Unia wprowadza zakaz aut spalinowych. Tym razem w nowej wersji? Producenci zacierają ręce

Komisja Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego (ENVI) zatwierdziła swój raport w sprawie normy emisji spalin Euro 7. Norma spędza sęk z powiek producentów aut i może oznaczać gwóźdź do trumny dla segmentu B.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Tym samym na listopadowym posiedzeniu plenum Parlamentu Europejskiego (PE) najpewniej przystąpi do głosowania nad normą emisji dla samochodów osobowych i ciężarowych. A budzi ona duże kontrowersje ze względu na wprowadzenie bardzo restrykcyjnych ograniczeń.

Zobacz wideo Elektryczne samochody? Derski: Jeszcze w latach 50. będziemy użytkować samochody spalinowe!

Efektami prac na rzecz zrównoważonej zmiany pochwalił się czeski europarlamentarzysta Alexandr Vondra z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) cytowany przez portal Auto.cz:

Musimy utrzymać przystępność cenową samochodów osobowych dla szerszej populacji oraz utrzymać przemysł motoryzacyjny. Jest to dla Czech sprawa absolutnie fatalna. Widzę miejsce na porozumienie, choć wiem, że negocjacje nie będą łatwe

Tylko jedna cyfra, a przeskok ogromny. Mnóstwo kontrowersji

Wprowadzenie Euro 7 miałoby nastąpić w 2025 roku (1 stycznia lub 1 lipca), czyli tak naprawdę już niebawem. W przypadku autobusów i pojazdów ciężarowych weszłaby w życie dwa lata później. A czym charakteryzuje się wspomniana norma? Jej głównymi założeniami z początku były:

  • obniżenie limitu emisji tlenków azotu do 0,03 g/km lub nawet 0,01 g/km (samochody spełniające normę EURO 6 miały dopuszczoną emisję tlenków azotu na poziomie 0,06 g/km NOx w przypadku silników spalinowych zasilanych benzyną lub 0,08 g/km tlenku azotu w przypadku diesli).

  • zaostrzenie wymagań dotyczących emisji tlenku węgla do 0,3 lub 0,1 g/km (z dotyczczasowych 1 g/km w przypadku silników benzynowych, i 0,5 g/km silników wysokoprężnych).

  • ograniczenie średniej emisji dwutlenku węgla (CO2) przez wszystkie modele w gamie poszczególnych producentów do 30 g/km (dla porównania – dotychczas akceptowana średnia emisja plasuje się na poziomie 95 g/km, w zależności głównie od masy samochodów danej marki wymogi te mogą być nieco wyższe lub niższe).

Reasumując, jej pierwotna wersja oznaczałaby de facto koniec ery najmniejszych aut. Produkowanie samochodów z segmentu B przestałoby się producentom opłacać, ze względy na koszty niewspółmierne do ewentualnych zysków. Jednak i te najpopularniejsze - SUV-y oraz crossovery - o napędzie spalinowym znalazłyby się "pod ostrzałem".

Szeroki sprzeciw państw członkowskich. Wśród nich Polska

Na szczęście działania koalicji składającej się z przedstawicieli Czech, Polski, Francji, Włoch, Rumunii, Słowacji i Bułgarii stanowczo nie zgodziły się tak drakońskimi założeniami. Prezydencja hiszpańska przychyliła się do ich wniosku i przedstawi satysfakcjonujący, miejmy nadzieję, dla nich kompromis. Sprawa nadal jest na wokandzie i będziemy śledzić ją na bieżąco.

Źródło: Auto.cz

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.