Próbowałem policzyć "polskie" skutery w Neapolu. Poddałem się

Słyszeliście o pladze skuterów z polskimi tablicami rejestracyjnymi w stolicy Kampanii? Postanowiłem pojechać do Neapolu osobiście i zobaczyć, ile jest prawdy w tych opowieściach. "Polskich" skuterów jest tak dużo, że po jednym dniu przestałem zwracać na nie uwagę.

Ile jednośladów z polskimi tablicami jeździ po Neapolu? Z grubsza licząc, chodzi o jedną czwartą wszystkich krążących po tym mieście skuterów. Oprócz tego można tam zobaczyć dużo motocykli, a nawet trochę samochodów z naszymi krajowymi tablicami rejestracyjnymi. Niemal zawsze są to tanie, zużyte maszyny. Ani razu nie widziałem drogiego pojazdu na krajowych tablicach. Wszystkie rodzime "blachy" pochodzą z południa Polski. Zwykle z Nowego Sącza, Rzeszowa i Krosna, ale również z Krakowa, Wieliczki i Niska. Po jednym dniu od ich liczenia rozbolała mnie głowa i się poddałem. Drugiego dnia przestałem robić zdjęcia, bo nie miało to sensu. Zdałem sobie sprawę, że Neapol jest motoryzacyjnym Podkarpaciem południa Europy.

Zobacz wideo [MOTOVLOG] Jeep Avenger e-Hybird na włoskich drogach i torach testowych [MATERIAŁ WYDAWCY MOTO.PL]

Neapolitańczycy rejestrują skutery w Polsce z oszczędności, ale nie jeżdżą do niej

Powód tego przedziwnego zjawiska jest bardzo prosty. Nie chodzi o hardkorowych fanów skuterów z naszego kraju, którzy postanowili pokonać liczącą 2000 km trasę na swoich małych jednośladach. Nie są to też ekspaci, którzy sprowadzili swoje pojazdy na południe Włoch i z sentymentu, lenistwa albo oszczędności postanowili ich nie przerejestrowywać. Ale to prawda, że chodzi o oszczędność.

Neapol jest znacznie bardziej urokliwy, czystszy i spokojniejszy, niż się spodziewałem, ale to nie miasto bogaczy. Jego mieszkańcy często ledwo wiążą koniec z końcem. Ich sędziwe skutery często nie są warte nawet kilkuset euro. Za to ich obowiązkowe ubezpieczenie kosztuje majątek, bo to spore ryzyko dla firm, które się tym zajmują. Sądząc po wyglądzie pojazdów liczba szkód komunikacyjnych i kradzieży musi być spora. Stawki OC w Neapolu poszybowały w kosmos, a wtedy pojawili się pośrednicy, którzy postanowili na tym zarobić i zdalnie rejestrują pojazdy w Polsce. Podobno w lutym 2022 r. zmieniło się włoskie prawo i jeśli użytkownicy pojazdów z zagranicznymi rejestracjami mają przy sobie umowy użyczenia, mogą śmiało nimi śmigać tak długo, jak mają ochotę, a nawet sprzedać (odpłatnie przekazać w użytkowanie?) je komuś innemu.

Polskie tablice rejestracyjne w NeapoluPolskie tablice rejestracyjne w Neapolu fot. ŁK

Polskie tablice rejestracyjne trwale się wpisały w krajobraz stolicy Kampanii

Nie mam wielkiej wiedzy w kwestii szczegółów tego procederu i raczej nawet nie chcę ich znać, bo jestem przekonany, że to gruby przekręt. Sądzę, że większość użytkowników tanich skuterów w ogóle ich nie ubezpiecza, ale ze względu na zagraniczne tablice, trudno to wykryć. Podejrzewam, że szanują ten obowiązek równie mocno, jak nakaz jazdy w kaskach. To tylko moje podejrzenia, za to jestem pewien dwóch innych rzeczy. Po pierwsze dzięki takiej operacji, nawet jeśli skutery są ubezpieczone, wychodzi to sporo taniej. W przeciwnym razie po Neapolu nie krążyłyby miriady małych jednośladów na polskich "blachach". Po drugie stawiam dolary przeciwko orzechom, że żaden z tych pojazdów nawet nie był w pobliżu naszego kraju. Często skutery z rejestracją z Rzeszowa albo Krosna mają kilka dekad na karku i są niemiłosiernie poobijane oraz mocno zużyte. Raczej nie pokonałyby takiej trasy.

Za to dobrze znają wąskie neapolitańskie uliczki, czują się tam jak ryby w wodzie i zgodnie z powiedzeniem Goethego właśnie tam dokonają żywota. Wśród pojazdów z polskimi tablicami rejestracyjnymi dominują niedrogie modele skuterów klasy 125, ale są wyjątki od tej reguły. Czasem można zobaczyć przedpotopowe jednoślady z silniczkami 50 cm3, które dumnie noszą polską rejestrację. Dawno zasłużyłyby na miano klasyków, gdyby nie to, że są w fatalnym wizualnym stanie, nawet jeśli wciąż sprawnie jeżdżą. Spostrzegłem też sporo tanich aut (np. Seicento albo Renault Megane 2. generacji) i trochę ciężko pracujących dostawczaków. Szybko przestałem zwracać uwagę na polskie tablice rejestracyjne w Neapolu. Tak samo jak dla Włochów ten widok stał się dla mnie normalny. Być może właśnie dlatego czułem się w tym mieście tak dobrze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.