Nie ma róży bez kolców. Lista grzechów naszej Skody Kodiaq

Na tę część testu długodystansowego z pewnością czekało wielu z Was. Po kilku materiałach, w których Skoda Kodiaq zbierała od nas same pochwały, teraz postanowiliśmy skupić się na jej wadach. Dużo ich nie ma, ale jest parę rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę.

Zawsze pod testami Skody i Volkswagena dostajemy od Was porządną dawkę negatywnych komentarzy.  Oskarżenia o tekst sponsorowany, przelewy z Wolfsburga czy bycie klakierem niemieckiego koncernu to jedne z tych delikatniejszych… Nie inaczej jest pod poszczególnymi częściami naszego długodystansowego testu Skody Kodiaq. Ba, w tym przypadku natężenie Waszych negatywnych opinii jest większe niż zwykle. Co w sumie nas nie dziwi, bo Kodiaqowi poświęciliśmy już kilka materiałów i w każdym tylko go chwaliliśmy.

Cztery grzechy główne naszej Skody

A Skodę Kodiaq chwalimy z jednego prostego powodu – to po prostu jeden z najlepszych SUV-ów w swojej klasie. Jednak nie ma róży bez kolców. Oto lista grzechów naszego Kodiaqa:

1.Słaba widoczność do tyłu

Widoczność do tyłu w Kodiaqu nie jest najlepsza i czasem trudno wyczuć, czy możemy jeszcze trochę cofnąć, a 4,7-metrowa Skoda to jednak dość duże auto. Zwłaszcza, że czujnikom parkowania nie można do końca ufać, bo te, jak to bywa w koncernie VAG, są nadaktywne i krzyczą wniebogłosy na widok wyższej trawy. Potrafią też krzyczeć bez powodu. Kamera cofania to pozycja obowiązkowa na liście opcji.

Skoda Kodiaq 2.0 TSISkoda Kodiaq 2.0 TSI fot. Skoda

2. Dwulitrowy benzynowy silnik ma spory apetyt na paliwo w trasie

To zauważyliście również Wy w komentarzach pod tekstem Błażeja o tym, jak SUV sprawuje się w trasie. Skoda podaje, że Kodiaq ze 180-konnym 2.0 TSI, napędem 4x4 i skrzynią DSG zużywa 9,1 l/100 km w mieście, 6,4 l/100 km – w trasie, a średnio – 7,4 l/100 km.

Podczas naszego testu 2.0 TSI znakomicie sprawował się w mieście. Deklarowane spalanie przekraczał o ok. litr, a średnie podczas miejskiej jazdy na poziomie 10,0 w takim aucie trzeba uznać za bardzo dobry wynik. Problemy pojawiają się, kiedy weźmiemy Kodiaqa na autostradę. Przy jeździe zgodnej z ograniczeniami lub trochę szybszej trzeba się liczyć ze spalaniem podchodzącym pod 10,5 l/100 km. Dlatego, naszym zdaniem, do czeskiego SUV-a lepiej pasuje jednostka TDI. A na pewno trzeba rozważyć diesla, jeżeli będziecie zabierać go często w trasę. Za to TSI bardzo dobrze czuje się w mieście.

Skoda Kodiaq 2.0 TSISkoda Kodiaq 2.0 TSI fot. Skoda

3. Skrzynia DSG bywa zbyt ospała

Skrzynię DSG zawsze chwalimy za nienaganną kulturę pracy i uniwersalność. Automat VW świetnie odszyfrowuje intencje kierowcy i błyskawicznie reaguje na nasze poczynania. Jednak w Skodzie DSG jest wyraźnie ustawione pod spokojną jazdę. Docenimy to przez większość czasu, bo pasuje to do charakteru komfortowego, rodzinnego auta, ale Kodiaqowi po prostu brakuje pazura. Podczas przyspieszania dość późno redukuje bieg, a redukcji o dwa biegi unika jak ognia. Podczas mojej drugiej trasy Kodiaqiem złapałem się na tym, że podczas każdego wyprzedzania instynktownie przerzucałem skrzynię w tryb Sport lub redukowałem biegi samodzielnie manetkami, a chyba nie do końca tak powinna wyglądać jazda z automatem… W VW i Audi takiego problemu nie ma, więc podejrzewam, że to przemyślana decyzja inżynierów Skody. Dla wielu kierowców będzie to zaleta, ale ja aż tak spokojną pracę DSG uważam jednak za wadę.

Trochę szkoda, tym bardziej, że nasz Kodiaq jest naprawdę szybki i potrafi dynamicznie przyspieszać. 180 KM mocy i przyspieszenie do setki na poziomie 7,8 s w praktycznym SUV-ie to parametry więcej niż bardzo dobre.

4. Dwie wpadki w wykonaniu

Czerwony Kodiaq trafił do redakcji bardzo szybko, możliwe więc, że te wpadki wynikają z przed- lub wczesnoprodukcyjnego charakteru naszego egzemplarza. Jednak w Skodzie nigdy takie rzeczy się nie przytrafiały, a czeskie samochody zawsze stawialiśmy za wzór w segmencie, dlatego postanowiliśmy o tym wspomnieć. O co chodzi? Po pierwsze, w naszej Skodzie nieprzyjemnie trzeszczą wszystkie cztery podłokietniki. To o tyle dziwne, że spasowanie pozostałych elementów jest nienaganne. Z ciekawości naciskaliśmy pozostałe plastiki we wnętrzu i żaden inny element nie wydaje z siebie nawet najmniejszego dźwięku.

Skoda Kodiaq 2.0 TSISkoda Kodiaq 2.0 TSI fot. Skoda

Drugi zarzut mamy do jednego z rozwiązań Simply Clever – czarnych, plastikowych listew, które wysuwają się przy drzwiach i chronią je przed uderzeniem w zaparkowany obok samochód. Te z przodu sprawują się na piątkę. Te z tyłu… Listwa w lewych drzwiach odpadła, a w prawych się naderwała. Tu znowu mamy do czynienia z dość ciekawą sytuacją, bo naszym Kodiaqiem przez 90 proc. czasu jeździ kierowca z co najwyżej jednym pasażerem. W przekroju całego testu tylne drzwi były używane sporadycznie, a to właśnie tam mechanizm nie domaga.

Więcej grzechów nie pamiętam, innych się nie spodziewam

Do końca testu zostało parę tygodni. Jeżeli znajdziemy coś jeszcze, co nam się w Kodiaqu nie podoba, to na pewno wspomnimy o tym w podsumowaniu. Jednak podejrzewam, że na tej niechlubnej czwórce nasza lista się zamknie, bo, moim zdaniem, Skoda Kodiaq to po prostu jedna z najlepszych i najciekawszych propozycji w tej cenie i segmencie. Czeski SUV, choć nie uniknął kilku wpadek, udowadnia to w naszym teście.

Pozostałe części naszego testu długodystansowego znajdziecie tutaj: Skoda Kodiaq 2.0 TSI Test długodystansowy

Jaki silnik Twoim zdaniem najlepiej pasuje do charakteru dużego, rodzinnego i praktycznego SUV-a?
Więcej o: