Planujesz sforsować drogowe rozlewisko? Skutki mogą być opłakane

Koniec lata i początek jesieni przywitał nas mocnymi ulewami. Część Elbląga znalazła się pod wodą, a w Warszawie ze względu na duże podtopienie zamknięto zjazd na Okęcie z trasy S79. Mimo tego, wielu kierowców i tak decyduje się forsować rozlewiska. Skutki mogą być opłakane.

Powód lokalnych podtopień jest prozaiczny. Większość systemów kanalizacji w polskich miastach była budowana w latach powojennych. Aby przyspieszyć prace, decydowano się na oszczędności. W związku z tym, każdy odpływ ma ograniczone możliwości, a w razie ulewnego deszczu, zbiorniki retencyjne i układy odprowadzania sobie zwyczajnie nie radzą. Miasto narzuca na wykonawców dróg ograniczenia, które mają zapewnić równowagę w systemie na danym obszarze. Niestety efekty są różne, bo w razie wystąpienia zbyt obfitych opadów, także na nowych odcinkach dróg można się natknąć na spore rozlewiska.

Czasem crossover to za mało

Wielu kierowców, zwłaszcza tych, którzy kupili sobie modnego SUV-a lub Crossovera w przypadku napotkania ogromnej kałuży, bez obaw decyduje się ją sforsować.

Wychodzą z założenia, że skoro mają auto z podwyższonym prześwitem to nic złego nie może się wydarzyć. To bardzo mylne wrażenie, m.in. z uwagi na fakt, że tak popularne modele crossoverów, jak Renault Captur, Peugeot 2008, czy Mazda CX-3, są tylko kilka centymetrów wyżej zawieszone od Opla Astry, czy Volkswagena Golfa.

W efekcie, decydując się na sforsowanie drogowego rozlewiska, ryzykują, że woda może dostać się do silnika lub zasiać spustoszenie w układzie elektronicznym. Finansowe konsekwencje mocno nadszarpną domowy budżet.

Każdy przypadek jest indywidualny

Nie można uogólniać skutków zalania samochodu. Starsze samochody lepiej sobie radzą z wodnymi przeszkodami z uwagi na prostszą budowę. Nowym, naszpikowanym elektroniką modelom wystarczy kilka minut w wodzie po kolana, by doszło do tragedii. W takiej sytuacji, szanse na uratowanie dobytku są minimalne. Woda w tym czasie spenetruje wszelkie zakamarki. Dostanie się do wnętrza, zniszczy elektroniczne układy i spowoduje w niektórych przypadkach, że reanimacja przewyższy wartość pojazdu. Nie wystarczy rozebranie na części pierwsze i osuszenie każdego elementu. Dobry elektronik może sobie nie poradzić z ponownym uruchomieniem samochodu.

W lepszej sytuacji będą kierowcy, którzy jedynie częściowo zalali wnętrze auta, tak, że woda nie unieruchomiła pojazdu. W takim przypadku należy zająć się osuszeniem wnętrza, po uprzednim demontażu foteli, elementów tapicerki i dywaników. Wraz z wodą, do kabiny przedostaje się piasek lub muł rzeczny. Najlepiej wówczas dostać się do metalowego poszycia i dokładnie oczyścić. Zalegające błoto doprowadzi do szybko postępującej korozji i w konsekwencji, po dwóch trzech latach do kosztownej interwencji blacharskiej. Do tego dojdzie ujawniający się po czasie zapach stęchlizny, którego bardzo trudno się pozbyć.

Jak postępować, gdy rozlewisko okaże się zbyt głębokie

 Jeżeli po wjechaniu w rozlewisko, okaże się, że jest głębsze niż myśleliśmy, należy czym prędzej wyłączyć silnik i poczekać na holownik. Lepiej osuszyć wnętrze lub wymienić tapicerkę, niż remontować jednostkę napędową. A wystarczy, by ta zassała ciecz. Najprawdopodobniej dojdzie wówczas do nieodwracalnego w skutkach uszkodzenia. Koszty naprawy mogą sięgnąć od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Do tego często należy doliczyć koszt naprawy zniszczonej instalacji elektrycznej. Co więcej, po naprawie, nie można mieć pewności, że po kilku miesiącach lub latach nie pojawią się problemy z prawidłowym funkcjonowaniem jednostki napędowej.

