Motocykliści zablokowali drogę ekspresową. "Nie można im nic zrobić"

Duża grupa motocyklistów wybrała się w sobotę na wspólną przejażdżkę w okolicy Łodzi. Zablokowali ruch na trasie S14 i wywołali frustrację kierowców. Czy to legalne? Co można zrobić w takiej sytuacji?

Wideo umieszczone w sobotnie popołudnie przez jedną użytkowniczek platformy X (Twittera) 8 czerwca wzbudziło duże kontrowersje wśród komentujących. Można na nim zobaczyć grupę kilkudziesięciu motocyklistów, która wybrała się na przejażdżkę drogą ekspresową S14, która pełni rolę zachodniej obwodnicy Łodzi i jednocześnie obwodnicy Pabianic. Kierowcy jednośladów poczuli się silnie w grupie i zablokowali ruch na całej szerokości tej trasy, ćwicząc stunterskie sztuczki. Umiejętności z pewnością im nie brakuje, niestety nie można powiedzieć tego samego o kulturze.

Zobacz wideo Pościg za motocyklistą w Iłowej. 39-latek odpowie przed sądem

Wideo z motocyklistami blokującym trasę S14. Ich zachowanie oburzyło kierowców

Pod filmem na platformie społecznościowej natychmiast zaroiło się od komentarzy, w których Polacy zaczęli robić to, co lubią najbardziej: kłócić się ze sobą. Jedni pomstują w nich na motocyklistów i proponują ich rozjeżdżać. Inni piszą, że kierowcom aut brakuje luzu i że to oni powodują zagrożenie na drogach, jeżdżąc zbyt wolno lewym pasem. Jeszcze inni zastanawiają się, co zrobić w takiej sytuacji i czy zachowanie motocyklistów było zgodne z prawem.

Odpowiedź na ostatnie pytanie powinna być oczywista dla każdego, kto kiedyś zajrzał do ustawy "Prawo o ruchu drogowym" albo niedawno zdawał egzamin na prawo jazdy. W art. 16 trzeciego rozdziału kodeksu drogowego jest napisane, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny. To znaczy, że lewy i ew. środkowy pas powinien służyć jedynie do wyprzedzania krawędzi, a nawet jadąc prawym pasem ruchu, powinno się to robić możliwie blisko prawej krawędzi. Dlatego zachowanie motocyklistów, które można oglądać na krótkim filmie, nie ma nic wspólnego z poszanowaniem przepisów i zasad współżycia społecznego. One też są ważne, bo w praktyce regulują zasady, które trudno jednoznacznie określić przepisami. Na przykład motocykliści wiedzą, że jazda prawą krawędzią pasa jest mniej bezpieczna (m.in. dlatego, że tam nawierzchnia jest brudna i w gorszym stanie), a reszta użytkowników ruchu akceptuje nieprzestrzeganie tego przepisu, bo tak nakazuje zdrowy rozsądek. Przez zachowania takie jak pokazane na wideo, to może się skończyć.

Jeśli motocykliści nie szanują innych kierowców, mogą liczyć na wzajemność

Nie ma żadnych wątpliwości, że motocykliści z wideo złamali co najmniej kilka przepisów i powodowali zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu. Wystarczy, że któryś z kierowców samochodu się zagapi albo zdenerwuje i taka sytuacja łatwo może zakończyć się tragedią. Łatwo się domyślić, kto byłby w niej bardziej poszkodowany. Równie smutne jest to, że motocykliści nie okazują szacunku innym uczestnikom ruchu, mimo że sami tego od nich wymagają. Zrobili to, bo zadziałała psychologia tłumu. Kiedy członkowie jakieś społeczności znajdą się w dużej grupie, często przestają zachowywać racjonalnie, bo wydaje im się, że w takiej sytuacji unikną odpowiedzialności za swoje zachowanie. Zamiast tego zaczynają się zachowywać tak, jak to wynika z kontekstu sytuacyjnego i naśladować swoich liderów. Tak mówią psycholodzy, którzy są przekonani, że większość takich osób w pojedynkę nie zachowałaby się podobnie.

Co można zrobić w takiej sytuacji, jeśli się jest kierowcą samochodu? Na pewno nie wolno się denerwować, bo to może prowadzić do eskalacji agresji i niebezpiecznych sytuacji. Trzeba zachować zimną krew i nie dać się sprowokować. Zamiast tego powinno się jak najszybciej zadzwonić na telefon alarmowy 112 i powiadomić odpowiednie służby o wywoływaniu przez motocyklistów zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Po trasach szybkiego ruchu krąży sporo radiowozów, w tym wiele nieoznakowanych. Jeśli ktoś ich powiadomi o sytuacji, może wtedy jednak okaże się, że jednak motocykliści nie są bezkarni.

Najbardziej smutne jest to, że tego typu zachowania prowadzą do antagonizowania różnych grup kierowców, zamiast harmonizować relację między właścicielami samochodów i motocyklistami. Grupa kierowców jednośladów na trasie S14 w sobotę miała przez chwilę zabawę i czuła się bezkarna, ale tracą na tym wszyscy motocykliści, którzy codziennie jeżdżą po publicznych drogach. Przez takie sytuacje, jak uwieczniona na filmie, nawet jeśli stanowią wyjątki od reguły, inni uczestnicy ruchu nieprędko zaczną nas szanować.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.