Motocykliści wstydzą się "kurzych pasków", ale czy powinni? Ulica, to nie tor wyścigowy

Kurze paski na oponie motocyklowej są powodem do wstydu? Żeby móc odpowiedzieć na to pytanie, najpierw należy dowiedzieć się, czym tak właściwie są i kiedy powstają. To właśnie zadanie, które przypisujemy temu materiałowi.

Więcej ciekawostek motocyklowych znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Kurczacze stripsy to nie tylko przysmak serwowany w jednej z sieciowych restauracji. To również nazwa śladów, które powstają, a właściwie to zostają na oponie motocyklowej po jej zewnętrznych stronach. Skąd wzięła się nazwa kurzych pasków i czemu można je zobaczyć na ogumieniu? Będziecie naprawdę zaskoczeni.

Zobacz wideo Jazda motocyklem na jednym kole zakończona bolesną przewrotką

Kurze paski na oponie, czyli starta tylko centralna część bieżnika

Pisząc o kurzych paskach, mamy oczywiście na myśli opony przeznaczone do szybszych motocykli. Te na płaskiej powierzchni mają charakterystyczne rowki ułożone w jodełkę. Płaska część opony dba o trakcję podczas jazdy. Rowek natomiast usuwa spod śladu np. wodę lub inne zanieczyszczenia. Kurzym paskiem jest natomiast sytuacja, w której centralna część rowka podczas jazdy wyciera się do gładkiej powierzchni, ale cały czas jego pozostałość widać po zewnętrznej stronie bieżnika. To wygląda trochę jak krótkie zęby, które pojawiły się na śladzie ogumienia.

Skąd wzięła się nazwa kurzych pasków na oponach motocyklowych?

No dobrze, ale skąd wzięła się nazwa kurzego paska? To mocno ironiczne stwierdzenie. Zakłada bowiem, że kierujący motocyklem jest kurczakiem czy też cykorem i nie kładzie motocykla podczas szybkiej jazdy w zakręcie. Prawdziwi kierowcy z dużą dozą odwagi stosują przeciwskręt, a wtedy rowek opony ściera się równomiernie na całej powierzchni śladu, a nie tylko w centralnej części.

Czy kurze paski na oponie to wstyd?

Kurzy pasek i kurczak siedzący na motocyklu. Takie stwierdzenie jest pejoratywne, żeby nie powiedzieć nieco pogardliwe. Tylko czy słusznie? Nie do końca. I to z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że skoro kierowca motocykle nie czuje się pewnie do rozwijania większych prędkości, świadomego stosowania przeciwskrętu czy kładzenia jednośladu w zakręcie, po prostu nie powinien tego robić. Z uwagi na swoje i innych bezpieczeństwo. I nie należy się z niego naśmiewać. Przecież nie każdy musi nazywać się Valentino Rossi...

Po drugie publiczne drogi nie są torem wyścigowym. Motocykliści powinni o tym pamiętać. A w warunkach jazdy chociażby w miarę przepisowej, nie ma wcale zbyt wielu okazji do docierania zewnętrznej części opony. Kierujący, który postanowi jeździć mocno przepisowo, z obecnością kurzych pasków musi się liczyć. I nie jest to powód do wstydu. Jeżeli ktoś uważa inaczej, ma oczywiście do tego prawo. Tylko niech taka osoba pamięta o tym, że drogi publiczne to nie Need for Speed. Tu brawura i kozactwo może mieć najwyższą cenę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.