Rowerowa hybrydyzacja ma sens. Jeździliśmy po Masywie Śnieżnika

Sezon rowerowy nabiera rumieńców, a wraz z nim elektryczne wsparcie jednośladów. Dotychczas, przedstawialiśmy to zjawisko w kategorii motoryzacyjnej. Nie możemy jednak zapominać, że potężny rynek rozwija się pod naszym nosem. Globalny, z wielkim potencjałem i jednocześnie niezwykle przyjazny planecie. Pośród natury, zapierających dech w piersi widoków i siły mięśni

Z danych przeprowadzonych na zlecenie firmy Kross wynika, że niespełna 80 procent Polaków dysponuje własnym rowerem. W tym samym raporcie czytamy, że co trzeci mieszkaniec nadwiślańskiej krainy planuje w 2023 kupić nowy jednoślad. Przeciętnie na ten cel przeznacza niewiele ponad dwa tysiące złotych. Społeczeństwo się jednak bogaci, co tylko pokazuje rosnąca liczba milionerów nad Wisłą, a także wyniki sprzedaży klasy premium. Podobne odniesienie mamy w segmencie rowerowym. Tutaj przywołamy dane dla Starego Kontynentu. W 2015 po Europie jeździło około 6,5 miliona jednośladów ze wsparciem elektrycznym. Ta wartość rośnie niemal geometrycznie, a według ostrożnych szacunków, już w 2030 hybrydowe sprzęty będą stanowić potężną siłę – ponad 60 milionów. O jednośladach piszemy regularnie na stronie głównej gazeta.pl.

Zobacz wideo Policja z użyciem dronów wyłapuje łamiących przepisy cyklistów i pieszych. W kilka chwil wpadło 14 rowerzystów

Tort warty fortunę

Nie dziwi zainteresowanie światowych koncernów właśnie tym segmentem. Polski rynek rowerowy wart jest rocznie 5,5 miliarda złotych. Eksperci szacują, że już w 2025 fragment tortu z elektrycznym silnikiem przekroczy 2 miliardy zł. Nie możemy też zapominać, że w Polska rośnie w siłę pod względem możliwości produkcyjnych. Nijak te dane mają się do Chin lub Indii, ale w Europie zajmujemy drugie miejsce z wytwarzaniem na poziomie 48 tysięcy sztuk. Wyprzedziliśmy Portugalię (40 tysięcy sztuk) i Włochy (o tysiąc mniej), ale musimy uznać wyższość Niemców (250 tys.).

10 lat doświadczenia i coraz więcej ścieżek rowerowych

Jednym z liderów segmentu jest Bosch. Ten globalny konglomerat znany przede wszystkim z elektronarzędzi i urządzeń AGD, od 10 lat szlifuje technologię trafiającą między innymi do rowerów MTB, Gravel, miejskich, a także trekkingowych. Obecna generacja Performance Line X to produkt z linii premium. Dystansuje wiele konkurencyjnych rozwiązań i trafia na pierwszy montaż do takich tuzów, jak KTM, Cannondale, Scott, Bulls, Diamant, Riese & Muller czy chociażby Lapierre. Wiele z tych nazw z pozoru wiąże się z czarną magią dla laików, ale to produkty wysokiej klasy. Nie tylko jakościowej, lecz również cenowej. Do tego chwalone przez użytkowników i serwisantów. Co ważne, każdy z producentów może liczyć na indywidualne podejście Boscha i dopasowanie parametrów do specyfiki sprzętu. A jest w czym wybierać.

Dla każdego coś miłego

Widać, że trend rowerowy rośnie globalnie. Wsiadamy na dwa koła tytułem mody, ekologii i przede wszystkim zdrowotności. Coraz częściej sprzęty napędzane siłą mięśni stanowią rozsądną alternatywę dla samochodu. Zwłaszcza w mieście, gdzie ścieżki rosną niczym grzyby po obfitym deszczu.

Z uwagi na rozmiary aglomeracji, największą siecią szlaków rowerowych dysponuje Warszawa. To niekwestionowany lider nad Wisłą. Z drugiej strony, pod względem gęstości na czoło wysuwa się Nowa Sól. To miasto ulokowane w województwie lubuskim ma 34,5 km na każde 10 km kwadratowych powierzchni (dane GUS).

Wraz z wylewanym asfaltem, powstają miejsca przeznaczone na regenerację i serwis. To istotne z punktu widzenia nie tylko klasycznego, lecz również hybrydowego roweru. Osprzęt jest podobny. Jednoślady ze wsparciem Boscha dysponują przerzutkami, piastą, łańcuchem dziesiątkamirozmaitych cięgien i linek. Musimy też pompować opony i przeprowadzać bieżący serwis. Niemal bezobsługowy okazuje się natomiast sam silnik elektryczny. Szczelnie zabudowany i z gwarancją na dwa lata. Według zapewnień przedstawiciela marki KTM, do usterek dochodzi niezwykle rzadko, a te powstałe wynikają w większości z winy użytkownika. Warto zatem wgryźć się w instrukcję obsługi.

Sprawdzamy silnik Boscha w górzystym terenie

Sposobów na wykorzystanie hybrydowego roweru jest mnóstwo. Jego główna funkcja polega na odciążeniu mięśni i sprawieniu, by wycieczka stała się przyjemniejsza i bardziej efektywna. Tym samym, silnik elektryczny znajdzie zapotrzebowanie w kategorii miejskiej, krajoznawczej na płaskowyżach, a także w górach. Stanie się wiernym kompanem podczas codziennych wypraw do pracy, jak i przy weekendowych wycieczkach. Tutaj możliwości jest mnóstwo i zależą od preferencji. Z doświadczenia możemy szczerze polecić trasę Green Velo (około 2 tysięcy km długości). Przebiega przez pięć województw ściany wschodniej i oferuje świetne widoki. Zwłaszcza na Podlasiu, Warmii i Mazurach, gdzie doświadczymy zamków, jezior, twierdz i rezerwatów przyrody.

Użytkownicy szukający mocniejszych wrażeń mogą się wybrać w bardziej wymagający teren. To wszelkie tereny pofałdowane, a zatem góry. Istotne, że wcale nie musimy dysponować własnym rowerem. Miejsca, które zimą zajmują się wypożyczaniem sprzętu narciarskiego, wiosną i latem zmieniają profil na rowery. Ten trend trafił do nas z Europy Zachodniej. W Alpach od lat popularne są rozmaite obozy będące niemałym wyzwaniem dla fanów wzmożonego wysiłku. My postawiliśmy na niższe szczyty i obraliśmy azymut na Sudety.

Hybrydowe rowery BoschHybrydowe rowery Bosch fot. Bosch

Czarna Góra, Sienna i Śnieżnik

Przy obecnej sieci ekspresówek i autostrad, dojazd w polskie góry nie stanowi większego problemu z dowolnego miejsca w kraju. Komercyjnie, od lat wygrywają Tatry, ale nie możemy zapominać o Bieszczadach i Sudetach. To właśnie w tym ostatnim paśmie postanowiliśmy zasmakować przygody eMTB. Naszą bazą noclegową stała się Czarna Góra, a pierwszych szlifów dokonaliśmy w lokalnym Bike Parku. Ważne, by nie porywać się od razu na wysokogórskie szlaki. Przyroda przygotowała wiele pułapek, na które trzeba się przygotować. Pod okiem profesjonalnego instruktora wyćwiczymy zdrowe odruchy i poznamy sprzęt. Nie musimy dysponować własnym. Możemy skorzystać z licznych wypożyczalni, gdzie dobę wycenia się na 250-300 złotych. Brzmi lepiej niż inwestycja na start rzędu kilkunastu bądź kilkudziesięciu tysięcy zł.

Nie zapomnijmy o kasku i stosownym odzieniu. Przyda się plecak na płaszcz przeciwdeszczowy, prowiant i wodę. Pogoda potrafi się zmienić w ułamku sekundy. Wygodne, sportowe buty, rękawiczki i czapka również staną się naszymi przyjaciółmi daleko od domu. Tak zaopatrzeni, możemy zdobywać kolejne przewyższenia. Na zwykłym rowerze, osoby bez przygotowania fizycznego wyzioną ducha po kilku kilometrach. Tutaj nie ma miękkiej gry. Zupełnie inaczej sytuacja się przedstawia na hybrydzie.

Silnik umieszczony przy ramie lub wręcz zintegrowany z nią, zapewnia kilka godzin wsparcia. Jednostki Boscha dysponują akumulatorem o pojemności od 400 do 725 Wh. W rowerze klasy eMTB ważą około 2,2 kg. Niby niewiele, ale cały sprzęt to już masa rzędu 23-27 kg. Do tego doliczamy jeźdźca i ekwipunek, co przekłada się na ponad 100 kg wtaczanych na wzniesienia o sporym nachyleniu. Bez prądu, byłoby to niezwykle karkołomne.

Co innego z „kieszonkowym" akumulatorem litowo-jonowym. Wspiera nas do prędkości 25 km/h i częstotliwości pedałowania na poziomie 120 obr./min. Suche dane niewiele zdradzają, ale wystarczy usiąść w siodle, włączyć urządzenie i zakręcić. Jest zdecydowanie lżej, a do tego mamy do dyspozycji kilka trybów siły wspomagania. Najwyższy wykorzystujemy podczas stromych

podjazdów. Sprawia, że obracanie korbą napędową staje się dziecinnie łatwe i przyjemne. Niby prędkość niewielka, ale zachowujemy w sobie mnóstwo energii. Łagodniejsze różnice wysokości możemy pokonywać w ustawieniu najbardziej uniwersalnym – Tour. Ekonomiczny posłuży na wypłaszczeniach, a nie lada gratką dla niedowiarków stanie się całkowite wyłączenie dobrodziejstwa inwentarza. Poczujemy wtenczas moc wysiłku inżynieryjnego i przekonamy się o własnych słabościach. Istotne, że energię uzupełnimy z domowego gniazdka. Wystarczy schować w plecaku niewielkich rozmiarów ładowarkę i wykorzystać ją przy okazji przerwy obiadowej. Dwie godziny ładowania pozwolą odzyskać niemal połowę stanu posiadania. Pamiętajmy też, że w przeciwieństwie do samochodowych hybryd, tutaj nie ma funkcji odzyskiwania prądu podczas hamowania. Mechanizm działa tylko w jedną stronę. Fani elektromobilności pewnie się zastanawiają dlaczego, a odpowiedzi na to pytanie udzielili fachowcy i zawodowi kolarze. To się po prostu nie sprawdza w warunkach sportowej rywalizacji i rekreacyjnej jazdy po górach. Kropka.

Hybrydowe rowery BoschHybrydowe rowery Bosch fot. Bosch

Przygoda niemal dla każdego

Z punktu widzenia urlopowego, rekreacja na rowerze hybrydowym niesie ogromne pokłady endorfin. Dziewicze szlaki obfitują w strumyki, potoki, szutrowe odcinki, wystające korzenie i wąskie ścieżki z towarzyszącym urwiskiem. Trzeba uważać. Tym bardziej, że chwila nieuwagi może przynieść kraksę. Tego nie chcemy. Po co psuć sobie nastrój i kolekcjonować kolejne zadrapania. Dlatego przyda się w plecaku plaster i woda utleniona. Z drugiej strony, klasa eMTB lub trekking, umożliwia rozpoczęcie przygody niemal każdemu jeźdźcowi. Wsparcie elektryczne, terenowe, szerokie opony, wysokiej klasy osprzęt i solidna konstrukcja gwarantują względny spokój na niedostępnych ostępach. Jeśli zapragniemy zasmakować elektryczności rowerowej na łagodniejszych trasach, do dyspozycji mamy klasy bardziej uniwersalne i przystępniejsze cenowo. Profesjonalne rowery zjazdowe renomowanych marek wykorzystujących osprzęt Boscha to wydatek na poziomie 35-50 tysięcy zł. Miejskie lub urządzenia do jazdy po szutrowych odcinkach uszczuplą portfel o około 17-25 tysięcy zł. W sukurs przychodzi jednak opcja leasingu lub długoterminowego najmu. Przed szereg wyszedł polski oddział marki KTM oferując program kredytowy i lojalnościowy zapewniający opiekę już dla dzieci. Rower możemy zmieniać co dwa lata, dopasowując go tym samym do wzrostu, warunków fizycznych i indywidualnych preferencji. Łączymy przyjemne z pożytecznym.

A jak to wygląda z naszej, motoryzacyjnej perspektywy? Niczym przygoda z dala od spalin i miejskiego zgiełku. Co prawda, na miejsce aktywności dojedziemy samochodem, nawet elektrycznym z uwagi na obecność ładowarek w rozmaitych hotelach, ale doceniamy kontakt z przyrodą i dopracowanie mechanizmu hybrydowego w rowerach. To wysoka i wydajna półka, choć droga, co ogranicza dostępność. Niemniej, podoba nam się ten kierunek rozwoju. Przyszłość jawi się w kolorowych barwach. Materiał powstał podczas wyjazdu sfinansowanego przez Bosch Polska, w relacji wykorzystaliśmy też zdjęcia producenta.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.