Samochód nie chce zapalić po mroźnej nocy? Podpowiadamy, jak ruszyć i nie zepsuć auta

Zimą kierowcy borykają się z utrudnionym uruchomieniem silnika. Dotyczy to nie tylko leciwych, zaniedbanych samochodów. Podobne trudności mogą przytrafić się również stosunkowo młodym pojazdom. Jak sobie radzić w podbramkowej sytuacji?

Wszystkiemu winne są utrzymujące się niskie temperatury, wystawiające na ciężką próbę szereg instalacji odpowiedzialnych za skuteczny start. Pamiętajmy jednak, że powszechnie stosowane sposoby na awaryjny rozruch jednostki napędowej mogą przyczynić się do wystąpienia poważnych usterek.

Rozładowany akumulator

Bardzo częstą przyczyną trudności w uruchomieniu auta po całonocnym postoju na parkingu jest rozładowany akumulator. Niestety, większość kierowców nie sprawdza przed sezonem jego kondycji i wydajności. W efekcie kilkuletnia, zużyta bateria nie jest w stanie zmagazynować wystarczającej energii do ponownego rozruchu silnika.

W tym przypadku z powodzeniem możemy skorzystać z uprzejmości sąsiada, innego kierowcy lub taksówkarza (korporacje świadczą usługi „pożyczania” prądu za około 20-40 zł) i poprosić o pożyczenie prądu. Pamiętajmy, że jakość przewodów jest kluczem do efektywnego przekazywania energii. Poza odpowiednią długością, przewody muszą mieć miedziany rdzeń o grubości minimum 4 mm. Stosowanie tanich, cieńszych kabli może doprowadzić do ich przegrzania, a sam proces transferu prądu wydłuża się nawet do kilkunastu minut.

W pierwszej kolejności podłączamy plus do akumulatora dawcy, później minus. Taka kolejność minimalizuje ryzyko wybuchu gazów w baterii, choć zdarza się to niezmiernie rzadko. Podczas takiej operacji mocno obciążony jest alternator auta dawcy prądu, szczególnie podczas uruchamiania jednostki wysokoprężnej – wysoki pobór prądu zmusza podzespoły do wytężonej pracy. Niektórzy zalecają, by czynność przeprowadzać podczas wyłączonej jednostki napędowej dawcy.

PIOTR DESKA AGENCJA GAZETA

Problemy z układem wtryskowym

Kolejną przyczyną problemów z rozruchem silnika może być niepoprawna praca układu wtryskowego – dawkowana mieszanka ma złe proporcje, utrudniające zapłon. W przypadku nowoczesnych jednostek napędowych rozwiązanie problemu warto pozostawić fachowcowi.

W starszych konstrukcjach możemy pokusić się o próbę awaryjnego uruchomienia z pomocą dostępnych w sklepach i stacjach paliw samostartów. Preparat w spreju aplikujemy bezpośrednio do rury układu dolotowego, za filtrem powietrza i przepływomierzem. Uprzednio należy zdemontować puszkę filtra powietrza lub opaskę zaciskową rury układu dolotowego. Łatwopalny specyfik ułatwi jednostce start. Niestety, pojawia się również wysokie ryzyko zapłonu substancji chemicznej w układzie dolotowym, co może doprowadzić do uszkodzenia przewodów, jak również przepływomierza. Naprawa w takim przypadku wyniesie przynajmniej kilkaset zł.

Zamarzające paliwo

Kierowcy użytkujący auta zasilane etyliną lub gazem LPG, w czasie zimowych, mroźnych miesięcy rzadko miewają trudności z porannym rozruchem z przyczyn leżących po stronie paliwa. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z perspektywy właścicieli pojazdów z silnikami Diesla.

Problem pojawia się w szczególności, jeśli w baku pozostaje jeszcze letnia mieszanka oleju napędowego. Wówczas, po kilkugodzinnym postoju na mrozie z oleju napędowego może wytrącić się parafina. W efekcie zatkany zostać może filtr paliwa i przewody paliwowe doprowadzające je ze zbiornika do układu wtryskowego. Jedynym rozwiązaniem jest wstawienie samochodu do ogrzewanego garażu, zatory w przewodach ustąpią samoistnie. Dopiero wtedy użytkownik może dolać do paliwa depresator, obniżający tempo powstawania kryształków. Usilne próby uruchomienia jednostki doprowadzić mogą do uszkodzenia rozrusznika i pompy paliwa. Koszty usunięcia usterki tych podzespołów przekroczą 400-600 zł. Nie warto ryzykować.

By uniknąć podobnego zdarzenia w przyszłości, warto stosować specjalne dodatki zimowe do paliwa. Przed nadejściem niskich temperatur zalecamy profilaktyczne tankowanie oleju napędowego przystosowanego do funkcjonowania podczas silnych mrozów. Wiele sieciowych stacji ma go w swojej ofercie.

Co warto wozić w samochodzie zimą? Te rzeczy mogą być niezbędne

Odpalanie na holu? Nie w każdym przypadku

Metodą awaryjnego uruchamiania silnika, stosowaną bardzo chętnie przez starszych kierowców jest holowanie bądź pchanie auta. W przypadku nowoczesnych samochodów wyposażonych w kosztowny i skomplikowany osprzęt silnika, lepiej unikać każdej z wymienionych. Koszty ewentualnych uszkodzeń mogą sięgać kilkunastu tysięcy zł.

Starannie przeprowadzone odpalanie na holu dla starszego pojazdu przebiegnie bezproblemowo. Musimy jednak pamiętać o kilku podstawowych kwestiach. Prędkość powinna oscylować wokół 25-30 km/h. Kierowca holowanego pojazdu wybiera trzeci bieg i delikatnie puszcza pedał sprzęgła. Jeśli w przeciągu kilkunastu sekund silnik nie podejmie samodzielnej pracy, należy przerwać próbę i ponowić ją po kilku minutach. Gwałtowne odpuszczanie sprzęgła może skończyć się przeskoczeniem rozrządu, doprowadzającego do zderzenia tłoków z zaworami. Remont starszej jednostki może przewyższyć wartość całego pojazdu.

Do awaryjnego uruchamiania podchodź z głową

Awaryjne uruchamianie jednostki napędowej w każdej sytuacji wiążę się z ryzykiem wystąpienia usterek samego silnika, układu elektrycznego lub przeniesienia siły napędowej. Szczególnie ostrożni powinni być użytkownicy nowoczesnych samochodów, wyposażonych w zaawansowany osprzęt i rozbudowaną elektronikę. Mechanicy zgodnie sugerują regularne kontrole kondycji kluczowych podzespołów, zwłaszcza przed nadejściem skrajnych warunków pogodowych