Segway nasz najdroższy

Stał się znany na całym świecie zanim jeszcze ktokolwiek wiedział czym w rzeczywistości będzie. Nieliczni, którzy zostali dopuszczeni do tajemnicy, zapowiadali wielką rewolucję i konieczność przebudowy miast. Przetestowaliśmy Segwaya, żeby mieć własną opinię.

Wszyscy zachodzili w głowę, czym może być niesamowity wynalazek Deana Kamena i czy zrewolucjonizuje sposób poruszania się po miastach. Wielu spekulowało, że chodzi o deskorolkę bez kółek, która unosi się nad powierzchnią ziemi (tak to jest, jak za często ogląda się "Powrót do przyszłości II"). W każdym razie zapowiadało się coś naprawdę wielkiego. I rzeczywiście wynalazek okazał się niesamowity. Szkoda tylko, że do dziś pozostaje zbyt drogi, by móc uważać go za przyszłość komunikacji.

Dean Kamen (ur. w 1951 r. w Rockville Centre) - amerykański wynalazca i przedsiębiorca. Wsławił się wynalezieniem urządzeń medycznych: automatycznej strzykawki dla chorych na cukrzycę oraz aparatu do dializy. Pod koniec 2001 roku zaprezentował światu Segwaya - pojazd, który miał totalnie zrewolucjonizować sposób poruszania się.

Wybiegamy więc nieco w przyszłość zamieszczając na łamach Moto.pl test Segwaya, ale uwierzcie, że gdyby nie cena, naprawdę roiło by się od tych pojazdów we wszystkich miastach świata.

Dlaczego? Odpowiedź jest tyleż prosta, co niepokojąca. Cechą wspólną największych miast świata jest ciągły pośpiech i towarzyszący mu stres - każdy musi gdzieś zdążyć. Gdyby bieganie tak nie męczyło, całe miasta truchtałyby w pogoni za cennymi sekundami. Na szczęście tak nie jest. Bieganie męczy, a poza tym w wielu przypadkach może okazać się czynnością mało estetyczną i śmieszną...

Z pomocą przychodzi więc Segway. Urządzenie, dzięki któremu każdy staje się wyższy o kilkanaście centymetrów (koniec kompleksów!) i może prawie bezszelestnie poruszać się z prędkością do 20 km/h . Pomińmy kwestię bezpieczeństwa - łatwo można wyobrazić sobie ciągłe kolizje, a by tego uniknąć, musiałoby się pojawić zdecydowanie więcej ścieżek "segwayowych", a to już temat na zupełnie inną rozprawę.

Jazda Segwayem to niesamowita zabawa. Po pierwsze dlatego, że wszystko odbywa się zupełnie naturalnie. Przechylasz się do przodu - jedziesz w przód, przechylasz się do tyłu - hamujesz albo cofasz. Chcesz skręcić - przechylasz dźwignię, na której trzymasz ręce. Nic prostszego. Kręcenie piruetów możliwe jest, bo koła mogą kręcić się w przeciwnym kierunku - tak zresztą działa cały system skręcania - jedno koło zostaje przyhamowane przez komputer i pojazd wchodzi w zakręt.

Segway i2 i x2 - testujemy

Z jednej strony docenić należy bardzo skomplikowaną konstrukcję opartą na żyroskopach, dwóch silnikach elektrycznych i komputerze, który tym wszystkim steruje (więcej szczegółów znajdziesz tutaj ). A z drugiej strony, na Segwayu jeździ się tak łatwo, że wydaje się jakby istniał już od tysięcy lat, a poruszanie się nim zakodowane było w genach tak jak chodzenie. Bardzo łatwo zapomina się, jak mnóstwo pracy musiało być włożone w zrealizowanie wizji Kamena i zbudowanie Segwayów . Pewnie dlatego też tak trudno zaakceptować cenę urządzenia - jak można docenić coś wyjątkowego, gdy wydaje się tak normalne i zwykłe?

Jazda na Segwayu sprawia tyle frajdy, że po zejściu na ziemię, wszystko staje się nudne i powolne . Miejska wersja i2 jest nieprawdopodobnie zwinna i mimo że waży niecałe 48 kg, w czasie jazdy zupełnie tego nie czuć. Na pewno jednak nie nadaje się na wszystkie chodniki, jakie można spotkać w polskich miastach. Gdy wjeżdżaliśmy na nierówne nawierzchnie, szybko wolałem przesiąść się na cięższe o ponad sześć kilogramów "uterenowione" x2.

Dużo większe opony, nieco inaczej ustawione oprogramowanie i wyższy prześwit dają więcej pewności na wertepach. Oczywiście coś za coś: x2 nieco bardziej ociężale skręca, ale można nim bez problemów wjechać na wyższe krawężniki czy po prostu pojechać "na spacer" do lasu. Miejska wersja i2 zdecydowanie lepiej nadaje się też do jazdy szybkim slalomem , do której bardzo zachęca Segway. Pozycja jaką się wtedy przyjmuje bardzo przypomina tę ze slalomu narciarskiego. Taka jazda jest co najmniej tak samo przyjemna jak szusowanie po stoku, choć nie można liczyć na aż takie prędkości.

Jeżdżąc dla zabawy na Segwayu, zupełnie zapomina się, że może być naprawdę efektywnym środkiem transportu. W godzinach szczytu w kilka minut można przemieścić się w takim tempie, jakiego nie zapewni nam nic innego, może poza skuterem. Dostajemy więc urządzenie, które nie dość, że daje dużo satysfakcji z jazdy, to jeszcze może znacznie ułatwić nam to przyspieszone życie . Zwłaszcza, że jedyna obsługa, jakiej wymaga ten sprzęt to podłączanie do prądu - Segway ma gniazdko na identyczną wtyczkę, jakiej używa się do zasilania najzwyklejszych pecetów. Pełne ładowanie litowo-jonowych baterii trwa 6 godzin, a wtedy (zależnie od sposobu jazdy) możemy przejechać nawet do 38 km (wersja i2) lub 19 km w wersji "na bezdroża".

Jak podawał przedstawiciel Segwaya, jedno pełne ładowanie kosztuje około 30 groszy. Załóżmy, że da się wtedy przejechać ok. 30 km wersją i2. To daje 1 gr/km. Jak to się ma do samochodu, którym i tak rano stoi się w korkach? Zakładając, że samochód pali 7 l/100km - wychodzi około 30 zł na 100 km, czyli 30 gr/km. Kolosalna różnica. Tylko czy 19 000 zł, które trzeba wydać na Segwaya w ogóle ma szansę się zwrócić?

tekst: Jan Kopacz wideo: Marek Sokołowski zdjęcia: Sławomir Kamiński/AG

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.