Kiedy przed powstałymi szkodami uchroni ubezpieczenie?

Za powstałe szkody powstałe w wyniku nieodpowiedniego przygotowania nawierzchni odpowiada zarządca drogi lub parkingu (jeżeli sytuacja miała miejsce na parkingu). O ile ten był strzeżony, ubezpieczyciel nie powinien robić problemów z wypłatą środków. Gorzej, jeśli teren należy do miasta lub prywatnej osoby. Należy wtedy udowodnić, że właściciel nie zadbał o odpowiednie zabezpieczenie odpływu wody deszczowej. W praktyce jest to bardzo trudne.

Najszybciej można otrzymać odszkodowanie z polisy AC. Należy jednak pamiętać, by nie próbować uruchamiać silnika w przypadku, gdy samochód stoi zalany wodą po drzwi. W takiej sytuacji ubezpieczyciel „umyje ręce.”

Więcej o:
Komentarze (19)
Skutki zalania samochodu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: szej

    Oceniono 3 razy -1

    Heh, moje Audi Quatro niczego się nie boi. Po wodzie, śniegu, lodzie idzie jak rakieta. Co prawda rocznik 2004, ale stan igła. Kupiłem fartem w komisie, miało 150 tys przebiegu i piękny lakier.

  • zawsze_edek

    0

    zalanie silnika woda nie musi spowodowac nieodwracalnych szkod. zobaczcie sobie filmiki z off-roadu. auto zassalo wode, silnik sie zatrzymal, odkrecamy swiece, krecimy rozrusznikiem i elegancko woda wylatuje przez otwory swiec. tak wiec bez paniki...

  • Gość: kiero

    0

    kiedys przeciagnalem uno przez wieksze rozlewisko. siadly mi chyba 2 gary I jechalem w zwolnionym tempie. jak woda troche z silnika wyparowala to zalaczyl sie trzeci I wreszcie 4 cylinder. ale elektronika mi nie padla... haha...

  • Gość: Pro-Graphik

    Oceniono 5 razy 1

    (głosem wydobywającym się z telewizora ustawionego na pierwszy program około godziny 19:30) "Na szczęście rosnąca moda na suv'y oznacza, że w istocie problem ten spotyka coraz mniejszą grupę kierowców..."

  • Gość: jacek

    Oceniono 5 razy 1

    Zabrakło najważniejszego: żeby uratować zalaną elektronikę, należy jak najszybciej rozłączyć akumulator i nie włączać go do czasu dokładnego osuszenia, Co do zalania silnika, to polega ono na obfitym zassaniu przez dolot powietrza wody, która w przeciwieństwie do powietrza, niechętnie zmniejsza objętość pod ciśnieniem. Wynikiem są w najlepszym razie powyginane korbowody. Zwykle silnik samochodu osobowego nie napije się wody przy powolnym przejeżdżaniu nawet przez 30 cm wody, ale wystarczy fala zrobiona przez jakąś ciężarówkę, żeby zabić nasz silnik. W takim wypadku należy wyłączyć silnik, zanim fala do nas dojdzie. Następnie patrz: rozłączenie akumulatora

  • fakej

    Oceniono 4 razy 2

    Jak ktoś jest miękka faja i boi się dziur w kałużach to objeżdża bokiem. Prawdziwy mężczyzna nie zmienia swojego kierunku trasy z powodu kałuży (no chyba, żeby takową przejechać, to ok)

  • remo29

    Oceniono 11 razy 3

    Najbardziej mnie przeraża, jak widzę pacjentów, którzy wjeżdżają w wielkie kałuże na pełnej petardzie. Zawsze się wtedy zastanawiam, o czym taki delikwent myśl.

  • Black Swan

    Oceniono 10 razy 8

    no co wy opowiadacie? Przecież terenówki w roadzaju Kaptura czy Pełgota kupuje się po to by Afrykę zdobywać a wy mówicie, że byle kałuży to to nie pokona? Producenci takich aut puszczą was za to w skarpetkach bo przecież wy tu sugerujecie, że oni oszukali swoich klientów...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX