Pasy na drodze dla rowerów to jeszcze nie przejście dla pieszych. Wszystko zależy od tego, czy jest znak

Bartłomiej Pawlak
Zebra namalowana na drodze dla rowerów nie zawsze jest przejściem dla pieszych. Jeśli brakuje odpowiedniego znaku, pasy (w myśl prawa) przejściem dla pieszych nie są. Problemem w tym, że na drogach rowerowych brakuje niemal wszystkiego.
Zobacz wideo Nowe czy używane? My pytamy, Polacy odpowiadają

O tym, że stan infrastruktury rowerowej w Polsce pozostawia wiele do życzenia (a to i tak mało powiedziane) pisaliśmy już wiele razy. Drogi dla rowerów budowane są w dość chaotyczny sposób, zaczynają się i urywają w niespodziewanych miejscach, są nieprawidłowo oznaczone lub są połączone z chodnikami w ciągi pieszo-rowerowe.

Jazda po nich może być wręcz niebezpieczna. Nie tylko dlatego, że wielu rowerzystów nie zna podstawowych przepisów ruchu drogowego, ale również dlatego, że drogi dla rowerów są często nieprawidłowo lub mylnie oznaczone.

Pasy na drodze dla rowerów nie są przejściem dla pieszych

Na problem ten zwrócił uwagę serwis Autoblog. Aby białe pasy namalowane na drodze dla rowerów stały się przejściem dla pieszych, potrzebny jest odpowiedni znak. Taki, jak te stojące przed każdym przejściem dla pieszych na jezdniach w całej Polsce. Gdy go nie ma, przejścia też nie ma. Przynajmniej jeśli będziemy skrupulatnie stosować się do zapisów polskiego prawa.

Przejście dla pieszych przez drogę dla rowerów nieoznaczone znakiemPrzejście dla pieszych przez drogę dla rowerów nieoznaczone znakiem Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

W ustawie Prawo o Ruchu Drogowym znajdziemy bowiem zapis, że każde przejście dla pieszych musi być oznaczone odpowiednimi znakami drogowymi. Z kolei - jak zauważa Autoblog - rozporządzenie ministra infrastruktury określa, że jest to znak D-6 (pionowy znak "przejście dla pieszych"), a na drodze dodatkowo powinny pojawić się znaki poziomie (pasy), które określą powierzchnię przejścia. W ramach wyjątku dopuszcza się też oznaczenie przejścia wyłącznie znakami D-6 (bez zebry), ale nie odwrotnie.

Konia z rzędem temu, kto w swojej najbliższej okolicy znajdzie choć jedną prawidłowo oznaczoną drogę dla rowerów. Drogowcy, budując je - ze znanych wyłącznie sobie powodów - najczęściej nie oznaczają ich w ogóle. Jest jeden wyjątek. To znaki C-13 i C-13a (droga dla rowerów i koniec drogi dla rowerów) lub podobne, które są stawiane nagminnie i niemal na każdym kroku (bo drogi rowerowe co chwila się urywają i kilka metrów dalej zaczynają ponownie). Często jest ich tak wiele, że można odnieść wrażenie, jakoby drogowcy mieli nadmiar znaków do wykorzystania.

Każde przejście dla pieszych powinno być oznaczone takim znakiem:

Przejście dla pieszych na al. Wojska Polskiego, przy Poliklinice.Przejście dla pieszych na al. Wojska Polskiego, przy Poliklinice. Fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl

To niejedyny przykład

Oczywiście, podobnych przykładów jest zdecydowanie więcej. Na większości (jeśli nie wszystkich) drogach dla rowerów brakuje znaków A-7 (ustąp pierwszeństwa) i D-1 (droga z pierwszeństwem), co oznacza, że niemal wszędzie obowiązuje reguła prawej ręki. Nawet jeśli z większą drogą rowerową łączy się wąski jednokierunkowy pas dla rowerów.

Przeważnie źle są również oznaczone ronda, bo brakuje przed nimi znaku C-12, który określa, że jest to skrzyżowanie o ruchu okrężnym oraz wyznacza kierunek ruchu. Często przed rondem brakuje też znaku ustąp pierwszeństwa, co oznacza, że w takim miejscu mają je osoby wjeżdżające na rondo, a nie już na nim będące. Na niemal wszystkich rondach "dla samochodów" jest odwrotnie, co może być mylące.

Rowerowe rondo w WarszawieRowerowe rondo w Warszawie fot. zrzut ekranu z Google Maps

I tak przepuść pieszego na pasach

Oczywiście, nie chcemy zachęcać tym tekstem rowerzystów do rozjeżdżania pieszych na pasach (które nie są przejściami dla pieszych), tylko dlatego, że nie zauważyli, że przed zebrą zabrakło znaku. Lepiej, bezpieczniej i bardziej kulturalnie będzie pieszego przepuścić. Nawet jeśli w myśl prawa nie ma takiego obowiązku.

To raczej próba zwrócenia uwagi na fakt, że nieprawidłowości popełnione przez drogowców mogą być powodem ewentualnych sporów prawnych. W razie wypadku teoretycznie policja może uznać, że pieszy wtargnął na drogę dla rowerów (próbując przejść po zebrze), bo nie jest ona przejściem dla pieszych.

To nie droga dla rowerów, a miasteczko ruchu drogowego dla dzieci uczących się przepisów. Widzimy tu znak przejście dla pieszych oraz znaki: informujący o tym, że mamy do czynienia ze skrzyżowaniem o ruchu okrężnym i ustąp pierwszeństwa (oba za sygnalizatorem):

Miasteczko ruchu drogowegoMiasteczko ruchu drogowego Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Z drugiej strony spora część dróg rowerowych w ogóle nie spełnia odpowiednich wymogów technicznych, więc czy rowerzyści mogą z nich korzystać? Przykład? Dopuszczalny uskok na drodze dla rowerów nie może być większy niż 1 cm. Wystarczy przejechać kilkaset metrów, aby przynajmniej kilkukrotnie przeskoczyć przez kilkucentymetrowe krawężniki. Zastanawiające jednak, po co ustawodawca wprowadza setki przepisów, do których nikt później nawet nie zamierza dostosowywać infrastruktury rowerowej.

Więcej o rowerowych absurdach znajdziesz na Gazeta.pl

Więcej o: