielu Polaków będzie chciało w najbliższych dniach i tygodniach kupić samochód. Większość z nas myśli wtedy nie o wizycie w salonie, a odwiedzeniu komisu lub popularnej strony z ogłoszeniami. Rocznie w Polsce sprzedaje się około pół miliona nowych samochodów (w 2019 r. było to 555 tysięcy), w tym samym czasie ściągamy nad Wisłę milion aut używanych. Postanowiliśmy prześwietlić najpopularniejsze modele na rynku wtórnym. Sprawdzimy, co się w nich psuje, na co zwrócić uwagę, których jednostek napędowych się wystrzegać, a na którą wersję silnikową warto postawić. Dzisiaj we wstępnym tekście postanowiliśmy sprawdzić, jakie dokładnie samochody trafiają do Polski. Przyjrzymy się więc importowi w 2019 r. Dlaczego nie danym z tego roku? Pierwsze cztery miesiące tego roku naznaczone są przez epidemię i załamanie rynku. Sytuacja dopiero zaczyna wracać do normalności.
Najważniejsze materiały o samochodach używanych na Moto.pl znajdziecie w tym miejscu: Kupujemy używane. Mamy tam nie tylko informacje o konkretnych modelach, ale także zestawienia aut w danej cenie, porady eksploatacyjne oraz dłuższe materiały o silnikach.
Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR podaje, że import samochodów używanych do Polski w 2019 r. wyniósł 1 009 184 szt., co oznacza wzrost o 0,59 proc. w porównaniu z 2018 r. Statystyczny pojazd ma 11 lat i 11 miesięcy. Samochody osobowe to 92 proc. całego importu, a nad Wisłę przyjechało sporo diesli, bo te stanowią 43,7 proc sprowadzonych samochodów. Skąd ściągamy do Polski używane samochody? Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że odpowiedź brzmi "z Niemiec". W 2019 r. było to aż 582 712 pojazdów, czyli 57,7 proc. całego importu. Kolejne miejsca również nie są niespodziankami: Francja oraz Belgia.
Do Polski ściągnięto w zeszłym roku ponad 117 tys. volkswagenów i prawie 102 tys. opli. To zdecydowanie najchętniej importowane marki. Zestawienie marek zdominowali producenci z Niemiec. W pierwszej dziesiątce znajdziemy jeszcze trzy marki z Francji oraz jedną z Japonii i USA.
Wielka trójka polskiego importu samochodów używanych od wielu lat pozostaje taka sama. Zdecydowanie największym zainteresowaniem cieszy się Audi A4, a na podium znajdziemy jeszcze Volkswagena Golfa oraz Opla Astrę. Prawie wszystkie modele w pierwszej dziesiątce to samochody niemieckie.
Poniższą infografikę możecie wyświetlić na pełnym ekranie. Wystarczy na nią najechać, kliknąć w trzy kropki pojawiające się w prawy górnym rogu i wybrać odpowiednią ikonkę. Przygotowana przez IBRM SAMAR infografika ma dwie strony, jest w pełni interaktywna i znajdziecie na niej mnóstwo ciekawych statystyk.
Konkretnymi awariami, usterkami i silnikami zajmiemy się w kolejnych materiałach. Tu chcemy przypomnieć wam jeszcze kilka przydatnych porad. Czasem wcale nie trzeba jechać ze znajomym mechanikiem na drugi koniec Polski, żeby sprawdzić, czy upatrzony samochód do czegokolwiek się nadaje. Wiele aut odrzucicie już po dokładnym przyjrzeniu się internetowemu ogłoszeniu. Poświęciliśmy temu zagadnieniu rozbudowany materiał. Tutaj przypominamy najważniejsze punkty.
Odświeżanie zużytego wnętrza za pomocą nowych wstawek tapicerskich to częsta praktyka osób zajmujących się handlem używanymi samochodami. Operacja kosztuje zaledwie kilkaset złotych, a pozwala poprawić atrakcyjność kabiny i przyciągnąć uwagę zainteresowanych oraz wprowadzić w błąd co do faktycznego przebiegu. Czego szukać na zdjęciach? Na stykach materiałów powstają często rzucające się w oczy różnice.
Pod zaślepką w przednim zderzaku kryje się gwint mocujący ucho holownicze. W samochodach, które nie doświadczyły transportu na lawecie lub holowania, ten element powinien się świetnie trzymać.Po latach się zapieka i zdjęcie zabezpieczenia bywa problematyczne. Co innego, jeśli użytkownik często z niego korzysta. Plastik się wyrabia i w większości przypadków po prostu odpada. Tym samym brak zaślepki w zderzaku może wskazywać na wysoką awaryjność danego egzemplarza lub wypadkowość i częste korzystanie z usług holownika. Warto to wyjaśnić ze sprzedawcą, ale pamiętajcie, że akurat w tym przypadku wyjaśnienie może być o wiele prostsze. Auta sprowadzane do Polski są mocowane na lawetach między innymi przy użyciu haka holowniczego wkręcanego w gwint ukryty za przednim zderzakiem.
Zdjęcia karoserii mogą zdradzić historię napraw blacharskich. Rzadko się zdarza, by różnice w wielkości szczelin czy zachodzenia na siebie poszczególnych elementów wynikały z błędów w produkcji konkretnego modelu samochodu. Wszelkie nierówne szczeliny, przesunięcia zderzaków, reflektorów lub błotników świadczą o wykonanej niskim kosztem naprawie. Usunięcie niedoskonałości w przyszłości będzie się wiązać ze sporymi kosztami (ponowne spasowanie, malowanie). W takich miejscach może także pojawiać się rdza.
Wiele można też wyczytać ze zdjęcia komory silnika. Naturalnie eksploatowany i nieprzygotowywany do sprzedaży silnik będzie zakurzony i mało estetyczny. Powód do niepokoju powinien natomiast stanowić wyczyszczony i nawoskowany motor. Sprzedawca może w ten sposób chcieć ukryć wycieki lub inne nieszczelności. Dodatkowy problem stanowi rdza. O ile niewielki nalot zdarza się już w autach kilkuletnich, o tyle znaczne nagromadzenie korozji może wskazywać na popowodziową przeszłość lub wielomiesięczny postój bez maski pod "chmurką".
Może się zdarzyć, że auto sprzedaje miłośnik tuningu, który systematycznie usprawniał swój pojazd. Taka osoba ma zazwyczaj pierwotne części w garażu lub bagażniku, a wszelkie zmiany dokumentuje rachunkami. Są jednak sytuacje, w których najprostszym i najtańszym sposobem na tuszowanie powypadkowej przeszłości jest "przeszczepianie" elementów z innych wersji wyposażeniowych. Tyczy się to zderzaków, osłony wlotu powietrza, reflektorów, nakładek na progi (mogą maskować rdzę) lub kloszy tylnych świateł. Łatwiej jest kupić cały zamiennik z rozbitego pojazdu lub pochodzenia amerykańskiego, angielskiego, niż podejmować się fachowej naprawy w warsztacie.
Zwykle nie zdarza się, by sprzedający auto wymieniali opony na nowe przed sprzedażą pojazdu. Zazwyczaj trend jest odwrotny. Niemniej fotografia koła może ilustrować niekorzystne zjawisko w postaci nierównomiernie wytartego bieżnika. To oznacza kłopoty. W większości przypadków ze zbieżnością i konieczność zainwestowania po kupnie w zawieszenie. Koszty naprawy mogą sięgać kilkuset lub nawet kilku tysięcy złotych.