Lexus ES 300h F Sport- opinie Moto.pl. Nastawiony na komfort

Piotr Kozłowski
Lexus ES nie udaje sportowca. To limuzyna nastawiona na relaksowanie kierowcy.

Lexus ES dostępny jest w jednej wersji napędowej. Pod oznaczeniem 300h kryje się hybryda znana z Toyoty Camry. Generuje 218 KM, które przekazywane są za pośrednictwem przekładni bezstopniowej na przednie koła. Spośród wszystkich limuzyn z tego segmentu ES na papierze wypada najsłabiej: ma najmniejszy rozstaw osi (2870 mm), najmniejszy bagażnik (454 l), najwolniej przyspiesza do setki (8,9 s). Ale nie oceniaj go po suchych danych. Lexus bardzo wiele zyskuje przy kontakcie na żywo.

Lexus ESLexus ES fot. Filip Trusz

Lexus ES. Cisza

Jedna wersja silnikowa może znacząco ograniczać potencjalną grupę odbiorców. Pocieszające jest jednak to, że układ hybrydowy ES-a doskonale do niego pasuje. Szczególnie, że wnętrze jest dokładnie odizolowane od tego, co dzieje się na zewnątrz. W Lexusie jest po prostu cicho. O komfort dba też zawieszenie, które doskonale radzi sobie ze wszystkimi rodzajami nierówności. ES nie próbuje udawać, że jest sportowy. On ma relaksować. I z tego zadania wywiązuje się doskonale.

Hybrydą trzeba umieć jeździć, by wykorzystać jej pełny potencjał. O ile w niektórych samochodach satysfakcję sprawia przesuwanie wskaźnika wykorzystywanego momentu obrotowego jak najwyżej (są samochody, które pozwalają podglądać takie dane), o tyle w Lexusach najwięcej radości dostarcza obserwowanie wykresu przepływu energii. ES-em jak najczęściej chcesz podróżować przy wykorzystaniu wyłącznie silnika elektrycznego. A to skłania do płynnej jazdy i delikatnego obchodzenia się z hamulcem (lekkie hamowanie na długim dystansie pozwala odzyskać więcej energii). Przy takim stylu co 100 km pokonywanych w mieście do baku trzeba będzie dolać 5 l benzyny. Jazda zwyczajna to wynik pomiędzy 6 a 7 litrów. Pamiętaj, że mówimy o prawie pięciometrowej limuzynie.

Pięta achillesowa

Projekt deski rozdzielczej Lexusa ES to oczywiście kwestia gustu. Obiektywnie można jedynie stwierdzić, że materiały użyte do jej zbudowania oraz ich spasowanie stoją na wysokim poziomie. Nie wyobrażam sobie jednak, by móc obiektywnie pochwalić system multimedialny Lexusa. Można go obsługiwać wyłącznie przy użyciu panelu dotykowego umieszczonego obok lewarka zmiany biegów - ekran nie jest dotykowy. I to jego największy problem. Poszczególne funkcje mają czasem zbyt długą ścieżkę wyboru, ale można się jej nauczyć, szczególnie jeśli z ES-em spędza się dłużej niż tydzień (a tyle zwykle trwają dziennikarskie testy). Ale nie wierzę, że da się przyzwyczaić do panelu dotykowego.

Lexus ES 2018Lexus ES 2018 fot. Lexus

By to zobrazować, wykonaj prosty eksperyment: Włącz laptopa i spróbuj narysować okrąg w Paintcie używając touchpada. A teraz zrób to samo przy użyciu myszki. Już wiesz, czym różni się obsługa systemu multimedialnego Lexusa ES od obsługi systemu np. w BMW serii 5.

Sam na sam

Zapomnijmy o systemie multimedialnym. Najwięcej radości i tak przyniesie ci podróżowanie ES-em w kompletnej ciszy. Ten samochód ma w sobie coś, co sprawia, że nie chce się z niego wysiadać - jazda to czysty relaks. I nie chodzi wyłącznie o świetne wyciszenie czy komfortowe zawieszenie. To też kwestia pozycji za kierownicą.

Dolna linia okien poprowadzona jest wysoko, dzięki czemu za kierownicą ES-a czujesz się bezpiecznie, pewnie. Kierownica ma gruby i mięsisty wieniec, który pewnie leży w dłoniach. Tunel środkowy odizolowuje cię od reszty kabiny. I choć w drugim rzędzie siedzeń jest naprawdę dużo miejsca, to czuć, że wnętrze projektowano z myślą o kierowcy - to on jest tu na pierwszym planie. ES pozwala odciąć się od czynników zewnętrznych. To samochód dla tych, którzy nie chcą nikomu nic udowadniać, którzy samochód kupują przede wszystkim dla siebie, a nie, by konkurować z innymi kierowcami.

Jeśli zastanawiasz się między Mercedesem klasy E, BMW serii 5, Audi A6 i Volvo S90, nie możesz zapomnieć o Lexusie ES.

Więcej o: