Rzucona butelka zmieniła życie rodziny. Niska kara za agresję drogową

W Niderlandach właśnie zakończył się proces 28-latka, który nie opanował wściekłości za kierownicą i rzucił butelką w kierunku samochodu ciężarowego. W ten sposób zmarnował życie całej rodziny.

Agresja drogowa (ang. road rage), to nie żarty. Brak opanowania emocji za kierownicą może się skończyć tragicznie. Portal 40ton.net podał znakomity przykład, który to udowadnia. Pochodzi z niderlandzkiego rynku, ale nauka, która z niego płynie, przyda się wszystkim.

Więcej motoryzacyjnych wiadomości przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

W maju 2021 roku młody Belg jechał po autostradzie i zirytowało go to samo, na co zawsze narzekają Polacy: ślamazarnie wyprzedzające się zestawy ciężarowe. Kiedy jeden ciągnik siodłowy z naczepą zaczyna wyprzedzać drugi, zaczyna się "wyścig słoni". Zwykle trwa bardzo długo, a często dodatkowo taki manewr jest nielegalny, bo na wielu drogach szybkiego ruchu wyprzedzanie się zestawów ciężarowych jest zabronione.

Mimo to kierowcy "TIR-ów" to często robią z różnych powodów. Chcą oszczędzić paliwo, zdążyć do celu bez przekroczenia dozwolonego czasu podróży albo prędkościomierz dobija do ogranicznika. Wtedy za nim na lewym pasie gromadzi się rządek samochodów osobowych, a wśród ich kierowców rodzi się irytacja. W Niderlandach było podobnie. Belg był tak wściekły na kierowcę ciężarówki, że postanowił zemścić.

Zrobił to samo, co wielu naszych rodaków: kiedy wreszcie wyprzedził obie ciężarówki, złośliwie zahamował przed nimi, blokując prawy pas ruchu. Pożegnał kierowców środkowym palcem i pojechał dalej. Mimo to złość mu nie przeszła. Kilka kilometrów później zatrzymał się na pasie awaryjnym autostrady, rozstawił trójkąt awaryjny i cierpliwie czekał.

Wściekłość drogowa spowodowała tragedię. Takie sytuacje zdarzają się codziennie

Kiedy sprawca jego złego nastroju wreszcie nadjechał, niewiele myśląc, rzucił w jego kierunku szklaną butelką. Trafił prosto w przednią szybę, butelka przebiła ją i wpadła do środka. Spowodował poważne zagrożenie, ale nikomu nic się nie stało. Przynajmniej tak to wyglądało tuż po zdarzeniu.

Oprócz kierowcy w kabinie siedziała jego żona w ciąży. Niebezpieczna i nieprzyjemna sytuacja wywołała u nich tak silny stres, że zakończyła się traumą. Oboje zaczęli cierpieć na bezsenność, wkrótce po tym zdarzeniu kobieta poroniła, a potem doszło do rozwodu.

Taką linię oskarżenia zaprezentował prokurator, kiedy sprawa trafiła do holenderskiego sądu. Dziennik "Eindhovens Dagblad" informuje, że podkreślał zagrożenie, jakie spowodował oskarżony i tragiczne skutki, jakie wywołało jego działanie.

Sędzia wydał wyrok skazujący, ale wiele osób uzna, że nie współmierny do winy. Skazał 28-latka na karę 200 godzin prac społecznych oraz dwa miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu. Być może oskarżyciel nie był w stanie wykazać bezpośredniego związku pomiędzy wypadkiem,a późniejszymi wydarzeniami w życiu kierowcy ciężarówki i jego żony.

To już właściwie koniec, ale na koniec mam pytanie. Czy hamując przed kimś złośliwie na autostradzie, przyszło wam kiedykolwiek przez myśl, że konsekwencje takiego działania mogą być tragiczne? Dlaczego tak jest, że kiedy wsiadamy do aut, puszczają nam wszelkie moralne hamulce i jesteśmy gotowi zabić kierowcę, który zmusił nas do hamowania na lewym pasie? Sądowy wyrok to jedno, ale oprócz tego będziecie musieli żyć ze świadomością tego, co zrobiliście. Nawet kiedy już wysiądziecie z auta i z powrotem zmienicie się w normalnych ludzi.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.